pierwszy post, pisany na końcu: obudzić wyobraźnię

Jestem Szalonym Naukowcem.

Jestem CzytoCzarodziejką.

Jestem Mamą dwójki dzieci.

Zupełnie niespodziewanie stało się tak, że praca przemieszała mi się z życiem rodzinnym. Nasz dom to prawdziwy poligon doświadczalny: pomoce naukowe zalegają między gliną, farbami i zabawkami dzieci. W pokoju zabaw stoją zlewki, menzurki, papierki lakmusowe i mikroskopy. Zabawy dzieciaków kończą się robieniem doświadczeń, a przygotowywanie nowych tematów warsztatów naukowych do mojej pracy kończy się zabawą z dziećmi i testowaniem czy dziesięcio- i czterolatka wszystko rozumieją. Jeśli cokolwiek wydaje mi się mało ciekawe lub widzę, że „tracę” ich koncentrację – poprawiamy zajęcia do skutku. Dzięki temu wczoraj odbyłam taką rozmowę z moją niespełna czteroletnią córką:

Ona: mamoooo, a wiesz, że słońce świeci, a księżyc odbija?
ja: ojej, a skąd Ty wiesz takie rzeczy?
Ona: po prostu wiem.

No, po prostu wie. A ja wiem skąd Ona wie. Kilka dni temu składaliśmy dla Szalonych Naukowców temat o kosmosie.

Włączamy stoper i sprawdzamy ile każdy eksperyment zajmuje początkującemu przedszkolakowi, a ile doświadczonemu szkolniakowi. Porównujemy do czego dochodzą, jakie wnioski wyciągają. Sprawdzamy ile każde z nich zrozumiało i zapamiętało. Tematy rodzą się w bólach, wśród rozlanej wody, chlapiących barwników, śmierdzących dodatków i brudnej brei na podłodze. Jest chaos, jest zabawa. Jest szalenie naukowo. I to właśnie uwielbiamy. Wyobraźnia się budzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*