Wielka Makieta Kolejowa na Narodowym – mój PLAN versus dziecięce chęci

IMG_8507Korzystając z wolnych dni w szkole z powodu egzaminów gimnazjalnych, zgarnęłam dzieci na wycieczkę na Stadion Narodowy. Można tam teraz oglądać rewelacyjną makietę kolejową. Na stronie wystawy napisano tak:

Aby obejść całą makietę należy przespacerować ponad 130 metrów, zobaczyć ponad 900 metrów torów, a gdyby spojrzeć pod spód makiety zobaczymy tam 14 km przewodów. Całość dopełnia ponad 40 lokomotyw oraz setki wagonów i figurek ludzi oraz zwierząt, a także dziesiątki budynków zbudowanych na makiecie – a wszystko to 87 razy mniejsze niż w rzeczywistości.

Nie wiem, ile metrów przeszliśmy, ale ponieważ dzieci biegały za każdym przejeżdżającym pociągiem, to sądzę, że spokojnie „zrobiliśmy” kilka kilometrów. Ponieważ byliśmy rano, w dzień powszedni, to poza nami było tylko kilku zwiedzających i była to okoliczność nad wyraz sprzyjająca. Jedynym minusem był fakt, że jeden z torów, na którym można samemu zawiadować składem (pod czujnym okiem konstruktorów) działa wyłącznie w weekendy, więc nie dane nam było zobaczenie go. Mimo tego niedociągnięcia, nasza zróżnicowana wiekowo grupa i tak miała wrażeń pod dostatkiem.

IMG_8493

IMG_8430

IMG_8431

IMG_8425

IMG_8427

IMG_8447

I tak:

  1. pięciolatka była zainteresowana, zaintrygowana, a IMG_8429najbardziej ucieszyła się, kiedy powiedziałam, że w
    domu w naszej piwnicy stoi gdzieś moja stara kolejka i możemy spróbować zbudować tory w domu, o ile transformator nie odmówi współpracy. Element wystawy, który na najdłużej przykuł Jej uwagę, to lunapark, przycupnięty z boku trasy kolejowej. Spędziła prawie 15 minut studiując każdą karuzelę, każdą lampkę i minę każdego człowieczka. Bardzo Jej się podobało, że może nacisnąć guzik, który wprawia wesołe miasteczko w ruch.
    Drugie miejsce (ku mojemu sporemu zdumieniu) na Jej liście hitów zajął… wypadek samochodowy – auto na drzewie, migająca karetka i sanitariusz, robiący masaż serca poszkodowanej to to, co pięciolatki lubią najbardziej.
    Odniosłam wrażenie, że najmniej moją córkę zajęły…. pociągi. Nie robiło na Niej wrażenia, że coś jedzie, staje, mija się czy wykoleja (przypadkiem nastąpiło takie jedno zdarzenie i panowie z obsługi od razu ruszyli to naprawiać), za to z zachwytem obserwowała ludziki, zwierzęta i rośliny, zachwycała się najmniejszymi szczegółami makiety – takimi, które mi umykały. Byłam tym zadziwiona, dopóki nie zaczęłam pisać posta na blog. Przeglądając moje zdjęcia odkryłam, że właściwie zrobiłam to samo, co DemOlka – obfotografowałam ludzi: ich pozycje, miny, gesty, ubrania… a zapomniałam o pociągach. Ot, kobieca natura.
    IMG_8409IMG_8411IMG_8412
  2. 11-latek, niestety, okazał się zupełnie niezainteresowany. Tak się złożyło, że tym jedenastolatkiem był mój osobisty Syn i Jego zachowanie było dla mnie trudną do przełknięcia nauczką. Dlaczego? Ano dlatego, że MIAŁAM PLAN. Miał być zachwycony i przejęty. Tymczasem był znudzony i w sposób charakterystyczny dla nastolatków oznajmiał całą swoją osobą, że to NUUUUDA. Próbowałam pokazywać Mu różne elementy, opisy, ale jedyne, co usłyszałam to, że „Jego takie makiety nie interesują”. No cóż, ma prawo. A matka musi się przyzwyczaić, że dziecko to osobny twór, z osobnymi poglądami, upodobaniami i gustem, a PLAN czasem sobie trzeba w buty wsadzić. Następnym razem rozważniej wybierzemy miejsce wycieczki. Jest to zagadnienie, które muszę przemyśleć i przetrawić – jak miałabym Go edukować domowo, kiedy w rzeczywistości mam na wszystko przygotowany plan i odmowa jego realizacji wzbudza we mnie na początku złość i frustrację?!
    IMG_8458
  3. 12-latek, „zgarnięty” na okoliczność oglądania makiety, zachowywał się dokładnie tak, jak oczami wyobraźni widziałam mojego syna. Biegał za pociągami, sprawdzał czy każdy skład, który wjedzie w tunel, na pewno wyjedzie z jego drugiej strony, oglądał wszystkie dźwigi, podnośniki, szlabany i stacje. I co chwila powtarzał, że On pociągi i makiety uwielbia i jest nimi bardzo zainteresowany. Nie Na chwilę udało Mu się nawet zarazić entuzjazmem zblazowanego 11-latka, ale był to naprawdę ulotny moment. Nie ukrywam, że Jego radość sprawiła mi dużą przyjemność. Przynajmniej tu miałam pewność, że trafiłam z pomysłem na miejsce wycieczki.

