tenzi – kości od Rebela, zamiast tabliczki „mrożenia”

Mamo, fajnie było w szkole? – powitało mnie ostatnio dziecko po moim pierwszym zjeździe na uczelni.
Fajnie! – odpowiedziałam dumna z siebie, że na stare lata znowu zasiadłam w ławie szkolnej.
A ciekawie? – drążyła dalej DemOlka, która do szkolnych spraw podchodzi śmiertelnie poważnie.
Bardzo! – odpowiedziałam z pełnym przekonaniem, a po głowie krążyły mi świeżo poznane nazwy chrząstek i nerwów.
A była tabliczka mrożenia? – zagadnęło dziecko z przejęciem i zanim zdążyłam zareagować, padło kolejne pytanie: pokażesz mi co to jest tabliczka mrożenia?! Proszę!!!!

Nie było wyjścia – musiałam podjąć wyzwanie i wysilić moje niechętne matematyce komórki.

Pisałam już o tym wielokrotnie: od dziecka nienawidziłam tego przedmiotu. Nie jesteśmy z matematyką kompatybilne. Z wiekiem nienawiść przekształciła się w rodzaj ciekawości co i na którym etapie poszło nie tak, że uwierzyłam, że jestem bez szans, że nie umiem, nie rozumiem, nie dam rady i że żadne próby, tłumaczenia i ćwiczenia tego nie zmienią.

Z podstawówki mam jedno mocne wspomnienie około matematyczne: na początku drugiej klasy podstawówki chorowałam przez trzy tygodnie. Chwilę po powrocie do szkoły, kiedy stałam na przystanku autobusowym z moją Mamą, podeszła moja wychowawczyni i zagadnęła Mamę w te słowa: „oooo, nad nią to trzeba popracować! Długo jej nie było i jak teraz szybko nie nadrobi zaległości, to już zawsze będzie miała kłopoty z liczeniem”. Nie pamiętam odpowiedzi Mamy, nie pamiętam czy rozmowa trwała dalej. Pamiętam tylko, że całą siłą ośmioletniego rozumu przyjęłam i zapamiętałam, że jestem w sytuacji beznadziejnej i niż już się nie da zrobić.

I tak samo mocno jak wtedy uwierzyłam, że nie dam rady, tak mocno teraz staram się zrobić wszystko, żeby DemOlka wierzyła, że może wszystko, jeśli tylko będzie chciała. Co nie zmienia faktu, że tabliczka mrożenia dla pięciolatki powoduje, że na moment drętwieję – bo jakże to?! Dopiero cyfry poznawała, liczby jeszcze jej się mylą, dodawanie dopiero zaczynała, a odejmowania nie rozumie – a ja mam Jej mnożenie tłumaczyć?!

Najpierw wyciągnęłam montessoriańską tablicę mnożenia, ale dość szybko stało się jasne, że obie czujemy się zawiedzione z powodu za małej ilości „funu” w tej zabawie. Czegoś nam brakowało. Wtedy z pomocą przyszły kości.

IMG_6163 IMG_6165 IMG_6310

Zaczęłyśmy od prostych „mrożeń”: 2×2, 2×3, 3×2. Porównywałyśmy ile wychodzi na kościach, a le na tablicy montessoriańskiej. I jeśli się nie zgadzało, to szukałyśmy przyczyny. Widziałam wyraźnie, że jest to ogromny wysiłek dla DemOlki, doprowadziłam więc do pierwszego momentu, w którym uznała, że temat tabliczki mrożenia został ogarnięty i czym prędzej wróciłam do sumowania. Starannie (i chętnie) schowałyśmy tablicę, a zaczęłyśmy grać w TENZI firmy Rebel.

