Tajemniczy ogród – projekt: czarowanie przez czytanie

Kiedy zakładałam bloga, długo dumałam nad nazwą. Blog miał być o czytaniu z dziećmi i o dzieciach; o łączeniu polskiej literatury i środowiska dwujęzycznego, w którym obracały się nasze dzieci. Tymczasem życie wywinęło nam koziołka, wróciliśmy do Polski, a dziecko w między czasie zaczęło czytać samo i nie było bardzo chętne do dzielenia się swoimi przemyśleniami po lekturach.
Lata mijały, blog raz się rozwijał, innym razem raczej „zwijał”, a momentami w ogóle leżał odłogiem.
A potem nagle zebrałam całe pokłady swojej odwagi i po sierpniowej rozmowie z Niną z bloga Worldschool Explorers postanowiłam ruszyć z projektem czarowanie przez czytanie – tj. tym, czym z założenia czytoczary miały być.

I tak minął pierwszy miesiąc projektowy i przyszła pora na prezentację naszych działań związanych z książką „Tajemniczy ogród”. A było tak…

Pierwsza „mina”
Pamiętałam tę lekturę jako coś wzruszającego, pięknego i dającego do myślenia.
Zaczęłam czytać DemOlce i poczułam, że wpakowałam się na minę. Mamy w domu mój stary egzemplarz, z 1981 roku i bardzo szybko okazało się, że nie ma mowy o „zwykłym czytaniu” –  język był za trudny i jak początkowo tłumaczyłam poszczególne słowa i fakty, to DemOlce ulatywała treść. Musiałam więc mocno się natrudzić, żeby tłumaczyć symultanicznie to, co czytałam. Tak więc pierwszym odkryciem było to, że lektura będzie także niezłą rozrywką intelektualną dla mnie samej.

Druga „mina”
Zupełnie wyleciało mi z głowy, że sam początek to opis zaniedbanego, nikomu niepotrzebnego dziecka, które szybko zostaje sierotą. To spowodowało milion pytań o to czy rodzice mogą oddać dziecko, mogą się nim nie zajmować, co to znaczy, że dziecko jest „niedobre”, itd. Z racji tego, że mamy w najbliższej rodzinie aż troje adoptowanych dzieci, to temat okazał się dla mnie mega trudny i najeżony problemami takiego kalibru, na jaki w ogóle nie byłam przygotowana w momencie wieczornego czytania przed snem.

Trzecia „mina”
Rok temu Tolek czytał „Tajemniczy ogród” jako lekturę szkolną. Jak zobaczył co czytamy, to uznał, że On też chce słuchać i mamy zakaz czytania bez Niego. To znacznie ograniczyło czas, w którym mogliśmy czytać i bardzo spowolniło początek naszych późniejszych prac. Z drugiej strony – okazało się niezwykle istotne, bo Tolek opowiedział DemOlce jak się początkowo męczył przy czytaniu i jak potem Go wciągnęło. A co powie starszy brat – to dla młodszej siostry staje się niemal święte i od tego momentu byłam pewna, że doczytamy w skupieniu do końca.

Czwarta „mina”

Okazało się, że i rok byłby za krótki, żeby zrobić wszystko to, co zaczęło przychodzić DemOlce do głowy po tej lekturze. W związku z tym nasze prace ciągle trwają, a tu pokażę tylko wycinek zabawy.

I tak…

… mieszkamy w tajemniczym ogrodzie… 

Zupełnie poważnie: Kwiatkarnia to magiczne miejsce, co potwierdziły w tym roku liczne rankingi. Mamy pod samym nosem przepiękny ogród. Nasady zrobione są tak, że wczesną wiosną rozkwita na biało, koło kwietnia dominuje kolor niebieski, a potem zaczyna się pysznić czerwienią i żółcią, by w środku lata wybuchnąć wszystkimi kolorami tęczy. DemOlka ma to szczęście, że jest jedynym dzieckiem, które ma dostęp do ogrodu o każdej porze roku, dnia i nocy, z czego z przyjemnością korzysta.

IMG_1220

A jak się mieszka w takim ogrodzie, w dodatku z ogrodnikiem-fachowcem, w postaci Babci, to od razu otwiera się tysiąc możliwości poznawania przyrody: na porządku dziennym jest sianie, sadzenie, pielenie, obserwowanie życia owadów, doglądanie własnych pomidorków, itd., itp… o tym wszystkim napiszę osobym razem.

…uwielbiamy wszystkie maziajo-paciaje…
Pisząc bardziej oficjalnie – wszelkiego rodzaju błotka, rozlewiska  mieszaniny są tym, co DemOlka lubi najbardziej. Ponieważ hasło „tajemniczy ogród” otwiera ogromny wór możliwości, to dopiero się rozkręcamy. Na razie powstał:

  • ogród solny (na kartkę nakładamy klej, starannie zasypujemy solą, a następnie zakraplamy na to barwniki pipetą)

A

  • ogród brokatowy (sztywny karton, klej, brokat)

A

  • oraz ogród z pianki do golenia (z założenia miała być pianka do golenia, oraz zakroplone barwniki, ale – jak to często bywa – DemOlka miała swoją wersję wydarzeń; ogród zyskał dodatkowy wymiar i przygalopowały na niego dzikie konie)

A

  • zupełnie przypadkiem stworzył nam się dodatkowy ogród – przy mieszaniu sypkich barwników musiał nam się rozsypać pył, czego w ogóle nie było widać na sucho. Za to kiedy odkręciłyśmy wodę w kranie, samoistnie powstał naprawdę magiczny ogród

I tak doszłyśmy do finałowego pomysłu, tj. stworzenia magicznego ogrodu, w którym DemOlka mogłaby się bawić swoimi laleczkami i figurkami. Koniecznie zamykanego, ponieważ mamy w domu szczeniaka, chętnego do pożarcia wszystkich (nie)jadalnych rzeczy. W ruch poszły farby, barwiony makaron, koraliki, gąbki, druty, papiery – wszystko, co Małej przyszło do głowy i znalazło się w zasięgu wzroku w trakcie szału twórczego.

A ponieważ bierzemy też udział w projekcie Bliżej sztuki, to po prostu musiałyśmy skręcić w kierunku Claude’a Monet i jego miłości do ogrodów… ale o tym napiszę już jutro…

 

Post powstał w ramach projektu czarowanie przez czytanie

IMG_2126

4 Comments on Tajemniczy ogród – projekt: czarowanie przez czytanie

  1. Przepiękny ogród, nic dziwnego że pod wpływem takiej inspiracji powstało tyle fantastycznych wersji ogrodowych :)

  2. „Wisienka na torcie”! Brawo Wy! Jestesmy pod wielkim wrazeniem!

2 Trackbacks & Pingbacks

  1. Claude Monet – projekt „bliżej sztuki” |
  2. czarowanie przez czytanie – podsumowanie września |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*