VII Międzynarodowa Konferencja Montessori – zapiski z notatnika laika cz. 1.

Rok temu byłam pierwszy raz na konferencji montessoriańskiej. Wyszłam zachwycona, naładowana energią i z głową dymiącą pomysłami. Już wtedy postanowiłam, że w 2017 roku muszę to powtórzyć. Czekałam 12 wyjątkowo długich miesięcy. W ostatni weekend w końcu się doczekałam. Oto bardzo subiektywny, telegraficzny skrót 3 dni VII Międzynarodowej Konferencji Montessori „Otwarty umysł” – będący miksem moich wrażeń i tego, co mówili wszyscy wykładowcy.
W tym miejscu z całą mocą muszę podkreślić, że nie jestem nauczycielem montessoriańskim i choć wiele już na ten temat przeczytałam i oglądałam, to pozostaję laikiem.
Wyłącznie ja jestem odpowiedzialna za wszelkie nieścisłości i ewentualne błędy w poniższej relacji. Mimo tego – serdecznie zapraszam do lektury wszystkich pasjonatów uczenia się i nauczania. :)

Krótki wstęp dla tych, którzy nigdy nie mieli okazji wzięcia w niej udziału: są to trzy dni pełne wykładów. Część z nich jest dla wszystkich, a część to sesje warsztatowe, tj. kilka równolegle trwających wykładów, kiedy trzeba się zdecydować do kogo/na co się chce iść (rejestracja zaczyna się kilka miesięcy wcześniej i trzeba się liczyć z tym, że trzy miesiące przed imprezą wybór jest już mocno ograniczony). W trakcie przerw – poza możliwością porozmawiania z miłośnikami metody Montessori – można zrobić zakupy na towarzyszącym imprezie kiermaszu (zdarzają wyjątkowo zachęcające ceny).

W tym roku wśród zagranicznych prowadzących znaleźli się Paul EpsteinKathy LetichSonnie McFarland i Ray McLure (o tym ostatnim napiszę parę słów osobno, bo Jego wykład był jednym z tych opcjonalnych, a mnie zachwycił).
Samozwańczo nadałam ich przemówieniom temat przewodni „make love, not war”- dużo było mowy o empatii, uważności i skupieniu.

Mindfulness

Kathy Leitch mówiła, że z badań wynika, jakoby poziom empatii na świecie spadał – jeśli nie chcemy na świecie przemocy i agresji zacznijmy naukę od najmłodszych. Filozofia Montessori wydaje się być idealnym remedium na bolączki dzisiejszego świata.

Maria Montessori już ponad 100 lat temu sformułowała założenia, które teraz zyskują naukowe poparcie w wynikach badań neurobiologii XXI wieku. Mówiła o sprzyjającym otoczeniu, braku stresu, podążaniu za dzieckiem, empatii, koncentracji i wyciszeniu. Niestety, II Wojna Światowa przerwała najbardziej prężny okres rozwoju tej pedagogiki, a po wojnie była ona bardzo „nie na rękę” nowej władzy – bo sprzyja kształtowaniu wolnych umysłów. Już nigdy potem nie było takiego rozwoju¹. I im więcej wysłuchuję wykładów dot. neurodydaktyki, neurobiologii, neurologii, różnych metody pedagogicznych i wychowawczych, tym bardziej żal mi, że jedno moje dziecko chodzi do systemowej szkoły.

Metoda nauczania Marii Montessori jest w rzeczywistości cała filozofią i aż trudno uwierzyć, że wymyśliła to wszystko jedna osoba – główne założenia i pomoce naukowe nawet 100 lat później budzą respekt. I tak: praca w ciszy, koncentracja, wielokrotne powtarzanie, rytuały i zwyczaje, uprzejmość, wolność wyboru, niezależność, motywacja wewnętrzna czy opóźniona gratyfikacja to tylko część podstawowych  praktyk montessoriańskich (podana w przypadkowej kolejności), a każda wydaje się być niezwykle ważna zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłym życiu.

Głęboką koncentrację w trakcie nauki niektórzy wykładowcy porównywali do medytacji – jest to skupienie tak silne, że niekiedy pozwala zapomnieć o wszystkich problemach i otoczeniu. Tym samym sprzyja pracy umysłowej, ale jednocześnie funduje pewien rodzaj odpoczynku mózgowi; pomaga lepiej poznać siebie samego, a co za tym idzie – nazywać swoje potrzeby i kształtować charakter.

Z kolei wielokrotne powtarzanie przez dziecko nowo nabytej umiejętności (np. układanie cylindrów, ale może to też być powtarzanie otwierania/zamykania zamka, pisania czy mnożenia) sprzyja kształtowaniu nowych połączeń nerwowych, uczy cierpliwości i wytrwałości.

IMG_8565

Rytuały i zwyczaje fundują dziecku przewidywalność i uczą konsekwencji (co jest nie do przecenienia przy HnB- high need babies, ale o tym innym razem); „efektem ubocznym” jest wyciszenie, uspokojenie emocji i  poczucie bezpieczeństwa – chyba nikt nie będzie polemizował ze stwierdzeniem, że to, co znane i przewidywalne wydaje się mniej straszne.
Z kolei bezpieczeństwo emocjonalne jest bardzo pożądanym warunkiem skutecznego uczenia się. Jak większość z nas miała wątpliwą przyjemność przekonać się osobiście – w stresie
i strachu też jakoś da się zapamiętać, ale jest to zdecydowanie trudniejsze i uboższe uczenie się.
W ogóle w trakcie konferencji wielokrotnie zostało podkreślone, że adrenalina i kortyzol to bardzo złe środowisko dla pracy mózgu – hormony te „wypłukują” połączenia nerwowe i zdecydowanie utrudniają myślenie, a kortyzol po prostu uniemożliwia racjonalne rozumowanie w momencie mocnego stresu. Równie często wykładowcy zwracali uwagę na złą moc hormonów stresu, co zachwycali się możliwościami mózgu, jego neuroplastycznością,
tj. umiejętnością do tworzenia nowych połączeń nerwowych przez całe życie (znane są przypadki ludzi, którym usunięto jedną półkulę mózgową i którzy wiodą normalne życie). Ale znowu – warunkiem koniecznym neuroplastyczności jest stworzenie odpowiednich warunków do rozwoju, np. takich, które charakterystyczne są dla filozofii Montessori.

MIND FULL to umysł przepełniony myślami, zagoniony i zmęczony nadmiarem bodźców.

MINDFULNESS to uważność, wsłuchiwanie się w siebie i koncentracja na rozwiązaniu problemu; to z kolei rozwija altruizm i empatię.

Przygotowanie się do przebywania z dziećmi, to zastanowienie się czy jesteśmy na to gotowi (my – dorośli), to nauczenie się wrażliwości i pokory, to umiejętność przyznania się do błędu i niewiedzy, to bycie uważnym obserwatorem i podążanie za dziećmi, wreszcie – to pozbycie się wszechwiedzy i przyjęcie, że każdy może nauczyć się od każdego, niezależnie od ilości przeżytych lat. Paul Epstein zwracał uwagę na to, żeby nie nadzorować dzieci i dać im robić to, co je pociąga, bo to dzieci prowadzą dorosłych w swojej wycieczce po wiedzę, a nie odwrotnie.

STRES był tematem przewodnim kilku wykładów, m.in.  Kathy Leitch. To właśnie Ona wypunktowała główne źródła stresu u dzieci:

  • nieprzewidywalność (i nie chodzi tu wyłącznie o samą naukę, ale także o to, kto i kiedy odbierze je ze szkoły, do którego domu, itd.)
  • nie do końca zrozumiałe oczekiwania rodziców i społeczeństwa
  • przeładowanie (nadmiar lekcji, prac domowych, zajęć dodatkowych, zabawek)
  • zbyt szybkie tempo życia
  • zbyt mała ilość czasu wolnego, brak czasu na marzenia, nudę
  • niedobór snu
  • niedobory żywieniowe („czym karmić umysł” było tematem całego osobnego wykładu)
  • niedobór aktywności fizycznej
  • brak czasu spędzanego na dworze, na świeżym powietrzu
  • brak uwagi ze strony rodziców
  • natłok technologii (pomijając dzieci zapatrzone w tablety, coraz częściej słychać skargi latorośli, że to rodzice rozmawiają z nimi zapatrzeni w komputery, telefony czy telewizory)
  • zbyt duża ilość prac domowych

Wszyscy mamy świadomość, że wśród tych przyczyn można spokojnie wymienić jeszcze mnóstwo innych, równie ważnych czynników plus całą masę pobocznych stresorów, charakterystycznych dla każdego dziecka z osobna.
Co więc możemy zrobić, żeby pomóc dzieciom? Zagwarantować im:

  • więcej obcowania z naturą (tu polecam książkę „Ostatnie dziecko lasu„)
  • więcej ciszy i snu
  • zdrowe odżywianie
  • więcej aktywności fizycznej
  • więcej uważności
  • spokojne, pełne kontakty społeczne

a w konsekwencji:

  • regulację emocji
  • koncentrację
  • świadome odczuwanie samego siebie

Ponieważ akurat mam „na stanie” nastolatka, burzliwie wchodzącego w okres dorastania, to jestem niezwykle uczulona na nawet najdrobniejsze wzmianki wychowawcze dotyczące tego okresu. I – tak jak rok temu – dr Epstein mnie nie zawiódł. Wróciłam do domu z garścią uwag, wśród których do najcenniejszych zaliczam taką: adolescent to człowiek, który dopiero uczy się, że jak coś powie/obieca, to ma to zrobić. Jeszcze nie do końca pojmuje tę zależność, jeszcze milion razy nawali i nie jest to wynikiem jego złej woli, tylko toczącego się procesu dorastania.
I to zdanie zostawiam do przemyślenia na koniec pierwszej części mojej relacji.

IMG_8572

¹wiadomości pochodzące z wykładu Katarzyny Woźnej i Małgorzaty Stroińskiej

2 Comments on VII Międzynarodowa Konferencja Montessori – zapiski z notatnika laika cz. 1.

  1. Swietnie podsumowane!
    My wlasnie mamy klopoty na tle wyciszenia/koncentracji/skupienia… :(
    Szkoda ze to wszystko nie jest takie proste…:(

    • Coraz częściej łapię się na tym, że – chociaż nie pracuję – ciągle się spieszę, biegnę, popędzam, a to nakręca dzieci. Ich nerwowość – nakręca mnie i koło się zamyka. Teraz staram się wyhamować całą rodzinę. Jak się uda, to wszyscy skorzystamy.

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. Salawamama – bawialnia w stylu Montessori |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*