IMG_6154-001

gra: TENZI
wydawnictwo: Rebel

wiek graczy: 5+ 
liczba graczy: 2-4 (w dwie osoby jest najmniej ciekawie)
czas rozgrywki: 3-10 min., zależnie od wersji, na którą się zdecydujemy oraz wieku graczy
pełna losowość!
strategii i planowania brak

 

Tenzi to prosta, szybka i świetna gra (bardzo losowa) w kości. Opakowanie zawiera czterdzieści kości, po 10 w każdym kolorze. Każdy z graczy dostaje 10 jednakowych kości i na „trzy cztery” zaczynamy rzucać. Po pierwszym rzucie sprawdzamy jaka liczba oczek powtarza się najczęściej na naszych kościach i to je zaczynamy zbierać.

gracz, który wykonał ten rzut, zaczyna zbierać "jedynki"

gracz, który wykonał ten rzut, zaczyna zbierać „jedynki”

Zabieramy ze stołu wszystkie kości z inną liczbą oczek (z rozgrywki ze zdjęcia – wszystkie poza „jedynkami”) i rzucamy nimi ponownie. Wygrywa ten, kto jako pierwszy pierwszy wyłoży na stole wszystkie kości z jednakową liczbą oczek.
W wersji oryginalnej tylko pierwszy rzut odbywa się na podany znak, w kolejnych turach rzucamy już jak najszybciej potrafimy. Kiedy gram z DemOlką, to pomijamy tę regułę i za każdym razem rzucamy na dany znak.

PhotoCollage Share File1
Można też umówić się na możliwość „podbierania” kości przeciwnikom i wtedy kolor kości przestaje się liczyć i wygrywa ten, kto jako pierwszy ułoży 10 kości o identycznym nominale.

Jedna rozgrywka trwa około 5 minut. Pięciolatka gra bez problemu.

IMG_6168

Nie da się jednak ukryć, że 40 kolorowych kości to ogrom możliwości na różne zabawy (DemOlka budowała z nich nawet Krzywą Wieżę w Pizie). Pomna nauk André Sterna, że rozróżnianie zabawy i nauki jest podstawowym błędem, po prostu bawiłam się z Olą dalej, lekko zmieniając zasady gry. W naszej autorskiej wersji wygrywał gracz, który jako pierwszy zebrał same szóstki, ale szóstka mogła być na jednej lub dwóch kościach.Przez moment DemOlka oporowała, ale bardzo szybko odkryła, że to „łatwizna” i dalej okrzykom radości i emocjom nie było końca, a ja modliłam się, żeby w końcu Jej się znudziło. Po kilkunastu rundach Mała nie musiała już przeliczać oczek na kościach i jakoś samo weszło Jej do głowy, że do wyboru ma kilka możliwości:

  •  6
  • 5 +1
  • 4 + 2
  • 3 + 3

PhotoCollage Share File2Wieczorem cała zachwycona zaprezentowała nową grę męskiej części rodziny. Chłopakom spodobało się i dołączyli do szóstkowych rozgrywek.

IMG_6348bis

A potem już „samo poszło” i u schyłku dnia Córeczka Tatusia zapadła nad tablicą montessoriańską i powoli zaczęła ogarniać mnożenie.

PhotoCollage Share File3

Tak to Archimedesowe zabawy znowu nas czegoś nauczyły, aż się boję co będzie dalej, jeśli demOlka będzie szła w takim tempie. Jest szansa, że pod koniec roku to Ona będzie wymyślała matematyczne zabawy dla mnie. :)

Post powstał w ramach dwóch projektów:

 

 

 

4 Comments on tenzi – kości od Rebela, zamiast tabliczki „mrożenia”

  1. I super! I o to chodzi! Nauka poprzez zabawę! I przeświadczenie, że wszystko możesz!!! :-)
    A po pomysły na zabawę matematyką zajrzyj do Bajdocji, na pewno coś znajdziecie :-)

  2. Miksik sie uczy // 22 sierpnia 2017 at 18:34 // Odpowiedz

    ja cale zycie nie znosilam matematyki, nawet medycyne na studia wybralam bo to byl jedyny z tamtym czasie kierunek na ktorym nie musialam przerobic semestru matematyki ;=:P
    a teraz matematyka bawie sie z synkiem i matematyke wrecz uwielbiamy

    za to mimo ze zawsze lubilam pisac to nie potrafie przekazac milosci do pisania mojemu dziecku – jak ma sie wypowiedziec na pismie to najchetniej jednym zdaniem i to jak najkrotszym (zupelnie jak moj malzonek)

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. Tam gdzie iloraz iloczynu sumuje różnice - zestawienie » Zabawy z Archimedesem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*