Pierwszy krok na nowej drodze

Zgodnie z obietnicą zaczynamy dziś cykl, w którym przedstawię Wam swoje kuchenne hity z zakresu zdrowego odżywiania. Na początek jednak kilka spraw mamy do wyjaśnienia. Po pierwsze, zdrowe odżywianie to nie tylko kwestia doboru odpowiednich produktów i ułożenia jadłospisu. To cały styl życia, cała filozofia nawet. Od razu spieszę wyjaśnić, że nie jestem żadnych nawiedzonym zwolennikiem New Age, nie chodzę w ubraniach ze szczęśliwej bawełny ani nie jestem weganką. W ogóle nie bywam fanatycznie oddana nikomu ani niczemu poza moim mężem i dziećmi. Uwielbiam w życiu czerpać wiedzę z przeróżnych źródeł i wybierać dla siebie to, co mi najbardziej odpowiada. Dlatego też mimo iż jestem tak wielką fanką zdrowej żywności, czasami popełnię grzech i zjem coś zakazanego. Nie biczuję siebie wtedy za to, choć przyznam, że czuję się nieswojo. Jednak perfekcjonizm w zbyt dużych ilościach jest chorobliwy, odpuszczam więc nadmierne wymagania i po prostu cieszę się życiem.  Wybieram z propozycji, jakie przedstawia mi życie. ŚWIADOMIE (to takie moje słowo – klucz, jeszcze nieraz się przekonacie). Sprawdzam, oglądam z każdej strony, smakuję. Nie jestem wegetarianką, bo jadam mięso, choć bardzo rzadko. Czerpię sporo z kultury Wschodu, zwłaszcza indyjskiej. Zdarzyło mi się przez chwilę w przeszłości studiować indologię, a przez całe studia chodziłam na jogę. Wybrałam z tych doświadczeń to, co dla mnie najlepsze, choć w pewnie teraz miałabym problem ze skleceniem sensownego zdania w hindi, a próba wykonania niektórych pozycji jogi mogłaby się zakończyć na ostrym dyżurze ortopedycznym. Wracając jednak do tego, że zdrowe odżywianie to filozofia życiowa. Otóż, moim zdaniem, trzeba umieć kochać siebie, chcieć zapewnić sobie wszystko, co najlepsze, cechować się zdrowym egoizmem. Do tego potrafić ze sobą rozmawiać i słuchać własnego ciała. Poza tym często zdrowe odżywianie idzie w parze z miłością do świata, natury, ludzi. Do tego dochodzi duża samoświadomość oraz świadomość tego, co się wybiera. Staranny dobór produktów, sposób dokonywania zakupów (np. na bazarkach, u rolników, unikanie marketów), to także elementy tego stylu życia.

Dobrze, a teraz do rzeczy. Ja tu gadam i gadam, a Wy czekacie w napięciu na podpowiedzi dotyczące, co macie jeść, żeby się świetnie czuć i jeszcze lepiej wyglądać. Zaczynam więc od pierwszego hitu, który Wam się pewnie już bardzo przejadł, bo od pewnego czasu jest o nim głośnio. Chodzi oczywiście o znaną ludzkości od zamierzchłych czasów Królową Kasz, czyli kaszę jaglaną. Rozczarowani? Niektórzy z Was pewnie tak. Uwierzcie mi, że jeszcze rok temu biadoliłam komentując czyjś wpis na blogu, że kaszy jaglanej nienawidzę i nie dam sobie wmówić, że jest taka wspaniała. Mniej więcej siedem lat temu, moja przyjaciółka powiedziała mi po raz pierwszy o kaszy jaglanej. Lekarka  jej dziecka, starej daty pani pediatra, powiedziała jej wtedy, że jej dzieci nie chorują, bo ona je karmi kaszą jaglaną. Dodała jeszcze, że swoich dzieci nie szczepi. Ja akurat szczepię dzieci i ruchy antyszczepionkowe mnie bardzo denerwują. Mimo iż te siedem lat temu dzieci jeszcze nie miałam, już wtedy zezłościł mnie fakt, że ktoś może nie szczepić dzieci.  Dlatego też kaszę jaglaną wrzuciłam do jednego wora o nazwie: „Bujdy nawiedzonej lekarki” i szybko o niej zapomniałam. A potem znów gdzieś o niej usłyszałam, potem napotkałam na półce w sklepie i postanowiłam w końcu spróbować.  Kiedy powąchałam kaszę po otwarciu opakowania, aż mnie zemdliło. Każdy kto zna zapach kaszy jaglanej, ten wie, że jest to woń kojarząca się z… męskim nasieniem. „Trzeba to szybko ugotować, może zacznie inaczej pachnieć!” – pomyślałam i w popłochu zaczęłam szukać rondla. No i jak myślicie, jak się do tego zabrałam? Po prostu. Wsypałam do rondla, zalałam wodą i ugotowałam. Szybko, bezmyślnie, byle jak. Efekt był, oczywiście, beznadziejny. Kasza była nierówno ugotowana, gorzka i nadal śmierdziała. Zraziłam się do niej na wiele lat.

A teraz? Teraz to inna jakość. Wiem już jak ugotować kaszę jaglaną. Nie nazywają jej Królową Kasz bez powodu. Trzeba ją traktować po królewsku. Powoli. Z szacunkiem. Z godnością. Delikatnie. Przy okazji powiem Wam, że uważam, że pośpiech jest wrogiem gotowania. Kiedy się spieszysz, na pewno coś się nie uda. Albo wyjdzie dużo gorzej niż by mogło, gdyby można było danie wolniej dopieścić. Zanim opowiem Wam jak ja traktuję Królową, wspomnę Wam pokrótce o tym jak jest ona dla człowieka ważna. Uwaga! KASZA JAGLANA MA W SOBIE WSZYSTKO. THE END. Nie żartuję. A połączona z olejem kokosowym to już panaceum na całe zło tego świata. O tym jakie ma pierwiastki, witaminy itd. poczytajcie sobie w internecie. Ja pragnę wspomnieć o jednej ważnej sprawie. Jeśli jesteście chorzy, macie po prostu gluty lejące się do pasa – zjedzcie kaszę jaglaną. Poza tym, że ma ona działanie przeciwwirusowe, to jeszcze po prostu wysusza śluzówkę. Do tego jest lekkostrawna. Odkąd udało mi się przekonać moje dziecko do jedzenia kaszy jaglanej, każde przeziębienie zaczynamy od deseru jaglanego.

Jak ją dobrze przyrządzić? Wiecie pewnie, że należy ją opłukać. Ja zawsze biorę gęste sitko, na które wsypuję odpowiednią ilość kaszy. Wkładam sitko pod bieżącą, zimną wodę i dość długo płuczę kaszę, przerzucając przy tym ziarenka palcami lub łyżką, aby każde było dokładnie opłukane. Można też dodatkowo sparzyć kaszę wrzątkiem, ja jednak tego nie robię. Płukanie w zimnej wodzie w zupełności wystarczy. Potem wsypuję kaszę do garnka.  Do gotowania zazwyczaj używam kaszy z domieszką mleka, najczęściej kokosowego. Nie chodzi jednak o byle jakie mleko kokosowe z puszki, ani o jakiś pseudo napój z popłuczyn kokosa. To musi być porządne mleko kokosowe z kartonu. Może być też inne mleko, ale mnie kokosowe pasuje najbardziej. Zazwyczaj wlewam pół na pół wody i mleka. Zaczynamy gotowanie! Gotujemy na malutkim ogniu, bez przykrycia, tak długo, aż kasza będzie miała pożądaną przez nas konsystencję. Jedni lubią bardziej sypką, inni – w tym ja – kleistą. Każdy musi przekona się sam. Bardzo ważne jest, aby kaszę często mieszać. Musimy zaglądać do garnka, sprawdzać, pytać, czy Jaśnie Wielmożnej Pani czegoś nie potrzeba. Nie bójmy się w trakcie gotowania kosztować, czy już jest dobrze ugotowana. Z takiej kaszy możemy już robić różne wspaniałości.  Oprócz kaszy jaglanej, bardzo polecam płatki jaglane. Jem je codziennie na śniadanie. Mają w sobie całe dobro, jakie ma kasza, ale są w formie płatków, zatem szybciutko się gotują i mają inny smak.  Są jednak cztery razy droższe. Kwestię zakupów i cen obiecuję poruszyć w osobnym artykule. Udowodnię Wam, że nie trzeba być Rockefellerem, żeby zdrowo się odżywiać. Choć oczywiście można.

A teraz konkrety, czyli przepisy. Zacznę od mojego śniadania. Bez niego nie potrafię zacząć dnia. Kiedyś, gdy na śniadanie jadałam białą bułkę z szynką i serem, po niespełna dwóch godzinach byłam znów koszmarnie głodna. Ledwo dojechałam do pracy i już zjadałam kolejną kanapkę, czasami nawet obiad, który miałam przygotowany na później. Wieczny niedobór, wieczny niedosyt, wieczne ssanie w żołądku. Po płatkach jaglanych jestem najedzona przez bite trzy godziny, a nawet więcej. Nie odczuwam przykrych objawów takich jak spadek cukru czy osłabienie z głodu.

Składniki na moje sycące śniadanie:

– szklanka roślinnego mleka (lub pół szklanki wody i pół szklanki mleka jeśli jest tłuste i gęste)

– 5 łyżek płatków jaglanych

– syrop z agawy (ilość wedle uznania) lub syrop klonowy lub syrop daktylowy

– pół łyżeczki oleju kokosowego wysokiej jakości, tłoczonego na zimno, nierafinowanego

– 1 łyżeczka pasty tahini (jeśli lubicie, ja uwielbiam)

– feeria świeżych i/lub suszonych owoców i bakalii – co lubicie, to wrzucacie. U mnie królują ekologiczne morele (te o ciemnej barwie, suszone na słońcu) oraz migdały.

Sposób przygotowania:

Zagotowujemy na małym ogniu mleko (lub wodę z mlekiem). Na gotujący się płyn wsypujemy pięć łyżek płatków jaglanych. Gotujemy tak długo aż mieszanka zgęstnieje. Gorące płatki przelewamy na talerz lub do miski. Wlewamy substancję słodzącą , dodajemy olej kokosowy i tahini, na wierzch sypiemy bakalie i/lub dodajemy świeże owoce. Moim faworytem wśród świeżych owoców jest sharon (kaki). Teraz niestety nie można nigdzie dostać dobrego, dojrzałego i soczystego sharona, więc zadowalam się jabłkami i gruszkami. Wszystko mieszamy i zajadamy. Ważne jest, aby jeść tę uroczą paciajkę na gorąco. Na zimno jest nieco mniej urocza, choć mnie i tak smakuje. W identyczny sposób można sporządzić i spożyć kaszę jaglaną, tylko będzie wszystko dłużej trwało.

Kolejny przepis, który Wam polecam, to tarta jaglana wg Marty Dymek z Jadłonomii (o Jadłonomii i Marcie napiszę pewnie osobny pean). Trafiłam na nią, gdy kupiłam kilogram pysznych daktyli i zapragnęłam zrobić deser na daktylowym spodzie. Można ją szybko przyrządzić i udekorować dowolnymi owocami. Raczej nie dotrwa do następnego dnia, bo zostanie zjedzona przez domowników.

A oto moja ostatnia tarta:

A na koniec wspomniany już przeze mnie deser jaglany, który bardzo smakuje mojemu Synkowi . Należy ugotować kaszę jaglaną na mleku aż będzie kleista i gęsta. Ugotowaną kaszę miksujemy z bananem i – jeśli nie jesteście na diecie bezmlecznej – z twarogiem. Proporcje nie mają większego znaczenia – po prostu przyrządzając potrawę próbujmy czy jest wystarczająco gęsta i słodka. Można ją, oczywiście, dosłodzić syropem z agawy/klonowym/daktylowym.

Smakowało? Przekonani? Chcecie więcej? Już teraz zapraszam Was na kolejną przygodę, podczas której zapoznam Was bliżej z olejem kokosowym i opowiem jak zrobić pyszne naleśniki bez użycia mąki pszennej.

foto_MKMagda  Kaźmierczak. Rocznik 1983. Matka dwojga, żona pewnego  Jednego Jedynego, doświadczony człowiek, wulkan energii. Psycholożka z zawodu, z zamiłowania pisarka i społecznica. Muzykuje, tańczy, medytuje i kocha zdrowy styl życia. Lubi dzielić się wiedzą, pomagać innym, łączyć ludzi ze sobą i patrzeć na ich rozwój. Nigdy się nie nudzi i z entuzjazmem patrzy w przyszłość. Po latach prowadzenia swojego bloga (Nietylkomama.pl) postanowiła pójść dalej.
Gdzie ją porwie, to się jeszcze okaże.

 

2 Comments on Pierwszy krok na nowej drodze

  1. Zrobilam sie glodna! Jutro na obiad bedzie!
    dobrze ze kasze jaglana mozna dostac bez glutenu:*
    Ja zas polecam krupnik na kaszy jaglanej:*

    • Smacznego! Kasza jaglana jest idealna dla bezglutenowców, bo sama w sobie nie zawiera w ogóle glutenu. Krupnik na kaszy jaglanej tez brzmi dobrze:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*