Wystawa „w Muzeum wszystko wolno”

Od 28 lutego w warszawskim Muzeum Narodowym można obejrzeć wystawę „W Muzeum wszystko wolno”. Co to za wystawa i jak powstała, można przeczytać tutaj.
W skrócie: do magazynów zapomnianych eksponatów wpuszczono sześć zespołów dziecięcych, razem 69 osób w wieku 6-14 lat. Zespoły miały za zadanie wybrać to, co im się podoba, uzasadnić swoje decyzje i połączyć w jakąś całość (a dokładniej w sześć całości, bo każda grupa tworzyła osobną salę). Dzieci dokonały selekcji. Nazwały to „odnalezieniem i uwolnieniem z magazynów”; niektóre odkryte eksponaty nigdy wcześniej nie były pokazywane zwiedzającym, a dorośli kiwali ze zdziwieniem głowami co kazało najmłodszym wybrać akurat te rzeczy.

Za dziećmi stał zastęp kuratorów, konserwatorów, dział edukacji, komunikacji, marketingu, wydawnictw, organizacji wystaw, itd., czyli gros ludzi, którzy zajmują się tym zawodowo. Dzięki połączeniu „świeżej krwi” i fachowców postawała bardzo ciekawa, świetnie zorganizowana wystawa, która zachwyciła nasze zróżnicowane wiekowo grono, tj. kilkulatkę, paru nastolatków i dwoje dorosłych.

Jak jest? Wesoło, zmiennie, ciekawie i kolorowo. Dzięki dziecięcym oznaczeniom pięciolatka, która jest na etapie zachwytu cyferkami, sama śmiało mogła obsługiwać nagrania w słuchawkach. Odkrycie, że do ucha mówią Jej dziecięce głosy, zrobiło z tego prawdziwą atrakcję i dało starszym szansę na chwilę spokoju i skupienia przy oglądaniu. Z kolei notatki (dziecięcym charakterem pisma) na ścianach przyciągnęły uwagę nastolatków i spowodowały, że zwrócili uwagę na detale, które pewnie umknęłyby im w tym wspólnym (gadatliwym) zwiedzaniu.

„Pokój strachów”, którego opis budził we mnie pewien niepokój (jak zniesie go maluch), okazał się świetną zabawą. Cienie ptaków, krążące nad obrazami i uciekające, kiedy zbliżają się zwiedzający; dzwoniący telefon, który można odebrać; ruchome obrazki na ścianach i gra świateł spowodowały, że to właśnie w tej sali spędziliśmy najwięcej czasu.

Najbardziej dynamiczną i skłaniającą do pracy grupowej atrakcją okazała się ogromna krzyżówka w „grze w bohatera”. Ku naszemu rozbawieniu hasła typu marszałek, sfinks czy Einstein nie stanowiły problemu, za to dzieci poległy na definicji „wygrywa konkursy piękności”. Okazuje się, że o miss nastolatki płci męskiej widzą mniej, niż o Piłsudskim (co nas cieszy).

Uwaga, spoiler: po ułożeniu krzyżówki najpierw pokazuje się pomysłowa grafika, a następnie – jak na salę bohaterów przystało – myśl przewodnia, dzięki której sprzątanie stało się kolejnym emocjonującym zadaniem (kto zbierze więcej liter/ kto ile podniesie/ komu nic nie upadnie).

Tak doszliśmy do piątego pomieszczenia (z sześciu) i odebraliśmy pierwsze sygnały, że człowiek z zaburzoną integracją sensoryczną jest nieco zmęczony. Światła, muzyka, stukot liter układanych na krzyżówce, emocje i tłum dzieci spowodowały, że Mała Dziewczynka miała dość i trzeba było przyspieszyć. Starszaki studiowały kolejne eksponaty, dyskutowały i coraz bardziej odwlekały zbliżający się koniec zwiedzania, podczas gdy pięciolatka coraz szybciej parła do ciszy i spokoju, dlatego też ostatnie dwie sale oglądałyśmy prawie w biegu (i bez zdjęć).

Dzięki temu (albo przez to) dopiero na zdjęciach, zrobionych przez krewnych i znajomych królika, dostrzegam kolejne wymiary wystawy i poukrywane żarty. Czuję pewien niedosyt i mam plan ponownej wizyty w Muzeum z córką – tym razem w dzień powszedni, kiedy (mam nadzieję), będzie nieco puściej.

Przed pójściem na wystawę warto spokojnie przeczytać wszystko, co napisano o niej na wspomnianej wcześniej stronie oraz sprawdzić jakie dodatkowe wydarzenia jej towarzyszą, a jeśli wybieramy się w weekend, to trzeba przygotować się na tłok. Jeszcze o 10:00 było w miarę luźno, godzinę później zaczęło się robić naprawdę gęsto.

Wystawa „W Muzeum wszystko wolno” jest ciekawa, inna i zabarwiona dziecięcą ciekawością świata. Mam nieodparte wrażenie, jakby dzieci, które ją przygotowały, puszczały do zwiedzających oko. I bardzo mi się to podoba. Z całego serca polecam!

PS. Wystawa potrwa do 8 maja.

 

Małgorzata Wojnar – mama Antka i Oli; główna pomysłodawczyni scenariuszy zajęć Szalonych Naukowców; autorka książeczki Przyroda w zagadkach Wydawnictwa Edgard; członek Stowarzyszenia Montessori bez Granic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*