rozkładanie tulipanów na części pierwsze

IMG_7804

Idzie wiosna. Już ją czuć, już słychać, już widać. Nie możemy się doczekać. Codziennie przeszukujemy ogródek w poszukiwaniu kiełkujących roślin, kupujemy tulipany, żonkile i hiacynty, planujemy sianie i sadzenie.

I tak jakoś samo się złożyło, że zaczęłyśmy nasze wiosenne, domowe nauki od przyrody, a na pierwszy rzut poszły rośliny. Wszystko zaczęło się od pięknego bukietu tulipanów, które zwiędły i zaczęły gubić płatki. Przypadkiem okazało się, że to idealny początek badań nad budową kwiatu.

budowa kwiatu kolaż2

DemOlka, jako dziecko chowane w domu, jest bardzo wdzięcznym obiektem prac naukowych. Jest prawie chętna zawsze i do wszystkiego. Tylko od tematu i proponowanych zabaw zależy czy cierpliwość skończy Jej się po 5 czy 50 minutach. I tu nastąpił pierwszy mały zgrzyt. Lekko przegięłam z ilością pomocy naukowych i książek, które chciałam zostawić w zasięgu wzroku na „jakby się przydały” i przygotowania trwały za długo. Przez to – zamiast po prostu zostawić Ją na słodkie tête-à-tête z kwiatami – musiałam posiłkować się czytaniem książki, żeby DemOlka zasiadła w „naszej szkole” wtedy, kiedy wszystko było już przygotowane. Nauczka na przyszłość: lepiej szukać już w trakcie zabawy, wspólnie, niż wszystko podawać gotowe na tacy. Albo iść na żywioł. 

PhotoCollage Share File

Na szczęście magia kwiatów zadziała na nasza małą kobietkę i bardzo szybko zachwyciła się studiowaniem opadłych płatków, porównywaniem ich z tymi na puzzlach oraz szukaniem „skarbu” w postaci ukrytego między pręcikami słupka. W ogóle okazuje się, że zakupione dawno temu trzy sztuki puzzli (budowa kwiatu, liścia, drzewa), nad którymi dumałam chyba kilka miesięcy, to był strzał w dziesiątkę. Służą nam ponad rok, nie nudzą się i za każdym razem skupiamy się na innym zagadnieniu. Tak więc DemOlka z zapamiętaniem skubała kwiaty. Zaintrygował Ja pyłek na palcach, zaciekawił słupek-grubasek, a zupełnie nie zainteresowała się liśćmi.

IMG_5023

Chwilę potem pojawił się nasz standardowy problem: DemOlka ma bardzo duże trudności z zapamiętywaniem nowych słów ze słuchu. Żeby utkwiły w pamięci, musi skojarzyć je z jakimś obrazem (i nie chodzi tu o zwykłe zagadnienie związane z pamięcią wzrokową). O ile słupek był prosty do narysowania, a przez to – także zapamiętania, o tyle pręciki okazały się zupełną abstrakcją i zostały dla nas nieuchwytne. Próbowałyśmy powtarzania słów, rysowania, pokazywania elementów kwiatu i montessoriańskiej metody lekcji trójstopniowej. Na próżno. Nie bardzo wiem gdzie mam się z tym problemem udać, ale na pewno coś musimy poradzić, żeby w przyszłości było Jej łatwiej. Mam nadzieję, że czytanie częściowo rozwiąże ten problem, ale na razie – w związku z powyższym – mamy spory problem w opanowaniu literek (która to nauka nie wynika z moich potrzeb, tylko tęsknoty DemOlki do słowa pisanego, odziedziczonej po mnie). IMG_5015

Kiedy ja dumałam co zrobić z nieszczęsnymi pręcikami (DemOlka wkurza się jak zależy Jej na zapamiętaniu czegoś, czego nie może przyswoić), Małą wciągnęła zabawa w układanie żywych płatków na podkładce puzzli. Najpierw do ułożonych żywych płatków stopniowo dokładała drewniane elementy puzzli z pręcikami i słupkiem, potem zrobiła zamianę i na warsztat trafiły drewnianie płatki, za to dołączyły do nich żywe pręciki. A jeszcze później kolejno łączyła elementy prawdziwego kwiatu i puzzle i zaśmiewała się przy tym, jakby robiła najprzedniejsze dowcipy.

budowa kwiatu kolaż3Ja w tym czasie czytałam na głos wiadomości o kwiatach, zapylaniu, pszczołach, przekwitaniu. W końcu doszłyśmy do cebulek i tu DemOlka odzyskała pełną koncentrację. Niewątpliwie czeka nas kolejna „nasza szkoła” MaTOlkowa związana z sianiem i sadzeniem. Tym razem nie byłyśmy odpowiednio przygotowane (a jednak! muszę się nauczyć wyważać ilość potrzebnych przygotowań w stosunku do przewidzianych prac, bo DemOlki sposób myślenia i łączenia faktów często mnie zaskakuje i dochodzimy nie tu, gdzie przewidywałam).

IMG_5041

Ostatnim etapem zabawy był (nasz pierwszy) lapbook. Zalaminowałyśmy oskubane części kwiatów (mój kolejny błąd – trzeba było przygotować je dzień wcześniej i choć trochę podsuszyć, bo już widać, że laminaty nam zgniją). DemOlka poprosiła mnie o podpisanie poszczególnych części i wkleiła wszystko w starą teczkę. W trakcie wklejania laminatów było widać, jak nagle ogarnęło Ją zmęczenie. Pochowałyśmy pomoce naukowe i poszłyśmy znowu podziwiać nasze świeżo kupione wiosenne rośliny.

IMG_5054

DemOlka skończyła zabawę zaintrygowana, uśmiechnięta, ale też zmęczona. Ja wyszłam z tego z tysiącem przemyśleń jak cienka granica dzieli dobrą zabawę od stricte szkolnej nauki. Muszę uważać na ilośc przygotowań, na dobór książek (zupełnie nie wiem po co część z nich powyciągałam; jak mi wpadło do głowy, że moja pomoc do matury zaciekawi pięciolatkę?!) i na wpychanie się ze swoim w planem z inwencję twórczą Małej.

Kiedy prowadzę zajęcia dla przedszkolaków, zupełnie nie przeszkadza mi, jak dzieci rysują dziwne stwory, który mają im pomóc zapamiętać np. budowę ciała owadów. Tymczasem w domu łapię się co chwila na myślach o poprawieniu tego, co DemOlka robi. Przedziwne zjawisko, zupełnie dla mnie niepojęte. Dlaczego to, co u innych dzieci budzi mój uśmiech i pełne zrozumienie, w moim własnym dziecku powoduje chęć poprawiania. Czyżbym ograniczała Ją, próbując narzucić własny odbiór świata?
Muszę to jeszcze przemyśleć.mały przyrodnik 5

 

Post pisany w ramach projektu Mały Przyrodnik

 

1 Komentarz on rozkładanie tulipanów na części pierwsze

  1. Zainteresowanie i cierpliwość dzieci są nieprzewidywalne (prawie) 😉
    Czasem lepiej coś przerwać (dokończymy jutro), a czasem nie wiadomo kiedy mijają długie chwile.
    Brakiem szybkiego zapamiętywania nie przejmuj się. 5-latka chyba ma prawo nie pamiętać nowych trudnych nazw? 😉

4 Trackbacks & Pingbacks

  1. Wiosenne podglądanie przyrody |
  2. projekty międzyblogowe |
  3. Mały Przyrodnik - nowe zasady, ta sama frajda! - Kreatywnymokiem
  4. Mały Przyrodnik - nowe zasady, ta sama frajda dla rodzin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*