Włochy cz.2. projekt: mali podróżnicy

Jak DemOlka zapamiętała już jak wyglądają Włochy, co się tam jada i o co chodzi z wulkanami, przeszłyśmy do etapu bardziej dziewczyńskiego, tj. włoskiej elegancji, poczucia piękna i radości życia. Ponieważ tu zdecydowanie brakowało mi wiedzy, udałam się na szybkie korepetycje do mojej przyjaciółki z bloga Dom z kamienia. Kasia, choć jest Polką z urodzenia, z cała pewnością ma włoską duszę – nawet śni po włosku. Dlatego po moim króciutkim pytaniu, od razu sypnęła pomysłami (zapisuję je tu wszystkie, bo może komuś się przydadzą; my nie zrobiłyśmy nawet połowy):

  • zrobić pizzę albo makaron
  • zrobić wydzieranki jak mozaiki w Rawennie
  • wybudować z klocków Coloseum czy wieżę w Pizie
  • zaprojektować jakąś maszynę jak Leonardo Da Vinci
  • albo wyrzeźbić coś jak Michelangelo
  • poczytać razem Pinokia
  • pośpiewać arię Nessun dorma:)

Miałyśmy w czym wybierać. :)

DZIEŃ 2.

Zaczęłyśmy od Rawenny i mozaik. Próbowałam z wydzierankami oraz z elastycznymi kwadracikami, które zostały nam ze starej zabawki – rysunki wybrałam przypadkowe z internetu, ten do kolorowych kwadracików zalaminowałam, żeby się nie ślizgało i polałyśmy go wodą. Wyglądało pięknie, ale nie będę ściemniać – to mi się ta zabawa podobała bardziej, niż Małej i dość szybko mozaiki poszły w kąt.

mozaika1 mozaika2

Znacznie bardziej w DemOlkowy gust wpasowały się maski  i w ogóle cała Wenecja – gondole i kanały zdecydowanie pobudziły Jej wyobraźnię, a w domu przez kilka dni wszędzie poniewierały się piórka, cekiny i brokat.

PhotoCollage Share File1

Potem przyszła pora na Krzywą Wieżę. Okazało się, że zbudowanie jej z klocków jest strasznie trudne. Raz przypadkiem wyszła z kostek, a potem DemOlka się wkurzyła i ulepiła trwałą wieżę z plasteliny. Była z siebie bardzo dumna, że wygrała z grawitacją. 😉

PhotoCollage Share File10

 

Dla utrwalenia oglądałyśmy wspólnie odcinek małych Einsteinów.

Ale im bardziej oglądałyśmy, tym bardziej widziałam, że w DemOlkowej głowie robi się śmietnik i że pora to uporządkować. I tak okazało się, że niezbędny jest lapbook. Wydrukowałam kilka zdjęć z naszych dawnych rodzinnych podróży, pozbierałam grafiki charakterystyczne dla Włoch i zostawiłam dziecię sam na sam z pracą. Nie chciałam ingerować w Jej pracę twórczą i procesy myślowe. Momentami gotowało się we mnie ze złości, jak widziałam, że celowo zamazuje to, co tyle czasu szykowałam. To są te najtrudniejsze momenty, w których uczę się, że mój „plan” to tylko przyczynek, ale większość zależy od Małej. Jeśli Ją zmuszę – cała zabawa pójdzie w krzaki i zostanie tylko niechęć. Jeśli Jej pomogę – być może będzie ładniej, równiej, czyściej…. ale Jej nie sprawi to przyjemności. Jeśli Ona zrobi sama, to prawie na pewno coś się zniszczy, coś sklei, coś pobrudzi… ale właśnie tak najlepiej „zapamięta się”. Bardzo trudno jest w takim momencie powstrzymać swoje zapędy pedagogiczne…

IMG_6533 IMG_6538 IMG_6539 IMG_6537 IMG_6536 IMG_6535

Mam momenty zawahań czy edukacja domowa to na pewno droga dla nas: czy starczy mi pomysłów i energii, czy jestem wystarczająco „otwarta” na pozaszkolne formy edukacji, czy mam potrzebne umiejętności, żeby wytłumaczyć DemOlce „cały świat”, czy Ona nie będzie wyłącznie tęsknić za dziećmi, czy wygramy z Jej dziwną pamięcią, która rządzi się swoimi prawami… Mam w sobie mnóstwo niepewności
– kiedy moje przygotowania trwają dłużej, niż potem zabawa (jak przy mozaice),
– kiedy planuję, staram się, jestem pełna pomysłów, a rozbijam się o DemOlkowe „niechciejstwo” (jak przy kolorowaniu gondoli, która jest brązową plamą na środku lapbooka),
– kiedy powtarzamy po raz setny to samo, a Mała ma minę, jakby słyszała o czymś pierwszy raz (jak przy samej nazwie „Włochy”),
– kiedy na mój projekt DemOlka kiwa potakująco głowo, przyklaskuje i… robi zupełnie co innego (jak w pierwszej fazie piórek, które trafiły na bombki)
– kiedy obie jesteśmy chore i myślę sobie, żeby zakopać się pod kołdrę i wszystko rzucić w diabły….

A potem nadchodzi taki moment, kiedy wszystkie strachy pękają jak bańka mydlana i zostaje sama pewność, że to idealna droga…
Kiedy wieczorem DemOlka prezentowała Tacie efekt swoich działań, kiedy opowiadała rzucając nazwami miast, opowiadając o włoskim bucie, o mozaikach, gondolach i maskach poczułam, że warto i że dziecięcy umysł jest tym, co nigdy nie przestanie mnie fascynować. Włochy zdobyte!

IMG_6546

 

Projekt powstał w ramach projektu Mali Podróżnicy

1 Komentarz on Włochy cz.2. projekt: mali podróżnicy

  1. Pięknie, pięknie, przepięknie!!! Świetnie Wam wyszło!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*