Jestem mamą dwóch chłopaków. Urodziłam się w latach siedemdziesiątych. Moje dzieciństwo przypadło na szare (dla mnie jednak kolorowe) lata peerelu. Moje dzieci urodziły się po 2000 roku. Inna epoka. Inne czasy. Przepaść cała. Lata świetlne!

Często padały pytania: Mamo, a w twoich czasach były samochody? Mamo, a jakie w twoich czasach były bajki? Mamo, a jakie miałaś zabawki? Mamo, a czy w twoich czasach żyły dinozaury? Itd… Pytania mnożyły się i wciąż się mnożą… bez końca.

Kiedy wypatrzyłam na księgarnianej półce „Zielone pomarańcze, czyli PRL dla dzieci” aż zaklaskałam w ręce z radości. Znalazłam książkę, która w barwny i przystępny sposób opowiadała dzieciom o moim dzieciństwie, o latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

Taki też cel przyświecał autorce książki – Anecie Górnickiej – Boratyńskiej, która napisała o tym już we wstępie. Chciała opowiedzieć swoim dzieciom, a przy okazji i innym, o tym jak wyglądało jej dzieciństwo.

To wspaniała lektura do wspólnego, rodzinnego czytania, bowiem my – rodzice będziemy się rozczulać na wspomnienie szkolnych fartuszków, chińskich piórników, pewexów, programów telewizyjnych i pomarańczy a nasze dzieci będą słuchać tego wszystkiego jak niesamowitych opowieści, robiąc coraz większe oczy ze zdziwienia. Tu dzieci znajdą odpowiedzi na wiele nurtujących je pytań, ale myślę też, że lektura może być wyjściem do naszych prywatnych, osobistych wspomnień, ktorymi chcielibyśmy podzielić się z naszymi pociechami.

Książeczka adresowana jest do dzieci, dlatego też napisana została prostym, przejrzystym językiem. Autorka z lekkością i bardzo zrozumiale opowiada o kartkach, stanie wojennym czy nawet wybuchu w Czarnobylu. „Zielone Pomarańcze” zostały wydane w dużym formacie, każda opowieść wzbogacona jest zdjęciami, co niewątpliwie jest wielkim atutem tej pozycji. To książeczka, którą czyta się od początku do końca, od końca do początku, na wyrywki, fragmentami, jak kto lubi. I miło do niej wracać…

“Podobnie jak wy jedliśmy w szkole śniadania przyniesione z domu, ale nie mieliśmy specjalnych plastikowych pojemników, ani takich z księżniczkami Disneya czy samochodami, ani nawet bez nich. Przynosiliśmy jabłko i kanapki zawinięte w papier śniadaniowy. Często ich nie zjadaliśmy i gniły sobie spokojnie w tornistrze, u rekordzistów nawet przez kilka dni. Ponieważ rzadko dostawaliśmy inne owoce, wielu z nas jabłka obrzydły na całe życie. W pierwszych klasach dawano nam do picia mleko. Byli tacy, co mieli pomarańcze. Ale pani na ogół prosiła rodziców, żeby nie dawali dzieciom do szkoły takich przysmaków, bo innym będzie żal. “Pomarańcza pachnie. Inne dzieci czują ten zapach i cieprpią” – mówiła pani. Do dziś zapach pomarańczy kojarzy mi się z luksusem.”

Kasia Nowacka

 

ZIELONE POMARAŃCZE czyli PRL dla dzieci
Aneta Górnicka- Boratyńska
oprac. graficzne: Bohdan Butenko
ISBN 978-83-89133-53-3
Ezop Agencja Edytorska, Warszawa 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *