Remont zrobiony ręką Kury domowej

Jestem kurą domową: siedzę z dzieckiem i według wielu nic nie robię. Jak powszechnie wiadomo, kiedy siedzi się w domu z dzieckim, ma się dużo wolnego czasu i jest się po prostu leniem (lenią?!).

Osobiście nie znam żadnej rozleniwionej pani domu, choć wielokrotnie słyszałam opowieści o „takiej jednej, której się pracować nie chce i tylko leży i pachnie/żeruje na mężu/zasłania się dziećmi przed pracą”.
Dzisiejszy post, choć nie dotyczy dzieci sensu stricte, dedykuję wszystkim innym „leniwym” Kurom Domowym na wieloletnich urlopach wychowawczych. :)

przed i po 4

Otóż: poza obowiązkami i przyjemnościami dnia powszedniego, co jakiś czas wymyślam sobie zajęcie „extra”, które najczęściej ma na celu wprowadzenie powiewu świeżości w naszym domu. Ponieważ w ciągu ostatnich 10 lat przeprowadzaliśmy się dosyć regularnie (7 mieszkań w 3 różnych państwach), mam ku temu spore możliwości. IMG_8143

IMG_8148Tym razem wybór padł na trzydziestoletnią łazienkę, nadgryzioną zębem czasu, grzybem i przebrzmiałą modą PRLowskiej glazury „marmurkowej”. Od miesięcy nosiliśmy się z zamiarem wezwania Fachowca, który skuje, wymieni, pomaluje i naprawi. Niestety, miesiące mijały, a z Fachowcem było nam ciagle nie po drodze – a to za drogo, a to za brudno, a to brak możliwości wyłączenia łazienki z użytku na tydzień, a to milion innych wytłumaczeń – zawsze coś stawało na przeszkodzie.

pufasW ten sposób minęło prawie 9 miesięcy od przeprowadzki, a łazienka dalej straszyła i wstyd było gości zapraszać… Tydzień temu nadarzyła się okazja, której nie mogłam przegapić, w postaci możliwości wyłączenia naszej łazienki na tydzień „z obiegu”. Zakasałam rękawy i jak każda szanująca się Kura Domowa przystąpiłam do szorowania… najpierw wyszorowałam szczotą ryżową fugi, potem umyłam glazurę. Potem umyłam ją znowu; i znowu. Potem dotarło do mnie, że szorowanie nie wystarczy i na ten jeden moment uśmiechnęłam się po pomoc do Męża – późną nocą, kiedy dzieci spały już na innym piętrze, Mąż ubrał się w pelerynę, maseczkę, rękawice i potraktował grzyb na suficie i ścianach chlorem.

Jeszcze przez następne 3 dni śmierdziało potwornie, ale już 10 minut wystarczyło, żeby szaro-grzybny sufit pokrył się niczym nieskażoną bielą. Uciekliśmy spać jak najdalej od tego smrodu.

IMG_8144

IMG_8550
Następnego dnia, pomiędzy wydawaniem obiadu, zapewnianiem Córce zabawy i edukacji, a „zwykłym” sprzątaniem, zajmowałam się „wyjątkowym sprzątaniem”, tj. wydłubywałam fugi, na których grzyb się utrzymał, usuwałam stary silikon, a następnie od nowa fugowałam. I znowu szorowałam sufit i ściany, przygotowując je do clou programu. Tak minął mi kolejny, leniwy dzień.

IMG_8538 IMG_8183

 

 

 

 

 

 

Trzeciego dnia przystąpiłam do działania, tj. pomalowałam fugi (co się potem okazało największym błędem), odczekałam kilka godzin, a następnie zrobiłam pierwsze malowanie ścian.

IMG_8552

Kolejne dni zlały mi się w jedność – malowałam, suszyłam, wietrzyłam, poprawiałam, przenosiłam, składałam, przestawiałam i odwiedzałam sklepy typu Leroy czy Castorama w poszukiwaniu odpowiednich lakierów, farb i dodatków (niczego nie znalazłam). W tym czasie po raz drugi poprosiłam o pomoc Męża w składaniu nowych szafek łazienkowych. 

A potem nastąpił dzień, kiedy mogłam zaprosić moją rodzinę do Nowej Łazienki. Ich miny były bezcenne. :)

IMG_8591 IMG_8592

 

 

 

 

 

 

 

a

A

Jestem dumna i blada. Zostało mi jeszcze sporo pracy – muszę oszlifować i polakierować grzejnik, planuję pomalować akrylem starą wannę żeliwną, w kolejce czeka silikon, którego jeszcze nie mogę nałożyć na schnącą farbę do glazury, szukam odpowiedniego koloru lakieru do uchwytu na papier i ręczniki, ale już jest świetnie!

IMG_8615

Remont trwał dokładnie 7 dni. Pomijając koszt nowych szafek, wydałam 240zł (fugi, wałki i pędzle miałam z ostatnich zmian domowych), fizycznie umęczyłam się potwornie, no i zrobiłam kilka błędów. Po pierwsze nie powinnam była malować fug grubym pędzlem (posłuchałam się internetu).

narzędzia

Malowanie welurowym wałkiem w zupełności wystarcza, a ewentualne (naprawdę nieliczne) niedoróbki trzeba potraktować cieniutki pędzlem. Inaczej ma się takie zacieki, jak ja. Trzy warstwy farby nie wystarczyły, żeby zniwelować pędzlowe nierówności.

IMG_8606

IMG_8605Poza tym naprawdę trzeba dać farbie czas na schnięcie (24 godziny między warstwami, 72 do malowaniu, 30 dni do pełnego utwardzenia). W internecie pełno jest porad, że „12h wystarczy”. No, wystarczy po warunkiem, że godzimy się na to, że farba się nie utwardzi. Przy dzieciach nie warto ryzykować. :)

 

A! Zapomniałam o najważniejszym! Okazało się, że jest piekielnie biało i dostałam od rodziny polecenie „dodania koloru”. No, to dodałam. Jako Kura Domowa, która tylko siedzi w domu i nic nie robi, muszę teraz zadbać o swój manicure. :)

FullSizeRender-1

FullSizeRender

IMG_8610

 



Małgorzata Wojnar
– kura domowa, mama Antka i Oli; główna pomysłodawczyni scenariuszy zajęć Szalonych Naukowców; autorka książeczki Przyroda w zagadkach Wydawnictwa Edgard; Członek Stowarzyszenia Montessori bez Granic

1 Komentarz on Remont zrobiony ręką Kury domowej

  1. wszystko super.tylko lakiery do paznokci schowac do lodowki 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*