Wiry na mleku czyli napięcie powierzchniowe, tłuszcz i zawirowania w głowie DemOlki

Wiry na mleku to eksperyment bardzo prosty, krótki i efektowny. Najpierw zrobiłyśmy z DemOlką doświadczenia, pobawiłyśmy się, sprawdziłyśmy ile Mała zrozumiała. Potem był czas na sesję zdjęciową. Dalej nasza praca szła dwutorowo: ja zasiadłam do pisania, a DemOlka przystąpiła do demolki…

Potrzebne są:

  • tłuste mleko
  • barwniki spożywcze
  • detergent
  • głęboki talerz i pipeta
  • ew. patyczki do uszu
    Radzimy przygotować przynajmniej litr mleka i niewielki talerz. Rekordziści, zafascynowani zachodzącymi reakcjami, zużyli 5 kartonów mleka! Ja, nauczona wieloletnim doświadczeniem ,przygotowałam na tyle duży talerz, żeby pozostał „efekt łał”, a na tyle mały, żeby zaraz nie zabrakło nam mleka.

Etapy eksperymentu:

  1. do talerza wlewamy mleko
  2. ostrożnie dodajemy barwniki (pilnujemy, żeby się nie zmieszały)
  3. pipetą zakraplamy detergent i obserwujemy efekt, ew. nasączamy detergentem patyczek do uszu i wsadzamy go do mleka (ja nigdy nie lubiłam tej odmiany doświadczenia i chyba przekazałam moją niechęć DemOlce).

Na mleku tworzą się niesamowite wiry i najfajniejsze jest właśnie sam moment zachodzenia reakcji, a nie efekt końcowy. DemOlka dosłownie krzyczała z radości i bawiła się do momentu, kiedy mleko nie zmieniło się w różową breję – a i wtedy okazało się, że robienie bąbelków to jest to, co małe dziewczynki lubią najbardziej. Wtedy, oczywiście, okazało się, że różowy to najpiękniejszy kolor świata (swoją drogą: ciekawe skąd to się bierze u dziewczynek?! chyba jest zaprogramowane genetycznie, bo DemOlka styczności z rówieśnicami prawie nie ma i nie miała skąd przejąć takiej mody, a różowy kocha miłością wielką).

Jeśli doświadczenie robimy z maluszkami, to koniecznie trzeba upewnić się czy dzieci znają słowo „detergent„. Na ogół nie, ale po tym doświadczeniu prawie każdy trzylatek zapamiętuje to nowe słowo.

Co to właściwie jest „napięcie powierzchniowe”?

DemOlka jest już duża i rozumie coraz więcej. Niby od kilkunastu lat zajmuję się wyłącznie zabawą z dziećmi, ale ciągle mnie zaskakuje, jak moje własne dzieci wykonują nagle gigantyczne skoki rozwojowe i wchodzą myślami na kolejny poziom abstrakcji. To jest dopiero fascynujące!!
Dlatego właśnie w tym momencie zdecydowałam się na pokazanie DemOlce czym jest napięcie powierzchniowe( dla najmłodszych – to taki „płaszcz” wody) i jak działa – posypałyśmy wodę w talerzu pieprzem, a potem zakropliłyśmy płyn do zmywania. Opowiadałam o ubraniu wody, które widziałyśmy dzięki czarnej posypce i o rozdarciu tego ubrania, które to rozdarcie spowodował detergent. To samo dzieje się, kiedy dolewamy płynu do zmywania do mleka z barwnikami.
Otóż, wykorzystujemy tu dokładnie tę samą reakcję, na której bazuje wiele reklam płynów do zmywania ( brudna patelnia pełna tłuszczu, kropla najlepszego detergentu firmy x i  niemal samo się czyści – tym razem reklama nie kłamie). Tłuste mleko ma w sobie… tłuszcz. A ten boi się detergentu i od niego ucieka. Dlaczego? Dlatego, że płyn do zmywania przerywa napięcie powierzchniowe, czyli rozbija cząsteczki tłuszczu. Dzięki temu barwniki spożywcze zaczynają się „rozpływać” na powierzchni mleka.

To dobry wstęp do kolorowych wirów na mleku, ale nie polecamy go dla najmłodszych. Zdarzył nam się raz pieprz w oku czterolatka i da nikogo nie było to miłe doświadczenie.

Co się może nie udać?

Eksperyment nie zawsze wychodzi. Podstawowe przyczyny niepowodzeń to:

  • niedomyty talerz (niby rzadko się zdarza, ale jednak – jeśli na wybranym przez nas naczyniu zostało choć trochę tłuszczu, to zaburza reakcję i wcale nie jest tak efektownie)
  • zbyt gęsty barwnik spożywczy (te kupne, w tubkach, nie zadziałają; najlepiej kupić na allegro barwniki w proszku; starcza na długo, a konsystencję sami ustalamy)
  • chude mleko – tego doświadczenia nie należy „odchudzać” i warto zainwestować w naprawdę tłuste mleko
  • zbyt ciepłe mleko (zwłaszcza, jeśli bawimy się gorącym latem)


DemOlka jest jak kot, chodzi własnymi ścieżkami…

Niezależnie od mojego przygotowanego „planu”, pomysłu i zamierzeń, DemOlka rządzi się swoimi prawami i ma znacznie więcej wyobraźni, niż przeciętny dorosły (w tym ja). Zabawa w kolorowe wiry przekształciła się w robienie baniek mydlanych, a stamtąd płynnie przeszła do… tworzenia budowli w tekturowych kartonów. Zaczęło się od tego, żeby nie pobrudzić się barwnikiem (i pudło było zbroją), a przeszło w kilkugodzinne wycinanie, malowanie i klejenie. Tak właśnie powstał robot, scena teatru, a w końcu – autobus. DemOlka, przywykła do naszych domowych zajęć, nie czekając na koniec mojej naukowej zabawy (i pracy), wymyśla sobie zajęcie alternatywne, które często są przyczynkiem do naszych kolejnych odkryć. Coraz wyraźniej widzę, że pora na kształty i bryły, tylko muszę zebrać odpowiednią ilość starych pudeł.

 

2 Comments on Wiry na mleku czyli napięcie powierzchniowe, tłuszcz i zawirowania w głowie DemOlki

  1. Malowanie na mleku i tworzenie wirów to fajna zabawa :-). Też polecamy :-)

  2. Fajny pomysł na edukacyjną zabawę :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*