Salawamama – bawialnia w stylu Montessori

Echa Konferencji Montessori huczą mi jeszcze w głowie – marzy mi się kurs nauczyciela szkolnego, choć i jakąś króciutką namiastką  w postaci warsztatów dla rodziców bym się teraz zadowoliła – cokolwiek, żeby tylko podtrzymać dłużej magię Montessori. Niestety, najpierw muszę skończyć obecne studia. Wszystko w swoim czasie.
Jednocześnie z dnia na dzień bardziej odczuwam brak umiejętności – o ile książki o samych założeniach dość łatwo można znaleźć, a internet sypie przykładami zabaw i pomocy naukowych do tzw. „życia praktycznego”, o ile laikowi bardzo ciężko jest jest jakikolwiek opis jak pracować z poszczególnymi montessoriańskimi pomocami naukowymi. Łatwiej odkryć jak zrobić koraliki, niż jak z nich potem skorzystać. Radzę sobie jak mogę…

I właśnie w ramach tego radzenia sobie wynalazłam salę zabaw w stylu Montessori. Wpadłam na nią zupełnie przypadkiem, ale w bardzo dobrym momencie. Wyczytałam, że na miejscu jest nauczyciel po kursie Montessori – czegóż chcieć więcej?! Zarezerwowałam termin i pojechaliśmy.

IMG_8655

Salawamama wyrosła w jednym z tarchomińskich bloków (to daleko od centrum, ale przy okazji można pospacerować nad Wisłą i pobawić się w Wodniku Szuwarku, lub podjechać do lasu i zjeść obiad w Dzikim Zakątku – tak robi się całodzienna wycieczka). Na stronie facebookowej możemy przeczytać:

Bawialnia dla dzieci (0-10 lat) z opiekunami, pełna zabawek edukacyjnych oraz pomocy, dzięki którym dzieci rozwijają umiejętności życia codziennego i dowiadują się o otaczającym je świecie, w myśl założeń Marii Montessori

P1010028

I wszystko się zgadza – są opiekunowie, są zabawki, można poznawać świat. Dwunastoletniego Tolka wzięłam na własną odpowiedzialność i – zgodnie z moimi przypuszczeniami – po chwili marudzenia, ze  „to dla maluchów” znalazł coś dla siebie. DemOlka mniej więcej w drugiej minucie wizyty przepadła na tyle, że nawet na pytania nie miała czasu odpowiadać, bo sadziła i siała (te pytania to zupełnie nie w stylu Montessori, więc może miała rację, że nie powinnam Jej przeszkadzać).
Salawamama to dwa pomieszczenia do zabawy – w mniejszym znajdują się zabawki dla młodszych dzieci (plus przewijak), a w większym – rozrywki dla starszaków. W każdej z sal może być maksymalnie sześcioro dzieci, więc naprawdę warto się wcześniej zapisać.

P1010020Mała sala to w dużej mierze sensoryka – piłki i piłeczki, materiały, dużo drewna, niezwykle teraz modna wieża, cylindry (dopasowanie drewnianego walca do odpowiedniej dziury). Tzw. toddlersi, czyli dzieci w wieku przedprzedszkolnym świetnie się tam odnajdują. Można też przetestować tzw. kitchen helper, czyli schodki z barierką bezpieczne dla najmłodszych.

P1010007

P1010006

Od początku zdawałam sobie sprawę, że mała sala będzie dla nas zbyt prosta. Moje dzieci weszły, sprawdziły i wyszły, więc i ja nie miałam dużo czasu na zachwyty. Zdążyłam zrobić tylko kilka zdjęć poglądowych i parę razy westchnąć, że nie mamy już malucha w domu.

Duża sala to prawdziwe skarby.

P1010023
Pierwszy regał to trochę kosmosu, przyrody, skał i minerałów, kilka świetnych anglojęzycznych książek, puzzle zwierzęce. Ponieważ u nas w domu jest mnóstwo tego typu pomocy, które zostały z czasów Szalonych Naukowców, to Tolek dość szybko poszedł dalej.
Dla mnie i DemOlki odkryciem był „las zamknięty w worku”, tj. kawałki drzew, szyszki oraz zielony i brązowy filc. Nie jestem pewna która z nas miało większą radość z tego powiewu natury – nawet prawdziwa kora się lekko obsypywała. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że w trakcie najbliższej wyprawy do lasu będziemy zbierać własne „klocki” i będzie to początek nowej ery zabaw.

Drugi regał to mozaiki, tanagramy, kształty, bryły, magnesy, podstawy matematyki (w tym ułamki), trochę drewnianych literek, dużo labiryntów do wodzenia po śladzie.

