szkoła Tolka, cz. 3., świetlica

Już raz wspominałam o świetlicy. Niedawna rozmowa z bliską osobą uświadomiła mi, jak daleko jest typowej polskiej świetlicy szkolnej do tej z obecnej szkoły Tolka. Przed wyjazdem z Polski Tolek chodził do szkoły i tam automatycznie zaakceptowaliśmy świetlicę „z całym dobrodziejstwem inwentarza”. Jak porównuję ją z opowieściami znajomych, to i tak było nieźle – panie uśmiechnięte, pachnące, lubiące dzieci, z wyjściami na szkolny plac zabaw latem. Okazuje się, że nawet to nie jest normą.

Dopiero teraz widzę jak może być prowadzona swietlica, jakie to ogromne przedsięwzięcie i logistyka, żeby wszystko dobrze i mądrze działało i dlatego opiszę to, „ku pamięci”.

W szkole Tolka jest dwunastu pracowników wyłącznie świetlicowych. Wszyscy są przedstawiani z imienia, nazwiska i zdjęcia – wisi ogomna tablica informacyjna, żeby nikt nie miał wątpliwości kto jest kim. Wszelkie zmiany w składzie dostajemy dodatkowo opisane w mailach, łacznie z opowieścią kim jest nowa osoba, skąd, z jakim doświadczeniem, itd.

 tablica informacyjna, na której widnieją twarze i imiona wszystkich pracowników świetlicy

Nie ma tak, żeby nauczyciel pilnowal w świetlicy, albo żeby świetliczanka/nin byli na zastępstwie na lekcji. Do zastępstw jest dodatkowych trzech pełnoetatowych nauczycieli. Świetliczanie stoją i cały czas obserwują, rzadko ze sobą rozmawiają, znacznie cześciej bawią się z dziećmi – po to są, żeby nikt nie siedział smutny – skaczą w gumę, uczą chodzić na szczudłach, grają w piłkę nożną, a zimą – pieką z dzieciakami ciasteczka (jest osobna sala kuchenna, z piekarnikami, palnikami, zlewami, itd.), robią karmniki dla ptaków, grają w gry planszowe.  Słowem – dwoją i się i troją, żeby czas wszystkim szybko mijał. Czego nie robią? Nie odrabiaja  z dziećmi lekcji. Świetlica to czas zabawy i szaleństwa, służący odreagowaniu lekcji.

W Polsce „świetlica” kojarzyła mi się z jedną-dwoma salami, w których przebywają dzieci po lekcjach. Tutaj mamy „hort time”, a więc nie konkretne pomieszczenie, tylko raczej czas, kiedy dzieci są pod opieką pracowników świetlicowych. Mogą w tym czasie być na boisku/placu zabaw, w osobnym budynku świetlicowym z kilkoma salami, albo na dodatkowych zajęciach pozalekcyjnych – same wybierają co jest najbardziej dla nich interesujące. Nikt nie pilnuje czy dzieci ubierają się wychodząc na dwór, czy nie chce im sie siusiu, czy nie sa głodne – to „dbanie o siebie”, które każde dziecko robi we własnym zakresie. Na odpowiedniej tablicy zaznaczane jest dokąd idzie uczeń.

 tablica z podziałem na klasy oraz na miejsca, w których trzeba szukać dziecka (indoor, outdoor, club)

I to jest chyba najsłabszy punkt świetlicowy. Dzieciaki przemieszczają się bowiem z prędkością światła i nadążenie z aktualnością tej ostatniej tablicy graniczy z cudem. Po tym, jak ciśnienie kilka razy całkiem solidnie podskoczyło mi, kiedy błądziłam po opustoszałym boisku i świecącycmi pustkami salach, nigdzie nie mogącTolka, na wszelki wypadek nauczyłam się omjać wzrokiem tablicę z jej nieaktualnymi danymi.

 budynek świetlicy

Jako puentę chciałam wkleić tu jakieś celne podsumowanie Tolka, zapytałam Go więc czym różni się świetlica z Jego polskiej szkoły od obecnej. Pomyślał, podrapał się w głowę, pokombinował, po czym stwierdził: niczym, zupełnie niczym. Są takie same.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*