wyobraźnia DemOlki

 

Zostawienie DemOlki w zamkniętym pokoju prawie zawsze kończy się niespodzianką.
Na ogół już się nie dziwię…  jednak wciąż zdarzają się sytuacje, kiedy DemOlkowa inwencja twórcza zwala mnie z nóg. Zastanawiam się wtedy co kłębi się w tej małej główce, skąd biorą się Jej pomysły i dumam czy w głowie każdego małego człowieka są takie pokłady odkrywczości oraz co się z tą fantazją z biegiem lat dzieje. Tak wygląda przeciętny tydzień z życia DemOlki:

DZIEŃ 1. 
Idę powiesić pranie. Kiedy wracam po 5 minutach, zastaję DemOlkę przebraną w dziurawy t-shirt TaTOlka; stare pudło okazuje się być sztalugą. Mała w ręku dzierży wygrzebaną skądś starą, drewnianą paletę ze świeżymi farbami, w drugim ręku gruby pędzel. Jest malarką. Tworzy. Mam prawo nie przeszkadzać.

 

DZIEŃ 2. 

Myję się. Nie ma mnie mniej więcej 7 minut. Po wyjściu w łazienki odkrywam, że pokój wygląda jak po przejściu tornada; stołek stał się sceną. Nie wiem skąd DeMolka wytrzasnęła kawałki filcu które zawiązała sobie na palcach – to pacynki. Trwa przedstawienie. Mam kupić bilet i nie przeszkadzać aktorce.

 

DZIEŃ 3.

Przygotowuję materiały do najbliższej „lekcji” w naszej szkole domowej. Siedzimy w tym samym pokoju, ale ja mam bardzo niepodzielną uwagę – skupiam się na tym, co robię i nie przyglądam się krążącej w pobliżu DemOlce. Kiedy po jakimś czasie zwracam uwagę na ciszę okazuje się, że koło mnie wyrosło osiedle. Pada na nie szklany deszcz, więc szybko do akcji wkracza DemOlka z parasolem, który chroni małe ludziki przed zgnieceniem. Olbrzymka-Olka odławia kawałki deszczu drewnianą pęsetą.

 

DZIEŃ 4. 

DemOlka dowiaduje się, że wieczorem wybieramy się na wernisaż kuzynki (prawdziwy, całą rodziną). Mała dopytuje co to znaczy, co nas czeka, co się będzie działo i znika w swoim pokoju. Wieczorem, kiedy zaczynamy zbierać się do wyjścia okazuje się, że w między czasie DemOlka została malarką, a Jej wernisaż „wyprzedził” ten kuzynkowy. Właściwie to już nigdzie nie musimy iść – wystarczy, że kupimy bilety przygotowane przez DemOlkę i już możemy wejść na wystawę…

 

DZIEŃ 5. 

DemOlka coś podsłuchała, coś podpatrzyła, coś wzięła bez pytania. Zanim się zorientowałam, na podłodze w kuchni powstaje laboratorium, w którym Mała testuje działanie wskaźnika z soku z kapusty. W całym domu śmierdzi octem, a z kuchni dobiegają okrzyki zachwytu małej chemiczki.

 

DZIEŃ 6. 

Zastaję DemOlkę nad (rewelacyjną) książką „I nigdy nie chodziłem do szkoły” Sterna. Czytać, oczywiście, Mała jeszcze nie umie, ale uważnie studiuje wszystkie zdjęcia. Potem znowu zamyka się w pokoju. Kiedy po jakimś czasie nieśmiało zaglądam, dowiaduje się, że właśnie powstaje tekturowy gryf do gitary. DemOlka nie znalazła jeszcze materiału odpowiedniego na struny.

 

DZIEŃ 7.

Tym razem to ja mam plan i rozsypuję na podłodze koraliki. Kiedy kończę swoje zajęcia, oddaję plac boju DemOlce. Spodziewam się bransoletek. Tymczasem Małej przypominają się wakacje i próbuje zbudować różne latarnie morskie. Potem koraliki stają się ludzikami – jest ich dużo, więc część się kłóci, część godzi, część jedzie razem na wycieczkę, część biegnie do szkoły. Rozpełzają się nam po całym domu. Powstaje całe miasto; nagle ludziki zmieniają się w gwiazdy i mamy kosmos na podłodze; jeszcze później DemOlka jest w lunaparku i trafia do celu (kasku).

 

Dzień 8. Zaczynamy nowy tydzień. Ciekawe co nowego wykluje się w DemOlkowej głowie.

2 Comments on wyobraźnia DemOlki

  1. Glam Girl zerkajac mi przez ramię, zainspirowała sie zdjeciami w tym poscie. Szybko nabylysmy podobna paletę i „zgapilysmy” kilka pomyslow na spedzenie czasu. Z farbami;))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*