Mam celiakię i nie siedzę w domu!!

IMG_7300Walentynki, weekend „niedziela z mamą, niedziela z tatą”… dla wielu okazje do wspólnego spotkania się przy stole z rodziną i/lub przyjaciółmi…

Od kiedy w naszym domu zagościły alergie pokarmowe DemOlki, nagle okazało się, że te wyczekane, wspólne obiady to może być spory problem. Nie każda ciocia chce zrozumieć, że „pyszny, ciepły rosołek” może jednak zaszkodzić. Nie każda babcia przyjmuje do wiadomości, że kotlet z buraczkami może spowodować natychmiastowe pogorszenie stanu zdrowia. Mało kto rozumie, że „świeża, zdrowa marchewka” może jednak taka zdrowa nie być i nie zawsze mały alergik chce zrozumieć, że nie może zjeść słodyczy, które właśnie zostały mu wręczone.

Dziś o swoich przeżyciach związanych z oswajaniem celiakii napisała Irmina, mama Eryki z Glam Girl and More. Bo jedna strona medalu, to przyspieszone kuchenne nauki domowe: co można, czego nie można (ale mamusiu!! nie mogę ciasteczka?! Tylko jedno!!!), czym zastąpić mąkę (naleśniki nie chcą się kleić!!), w czym może czaić się gluten (kto by pomyślał, że śmietana może szkodzić?!)… Ale jest też druga strona tego medalu. To wychodzenie z domu, proszone obiady, przyjęcia dziecięce. I – jak się okazuje – obawa rodziny i przyjaciół co zrobić, żeby celiakom nie zaszkodzić…
Co z osobami postronnymi, które muszą ugościć celiaka np. w domu? Do niedawna w ogóle o nich nie myślałam. To my – chorzy jesteśmy poszkodowani, reszta świata musi się do nas dostosować. Hm…czy na pewno? Sklepy spożywcze, kina i restauracje – byłoby miło! Ale czy przyjaciele, rodzina, dalsi znajomi też mają obowiązek? Oczywiście, że nie! To ich super dobra wola, że chcąc ugościć celiaka, zainteresują się dietą, dopytają o listę bezpiecznych produktów, przygotują danie wspólne dla wszystkich czy postawią bezglutenowe chrupki, ciasteczka, które osoby na diecie mogą zjeść. To jest ich życzliwość i to należy bardzo doceniać.
Zapraszamy do lektury!

 

by GLAM GIRL AND MORE

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*