Projekt Mali Podróżnicy to świetny pomysł Niny z bloga Rodzinne podróże (przy okazji – jest to najlepszy znany mi blog z zapisem codzienność edukacji domowej; warto czytać, oglądać i marzyć, że kiedyś i w Polsce będzie tyle atrakcji dla homeschoolersów).

10 miesięcy, po 3 tygodnie na każde z wybranych państw – czasem to dużo za dużo i nie wiem co robić (jak przy Austrii). Czasem to bardzo, bardzo mało i mimo codziennych prac nie starcza nam czasu. Tak było z Włochami.

DZIEŃ 1. 

Za każdym razem zaczynamy od książek – jak wygląda dane państwo, w którym miejscu mapy można je znaleźć, jaki ma kształt. Potem czytamy, szukamy opowiadać i wierszyków. Ponieważ Włochy są wdzięcznym tematem groził nam raczej nadmiar, niż niedobór lektur (przy tej okazji przeczytaliśmy przedziwną książkę „Uśmiech Bambola”. Mamy z Tolkiem głębokie przekonanie, że tkwi w niej jakiś ukryty sens, którego nie jesteśmy w stanie odnaleźć).

PhotoCollage Share File3

PhotoCollage Share File9

Jak DemOlka zaczęła oglądać mapy Mizielińskich, zaczął się temat wulkanów: co to znaczy wulkan czynny i nieczynny, jak wygląda erupcja i w ogóle skąd się bierze wybuch (przy tej okazji odkryłam, że warto bardzo dokładnie przeglądać książki w trakcie kupna, bo mamy dokładnie te same informacje i rysunki w różnych lekturach, co niezwykle rozczarowało DemOlkę, która nie mogła zrozumieć, że to jedno wydawnictwo i że tak może być):

PhotoCollage Share File4 PhotoCollage Share File5

Fascynacja wulkanami była krótkotrwała, ale niezwykle silna i po prostu musiałyśmy zrobić najbardziej znany eksperyment świata, tj. połączenie octu i sody. Dam sobie głowę uciąć, że dzięki temu DemOlka 10 razy mocniej pamięta, że we Włoszech są Wulkany. Przy okazji próbowałam Jej przypomnieć wystawę o Pompejach, na której byliśmy półtora roku temu, ale tak daleko pamięć mojej Córki nie chciała sięgać.

PhotoCollage Share File6PhotoCollage Share File8

 

Mniej więcej w tym momencie zorientowałam się, że:

  • po pierwsze Włochy zajmą nam duuuuużo czasu
  • po drugie nie mamy szans się wyrobić w 3 tygodnie z powodu wyżej wyminionego oraz tego, że…
  • … po trzecie musimy robić jakiś rodzaj notatek, żeby się w DemOlkowej głowie wszystko nie pomieszało (jakoś mocno utknęła Jej w głowie Grecja i zaczął się robić misz-masz)

Ponieważ wychodzę z założenia, że poznawanie organoleptyczne na dłużej zapada w pamięci, a im więcej użytych zmysłów, tym lepiej, to rozumiało się samo przez się, że pora na wizytę we włoskiej knajpce. 🙂

PhotoCollage Share File słodycze

Nie jestem pewna na ile włoskie są lody z kokosa, a i tiramisu nie było ideałem, ale pizza i kawa zdecydowanie wpisały się w nasze włoskie gusta… CDN.

Projekt powstał w ramach projektu Mali Podróżnicy

3 Replies to “Włochy cz.1. projekt: mali podróżnicy”

  1. Bardzo dziękuję za miłe słowa!!! Fakt Londyn to prawdziwy raj do prowadzenia edukacji domowej…
    Włoska podróż wyszła Wam znakomicie!!! Zgadzam się z Tobą w 100%, że te 3 tygodnie to czasem za dużo, a czasem za mało.
    Na Włochy i Grecję miałam 1000 pomysłow, ale zabierałam się za nie jak sójka za morze i w końcu postanowiłam, że odpuszczam. Wróce do tych państw w wakacje. Inaczej nigdy nie nadrobimy i zawsze będziemy w tyle. Austria tylko na pierwszy rzut oka nie ma nic do zaoferowania 🙂
    Udanej zabawy!!!

    1. Sama prawda – Wasz blog to kopalnia pomysłów, ale przede wszystkim – pokazanie jak może wyglądać prawdziwe ed. I jest to bardzo kuszący obraz!
      My chyba tez coś opuścimy, bo inaczej będziemy ciągle nerwowo nadganiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *