Trochę nawlekania, trochę sekwencji i trochę pisania czyli ręka pracująca

Niedawno pisałam o małej motoryce i (między innymi) o sztuce chwytania. Dziś nastąpił ciąg dalszy trenowania chwytów, tj. nawlekanie. Trening treningiem, ale priorytetem jest ciagle zabawa i zdarza się, że pomysły mi się wyczerpują. Wtedy najłatwiej jest zdać się na dziecko, podsuwać to, co wpadnie nam w ręce i sprawdzać co wbudzi zainteresowanie. W ten właśnie sposób ostało nam się w domu tekturowe pudełko po jajkach, a potem zadziałała wyobraźnia i zabawa sama się potoczyła. DemOlka chciała przede wszystkim „robić biżuterię”, ja delikatnie nadawałam szaleństwu kierunek – zależało mi, żebyśmy ćwiczyły sekwencje oraz przygotowanie do szycia (dlaczego – napiszemy już niedługo).

W ruch poszło wszystko to, co zbierałysmy od jakiegoś czasu: koraliki, piankowe kształty z dziurkami, miękkie druciki, wstążki, nitki, dawno zerwane korale:

 

Bransoletki można robić ze wszystkiego. Gorąco polecam zbieranie starych, porwanych korali, farbowanie różnorodnych makaronów i koraliki do tzw. „prasowanek”. Największym problemem jest wtedy brak szuflad w domu na te wszystkie „przydasie”, ale za to zabawy same rozkwitają…

Jako zaplecze przygotowałam też zabawki edukacyjne, ale przyznaję, że w trakcie pracy twórczej, stanowią raczej wsparcie, niż główną atrakcję:

Dawno, dawno temu starszy brat DemOlki uwielbiał się bawić pewną zabawką. My już jakiś czas temu postanowiłyśmy zrobić domową wersję tejże. Dziś w końcu się udało:

Zaczęło się przewidywalnie: opakowanie po jajkach, dziurki, miękkie druciki, koraliki… Potem DemOlka odkryła, że istotna jest średnica dziurek i tego, na co nawlekamy. Sięgnęła po słomki i wykałaczki. I tak powstało prawdziwe DZIEŁO:

W ten prosty sposób doszłyśmy do moich upragnionych sekwencji w pionie:

…i w poziomie

A propos! Firma Aleksander wydała jakiś czas temu grę Nawlekaj nie czekaj. Poznałyśmy ją w gabinecie logopedycznym i bardzo nam się spodobała. Ale ponieważ do sklepu z zabawkami mamy daleko, a modelinę mogłyśmy kupić od razu, tak powstało nasze domowa wydanie którego zrobienie gorąco polecamy. Pierwszy raz można się bawić lepiąc kulki, drugi raz rysując karty, a potem wielokrotnie nawlekając, robiąc korale, węże i turlając kule do celu. Domowa wersja ma tę niewątpliwą zaletę, że bez końca można mnożyć liczbę oraz kolory kulek. Można też dowolnie dostosować wielkość kul do sprawności rąk dziecka (oraz posiadanych sznureczków).

Kiedy DemOlka zaczęła się lekko nudzić, sięgnęłyśmy po to, co ostatnio interesuje Ją najbardziej, tj. literki. Powstała kolejna bransoletka, kolejne słowo.

Chwytanie, nawlekanie, przewlekanie, dziurawienie, wciskanie, koncentracja, cierpliwość, sekwencje – to wszystko dziś ćwiczyłyśmy. Zostało kolejne wspomnienie fajnej zabawy… I straszny śmietnik w salonie. 😉

Małgosia Czytoczarująca

P.S. DemOlka jest już duża. Za nami okres prób połknięcia, bądź wetknięcia sobie wszystkich małych przedmiotów w nos lub ucho. Dlatego postanowiłam zaszaleć i zasłałyśmy cała podłogę koralikami, jednak przy młodszych dzieciach zdecydowanie zalecam rozwagę i nie spuszczanie latorośli z oczu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*