ogródek1

Przy Tolkowej szkole jest ogródek. W ramach klubu ogrodniczego dzieci sadzą roślinki, hodują marchewki, rzodkiewki, sałatę, dynie, a w ramach zajęć kulinarnych – wszystko zjadają (ze smakiem!!). Takie rzeczy widziałam wielokrotnie w szkołach i przedszkolach polskich i bardzo mi się to podobało.

Tutaj zobaczyłam coś więcej. Poza grządkami jest (prawie) normalna sala lekcyjna. Są ławki, stoły, tablica. Kiedy dzieci realizują „unit ogrodowy”, chodzą codziennie na dwór, wyrywają rośliny, oglądają korzenie, rysują to, co widziały, opisują i zapamiętują.

W ramach „atrakcji specjalnych” co i raz szkoła zapewnia potężny grill pełen wurstów plus warzywa świeżo zerwane ze szkolnych grządek. Jest też huśtawka, bo przecież przy nauce trzeba mieć czas na odpoczynek i trawa, żeby pobawić się w berka.

ogródek2

Skąd wiem, jak to wygląda? Bo raz na kilka miesięcy szkoła wywiesza ogłoszenie, że potrzebni są rodzice do pomocy – w skopaniu ogródka, w zgrabieniu, w przygotowaniu do zimy, albo ogarnięciu po lecie. Za każdym razem z radością tam lecę, bo okropnie tęsknię za naszym prywatnym kawałkiem trawy z Polski. I tak było w piątek. Lala z rozkoszą tarzała się w błotku, Tolek trzymał się blisko wurstów (sztuk 12), a ja dorwałam widły i przez dwie godziny kopałam i pieliłam. Uwielbiam takie popołudnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *