Pachnące igloo i ciastolinopodobna masa plastyczna

Nie cierpię ciastoliny. Nic na to nie poradzę. Próbowałam wielokrotnie, za każdym razem przekonując sama siebię, że jestem uprzedzona, czepiam się, a dzieciom się spodoba. I faktycznie: podoba się przez pół godziny, a następne pół godziny jest jęk, że coś nie wychodzi, że dłonie swędzą, że kolory się pomieszały, albo po prostu, że już się znudziła, a wredna matka zarządza sprzątanie, zamiast pozwolić na porzucenie masy na pastwę wyschnięcia (bądź, że wredna matka nie zarządziła na czas sprzątania i masa wyschła). Próbowaliśmy różnych kolorów, różnych firm i tysiąca przyborów wspomagających zabawę. I nic.

Aż w końcu dotarło do mnie, że się „rozpuściliśmy” masami plastycznymi, które sami przygotowujemy. Możemy je w dowolnym momencie zrobić, zmieszać, zmienić kolory, a w najgorszym razie – wyrzucić do śmieci od od razu zrobić sobie nową (o innej konstystencji, strukturze, kolorze lub zapachu).

Jedną z naszych ulubionych w ostatnim czasie jest masa z pianki do golenia. Okazała się niezwykle miła w dotyku, delikatna i elastyczna (dobrze jest tylko zakupić piasnkę o delikatnym zapachu, bo inaczej po godzinie zabawy w pokoju zaczyna się robić dusząco).

Potrzebne:

  • mąka ziemniaczana
  • pianka do golenia
  • woda
  • miska
  • ew. barwniki

Wykonanie:

Wyciskamy piankę (ok. 3/4 opakowania). Dosypujemy mąkę (ok. 0,5kg). Kiedy masa jest już dobrze wymieszana, dolewamy barwnik, a następnie dolewamy po trochu wody (istotna jest kolejnośc dodawanai ostatnich dwóch składników). W pierwszym momencie masa jest bardzo klejąca i okropnie brudzi. Jeśli za bardzo się klei – dosypujemy mąki, jeśli jest zbyt suche – dodajemy wody. Należy dodawać małe ilości wody i każdorazowo dobrze mieszać (najwygodniej rękami).

Masa jest bardzo elastyczna, ale tylko pod warunkiem, że dokładnie dobierzemy proporcje składników. Zbyt duża ilość wody powoduje, że masa bardzo klei się do rąk; zbyt mało wody powoduje kruszenie ulepionych elementów.

Dla dziesięciolatka najciekawszy był sam moment dobierania odpowiednich proporcji. Chyba po raz pierwszy Tolek odkrył, że nawet przy robieniu masy plastycznej istotna jest dokładność.

DemOlka bawiła się przez kilka kolejnych dni. Raz było to tylko lepienie kulek, innym razem powstawały zwierzątka, aż w końcu stanęło igloo i to ono okazało się strzałem w dziesiątkę. Natychmiast zostało zasiedlone przez Muminka, zmarznięte koty i ludziki wszelkiej maści.

Niestety, jest jeden szczegół, o którym należy pamiętać: zrobioną masę można przetrzymywać kilka dni w szczelnie zamkniętym pojemniku. Jeśli zostawimy ją na stole na noc, rano zastaniemy skruszałe pobojowisko. To odkrycie nie podobało się nikomu. DemOlka obraziła się, że ktoś Jej zepsuł igloo, Tolek już wcześniej zrezygnował z zabawy, a mama nie była bardzo zachywycona jak zobaczyła, jaki pył unosi się z resztek placu zabaw przy szybszym poruszeniu ręką.

 

Dobra wiadomość jest taka, że powtały proszek można od nowa wymieszać z wodą i zacząć kolejną zabawę.

Małgorzata Wojnar

 

 

 

1 Komentarz

1 Trackback / Pingback

  1. Wszędzie dobrze, ale z mamą najlepiej | Glam Girl and more

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*