tkaninowe (czyto)czary – projekt: dziecko na warsztat

Projekt „dziecko na warsztat” uwielbiam i nienawidzę go jednocześnie, a to z powodu ogromu pracy, który nam dokłada do zadań codziennych. 😉
Czasem zadania projektowe idą nam jak z płatka (tak było z tekturą), a czasem rodzą się w bólach (kiedy laik spotyka się z filcem i rzepem). Czasem świetny – wydawałoby się – pomysł okazuje się niezwykle skomplikowany w realizacji (jak rozgrzany plastik), a z kolei to, co wydaje się niezwykle trudne, wciąga dzieciaki i „samo się robi” (tak było ze szkłem, którego się niezwykle obawiałam).
Zdarza się, że nie możemy się doczekać na przewidziane w projekcie działania (czekamy na drewno i glinę!!), a innym razem robi mi się słabo na samą myśl co nas czeka (do tej ostatniej kategorii należą „nici i włóczki”, których finisz będzie za tydzień).
A czasem zdarza się jak teraz, kiedy coś, co miało trwać chwilę, rozrosło się do sporych rozmiarów. Okazało się, że dziecięcy apetyt wzrastał w miarę tworzenia, mi brakowało umiejętności/zdolności, a czas śmigał z prędkością wyścigówki i nijak nie mogliśmy go zatrzymać. W końcu skończyliśmy. Sporo po czasie, ale szczęśliwi – dzieci, że dostały co chciały, a ja – że mam to z głowy. A było tak:

    1. przypomnienie „szycia” na sucho – ponieważ minęło trochę czasu od momentu, kiedy DemOlka trzymała w ręku igłę, postanowiłam przetrenować najpierw szycie bez narzędzi kłujących. Wieki temu kupiłam przypadkiem drewniany zestaw dla maluchów i już wielokrotnie cieszyłam się, że nie poskąpiłam wtedy pieniędzy.

      Jakież było moje zdziwienie, kiedy DemOlka uznała, że już się „naszyła” i właściwie to nie ma już więcej ochoty i woli pobawić się farbami… Nie było rady – w ruch poszły pędzle i w ostatniej chwili wpadło mi do głowy…

    2. malowanie na tkaninie: postanowiliśmy dać nowe życie starej poszewce na kołdrę. Odmierzyliśmy, wycięliśmy, zszyliśmy, dodaliśmy koloru.
      Nie mamy specjalnej farby do tkanin – do malowania użyliśmy tego, co mamy w domu i czym DemOlka pobrudziła sobie połowę ubrań. Nie umiem tego doprać. Tym razem – to dobrze.

      Do zabawy włączył się nawet DemOlkowy Tata, co niewątpliwie wydłużyło czas prac – to, co robi Tata zyskuje zawsze miano „najwspanialszego”.

      Tak powstała nowa zasłona do dziecięcego pokoju. DemOlka chodzi dumna i blada, że to dzięki naszej wspólnej pracy ma w pokoju coś niepowtarzalnego.
      IMG_7745Mniej więcej w tym momencie wpadłam na niemądry pomysł, że jak zrobiliśmy coś do pokoju DemOlki, to teraz trzeba zrobić coś dla Tolka… Nie namyślając się długo syneczek poprosił o „uchwyt na długopisy i ołówki” i beztrosko pognał do dalszej zabawy, a ja zostałam z zagwostką jak mam spełnić to życzenie. Tym samym nasze pracy dalej szły dwutorowo: ja się męczyłam coraz bardziej świadoma moich braków warsztatowych, a dzieci wpadły na pomysł…

    3. stworzenia pelerynek-niewidek (Tolek przeżywa fazę zachwytu Harrym Potterem, a DemOlka ma niewielką możliwość sprzeciwu). Tu znowu wyszła różnica charakterów dzieci – Mała wzięła po prostu nożyczki: ucięła, zszyła, założyła i już była gotowa – było trochę krzywo, trochę nieporządnie, ale Ona była zachwycona i poprosiła o sesję zdjęciową.

      W tym czasie Tolek mierzył, zaznaczał, wyliczał, a na końcu zabrakło Mu animuszu, żeby samemu wyciąć otwory na ręce i potrzebował pomocy. W końcu poradzili sobie oboje i pobiegli czarować w Hogwarcie.

    4. Ja w tym czasie nadal biedziłam się nad uchwytem na długopisy i powoli zaczynałam się poddawać. I być może zabrakłoby mi energii na skończenie projektu, gdyby kolejnego dnia DemOlka nie wpadła jak burza żeby udowodnić mi, że „wszystko się da, trzeba tylko chcieć”. Ona chciała tym razem czerwoną poszewkę na poduszkę z rysunkiem owieczki. I kiedy chciałam się już załamać (jak mam uszyć tę cholerną owieczkę?!) to okazało się, że znowu komplikuję – moim zadaniem było szycie materiału, a DemOlkowym – rysunek. Wykonała go… mydłem „bo jakby się znudził, to zawsze mogę sobie zmienić, mamusiu”.
    5.  nie było rady – jak DemOlka może, to ja tez dam radę… po dwóch tygodniach męki zrobiłam „uchwyt na długopisy”.

      A kiedy wieczorem Tolek przyszedł cały zachwycony, prezentować jak Mu teraz wygodnie trzymać ołówki i długopisy to poczułam, że było warto.

      IMG_8173-1

Dumna jestem i blada, ale obiecuję sobie, że teraz zrobię sobie trochę przerwy od maszyny do szycia… Tak to DemOlka znowu nauczyła mnie czegoś nowego i po raz kolejny przekonałam się, że edukacja domowa działa w dwie strony.

 

PS. mój pierwotny plan zakładał szycie ciuchów dla Barbie. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu DemOlka bardzo stanowczo zaprotestowała i skończyło się na kostiumie i czepku kąpielowym z balonów.

IMG_7858

Post powstał w ramach projektu Dziecko na Warsztat

Zapraszam na inne blogi – po kliknięciu na mapę przeniesiecie na odpowiednie strony – jest co oglądać!

Namaluj mi Latorośle Borsuczkowo Nasza szkoła domowa I&K w domowym zaciszu Kidsandu Animart - animacje z twojej bajki Tymoszko Dzwoneczkowa Karolowa mama Co robi Robcio Dzika Jabłoń Gugusiowo Cały świat Karli Elena po polsku WorldSchool Explorers Igranie z Tosią Świat Tomskiego Ina i Sewa On ona i dzieciaki Czytoczary Kreatywnie z dzieciakami Kreatywna dżungla Mama Aga sztuka i dzieciaki Więc bawmy się My home and heart Myshowelove Słowo mamy Kusiatka Zakręcony Belfer Kreatywna mama Kreatywnym Okiem Pomysłowe Smyki Kreatywnie w domu Kinderki Jej cały świat

4 Comments on tkaninowe (czyto)czary – projekt: dziecko na warsztat

  1. Zasłona cudowna!!!!
    Czepek i kostium z balonów – notuję, pokażę córce!

    • Strój kąpielowy to nie nasz pomysł – widziałam to gdzieś na zagranicznych stronach. Polecam szersze balony, bo ja sobie paluchy poobcierałam zdejmując kostium 40 razy (barbie miała ogromną potrzebę kąpielową akurat 😉 ).
      Zasłona nam się udała, przyznaję.
      Dzięki :)

  2. Podobają mi się te schowki na kredki, choć przy obecnym tempie ich gubienia kredek, wkrótce nie będą potrzebne:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*