    IMG_8424
    IMG_8490
    IMG_8414
    IMG_8410
    IMG_8469
  4. Ostatnią członkinią naszej grupy byłam ja. Wsiąkłam. O ile plątanina zwrotnic i torów zrobiła na mnie umiarkowane wrażenie, o tyle statyczna część wystawy, tj. ustawione „scenki absurdu polskiego” z odpowiednimi podpisami bardzo poprawiły mi humor. Odnoszę wrażenie, że ta część jest puszczeniem oka w stronę dorosłych, którzy nie potrafią zachwycić się kolejką, ale idą oglądać ze swoimi podopiecznymi. A jak zaczęłam czytać, studiować każdą postać i zachwycać się szczegółami, to przypomniało mi się, jak lata temu puszczałam z zapałem moją starą, wysłużoną TTkę, jak budowałam z Tatą trasy kolejowe, jak marzyłam o drzewkach i ludzikach, jak kombinowaliśmy jak zrobić trawę… słowem, wspomnienia ożyły i mogłam tam siedzieć i siedzieć…
    IMG_8471
    IMG_8466IMG_8461IMG_8450IMG_8474IMG_8459IMG_8477

Rozmawiałam z różnymi znajomymi, którzy już widzieli makietę i ogromna większość była bardzo zadowolona. Wszyscy mali chłopcy wychodzili z wypiekami na twarzy. Obserwowałam też rodziców i dziadków, którzy byli tam w tym samym czasie co my i tylko jedna wyraźnie znudzona kobieta nie mogła się doczekać na wyjście.

Z założenia makieta jest interaktywna, tj. w różnych jej miejscach poumieszczano guziki, które powodują ruch/włączanie świateł/ożywanie dźwigów, lunaparków czy gaszenie pożarów. To najbardziej przyciąga dzieci w wieku przedszkolnym.
IMG_8443
IMG_8504Przy wyjściu przygotowano stoły do zabawy pociągami dla maluchów. Może źle trafiliśmy, ale w trakcie naszego pobytu elementy przeznaczone do własnej budowy były mocno zdekompletowane i nasza pięciolatka dość szybko się poddała.
Przy samym wyjściu przechodzi się przez sklepik pełen wszelkiego „pociągowego dobra”. Cieszyłam się, że są tylko pociągi o szerokim rozstawie kół, bo jest szansa, że inaczej nie zdołałbym się opanować zakupom.

IMG_8505Spodobała mi się bardzo książka „Pociągi” wydawnictwa Muchomor”. Niestety, mój Syn pozostał na stanowisku, że nie jest zainteresowany, a dla Córki było w niej za mało ludzi i miejsc. I znowu musiałam swoje „chciejstwo” wsadzić głęboko w buty i przyjąć, że mój plan nie pokrywa się z dziecięcym.
Na wystawie spędziliśmy około dwóch godzin. Spokojnie mogłam tam zostać na kolejną godzinę, ale to było ponad wytrzymałość DemOlki i dobry humor Tolka.
Do kasy podeszliśmy z marszu, nie było kolejki, czekania.
Za kasami jest miejsce na pozostawienie kurtek, ale trzeba pamiętać, że nikt ich nie pilnuje, ani nie ponosi odpowiedzialności za ich ewentualne zniknięcie. Na wystawie jest ciepło (w pamięci mieliśmy wystawę o Pompejach, która była w tym samym miejscu, na której zamarzliśmy w środku upalnego lata).

Dla mnie oglądanie Makiety było niezwykle interesujące. Po pierwsze ze względu na to, co widziałam, po drugie dlatego, że już dawno nie zderzyłam się tak mocno z protestem mojego dziecka na mój PLAN. Dostałam prztyczka w nos i przypomnienie, że każdy zachwyca się tym, na co ma ochotę. Muszę solidnie przemyśleć podstawy mojego pomysłu na edukację domową. Jak ostatnio przeczytałam w grupie facebookowej rodziców edukujących domowo „edukacja domowa zaczyna się na ogól w momencie, kiedy odszkolnieniu ulega rodzic, a nie tylko dziecko”. Chyba mam jeszcze dużo do zrobienia…

 

post powstał przy wspólpracy z portalem www.czytoczary.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*