P1000993P1000995P1000994

To tutaj chciałam się skupić i sprawdzić co przydałoby nam się w domu. (Nie)stety, moje dzieci miały własne zdanie i uznały, że tym razem nie mają czasu nawet popatrzeć w tamtym kierunku. Podsunięta Tolkowi pod nos mozaika zajęła go na jakieś 3 minuty, po czym trafiła do mnie z komentarzem „jak ci się tak podoba to się pobaw”. Coś w tym jest – już od jakiegoś czasu odkrywam, że wiele zabawek i książek, które trafiają do naszego domu to tak naprawdę moje niespełnione marzenia z dzieciństwa. W Salawamama bawiłam się z przyjemnością. 😉

Trzeci regał zachwyca „młodsze starszaki” – można przelewać, przesypywać, posługiwać się szczypcami, pipetami, sitkami – dłonie pracują z zapałem. To tu, na najwyższej półce, Tolek znalazł zaczątek pomocy naukowych do doświadczeń chemicznych i resztę czasu spędził na przelewaniu i mieszaniu barwników obserwowaniu różnic gęstości cieszy oraz skupił się na rozchodzeniu się zimnej i ciepłej wody.

IMG_8647

Przypadkiem poćwiczył chromatografię i testował działanie napięcia powierzchniowego, tj. sprawdzał jak bardzo wypukły menisk powstanie. Mój udział w zabawie był dodatkową atrakcją, ale widziałam, że zabawa naprawdę go pochłonęła. Fajnie wyglądał  leżący na środku sali, po której spacerowali ludzie mali i duzi, w pełni skupiony na tym, co widział tylko, kiedy głowa znajdowała się na poziomie podłogi.

P1010016Do głowy przychodziły mi Jego wszystkie teksty jak bardzo nienawidzi szkoły i jaka nauka jest głupia… niewątpliwie Maria Montessori była niesamowitym pedagogiem, a Jej metody działają do dziś. I niewątpliwie Tolek uwielbia naukę tak długo, jak nie kojarzy Mu się Ona z lekcjami.

W ostatnim zakątku zakochała się DemOlka – ziemia, łopatki, widły, doniczki, nasiona, sadzonki – szał ciał! Moja córka uwielbia wszystkie ogródki, bez względu na ich położenie i wielkość, ale każdy kolejny wita z równym zapałem. Nie inaczej było tym razem.

P1000980

Ostatni kącik to woda: lejki, dzbanki, miski, strzykawki, łyżki, łyżeczki i absolutny hit – zakładany na klamkę lejek z dołączoną przezroczystą rurką, w której widać przepływającą wodę. Takie proste, a takie świetne (i jak rewelacyjnie zalewa wszystko w kółko jak coś nie wyjdzie!!)!

P1000986

Podpytałam jak jest z chorymi dziećmi i pani powiedziała mi, że choć nie było jeszcze takiego przypadku, to mają zamiar pilnować, żeby na sali nie było dzieci ewidentnie zaziębionych. Dla nas to ogromny plus.

Widać wyraźnie, że to dopiero początek – jest dużo planów, trwa faza testów, wszyscy wzajemnie uczą się „obsługi międzyludzkiej” i zasad, ale już jest bardzo fajnie. Tutaj >KLIK< znajdziecie Państwo odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.

 

Tuż po wyjścia dzieci wyjątkowo zgodnym chórem zakrzyknęły, że chcą tu wrócić. Mam nadzieję, że będziemy mieli taką możliwość – właścicielka sali wspominała coś o potencjalnych planach zajęć wyłącznie zorganizowanych. To by nas wykreśliło, więc mocno trzymam kciuki, żeby ten plan upadł. 😉

Jak było? Dla mnie – super. Myślałam, że będę siedzieć wciśnięta w kąt, żeby nie przeszkadzać, tymczasem dzieciaki wciągnęły mnie do zabawy i sama mogłam testować nieznane nam pomoce naukowe. Dzięki klimatowi Montessori i jasno określonym zasadom, nie było biegania i krzyku, który odrzuca mnie od przeciętnych sal zabaw. Z przyjemnością obserwowałam mamy z dziećmi, które w przejętych tandemach odkrywały nazwy zwierząt czy po prostu czerpały przyjemność z dotyku surowego drewna. Nauka w czystej postaci!

P1010004

SALAWAMAMA

adres: ul.Grzymalitów 11 m. 15A, Tarchomin, Warszawa
telefon: 886 569 185
ceny: 1h – 15zł, 2h – 25zł. Zniżki dla rodzeństwa (1h – 15/10/5zł 2h – 25/20/10zł)
Facebook (warto obserwować stronę, bo Salawamama dopiero rozwija skrzydła i cały czas są jakieś promocje).

PS. bardzo, bardzo polecam zabranie ciuchów na zmianę dla dziecka i skarpetek dla siebie. Dobrej zabawy nie da się przetrwać w czystości i suchości. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*