Lodowe zabawy

PhotoCollage Share File (1)
Fala pierwszych mrozów za nami, ale według prognoz pogody już za kilka dni zacznie się prawdziwa, lodowata zima. Dlatego już dziś proponujemy kilka mroźnych zabaw, żebyście zdążyli się odpowiednio przygotować.

  1. ROZSADZANIE SŁOIKA – na początek coś oczywistego: (nalewamy wodę, zakręcamy, mrozimy, słoik – oczywiście – pęka). Niby jasna sprawa, ale u dzieci wzbudza prawdziwą ciekawość świata. Dlaczego tak się stało? Gdzie jest woda? I czy na pewno słoik nie był wadliwy? 😉
    A
  2. NADMUCHIWANIE BALONÓW NA MROZIE – (nadmuchujemy balon, chwilę trzymamy ściśnięty, zakręcony ustnik – nie trzeba go zawiązywać; „lepimy bałwany” z balonów) – zabawa, która zachwyciła pięciolatkę, ale i dziesięciolatka zaintrygowała. Im mroźniej, tym zabawa dłużej trwa.A
  3. BŁOTEM NA LODZIE PISANE – mieszkamy niedaleko rzeki. Kiedy dotarliśmy tam przy -16st. C. i krążyliśmy przy samym brzegu, nagle lód się rozstąpił i prosto na nasze buty wyszło błotko idealne. Chwyciliśmy za patyki i zaczęliśmy pisać błotem po lodzie. Wciągnęli się duzi i mali i gdyby nie było tak piekielnie zimno, to powstałaby Panorama Racławicka. A tak – zostawiliśmy ślad po sobie i czmychnęliśmy do ciepłego domu. Okazuje się, że pisanie błotkiem po lodzie to niezła zabawa, a przy okazji ćwiczenie rąk. I nikt tego nie kojarzy z nudnymi szlaczkami.A
  4. ZAMROŻONY KWIAT, czyli zabawa stara jak Świat. Albo nie jak Świat, tylko jak nasz prywatny, rodzinny Dziadek: bierzemy wiaderko, nalewamy wody, wkładamy do środka do góry nogami kwiat; czekamy aż zamarznie, wyjmujemy, stawiamy sobie na tarasie dla ozdoby. Tyle, ile będzie trzymał mróz, tyle za oknem będziemy widzieć kwiat w pełnym rozkwicie.
    A
  5. LODOWATE WYKOPALISKA – jak dzieci zasną, cichaczem zakradamy się do pokoju, wybieramy różne małe zabawki i wrzucamy do wiaderka pełnego wody, które następnie wynosimy na noc na dwór. Rano z miną odkrywcy przynosimy wiaderko, wyjmujemy zamrożoną bryłę pełną ukrytych skarbów i stawiamy przed dziećmi na tacy/misce. Pięciolatce początkowo podsunęłam kubeczki z zimna i ciepłą wodą, pipetę (płynne operowanie pipetą to naprawdę duże wyzwanie dla przedszkolaków) oraz solniczkę. Wspólnie testowałyśmy co się będzie działo i razem dochodziłyśmy do wniosków jak temperatura wody wpływa na topnienie lodu i co właściwie może zrobić sól. Przy okazji zmysł dotyku pracował na najwyższym poziomie – było zimno, ciepło, ślisko i mokro. Kiedy zobaczyłam pierwsze oznaki zniecierpliwienia u DemOlki wycofałam się, zostawiając Ją samą na polu bitwy. Po pierwszych nieśmiałych próbach skruszenia lodu tym, co przygotowałam, w ruch poszły dodatkowo wszystkie przybory kuchenne z najbliższej szuflady, tj. noże, otwieracz do konserw, do wina, śrubokręt, itd., itp. Momentami DemOlka traciła cierpliwość, wtedy robiła sobie przerwę i szła się bawić do swojego pokoju. Po odpoczynku wracała i ze zdwojoną siłą ruszała do ataku. Im mniejsze dziecko, tym „cieplejszy lód” proponujemy zaserwować. Świeżo przyniesiony z minus kilkunastu stopni był wyzwaniem nawet dla dziesięciolatka. Po dwóch godzinach DemOlka pazurami dostała się do ostatnich wykopalisk. To jest też bardzo fajna zabawa na upały, o ile tylko mamy odpowiednio dużą zamrażarkę w domu.
    A

  6. Oczywiście, przy okazji śniegu i zimy warto pobawić się w tropienie śladów na śniegu. O ile dla kilkulatka samo znalezienie i nazwanie tego, co widzi, jest zabawą, o tyle zainteresowanie dziesięciolatka jest już trudniejsze. Zaczęliśmy od przeglądania tropów zwierząt w domu i wyszukiwania różnic budowy ciała różnych gatunków ptaków. Dość szybko na spacerze okazało się, że Tolek ma lepszą pamięć niż starsze pokolenie i zdecydowanie większą wiedzę ornitologiczną. W ten sposób doszliśmy do wniosku, że to, co miało być zajęciem dla dziesięciolatka, stało się wyzwaniem dla rodziców. Polecamy sprawdzenie swoich sił!A
  7. KOLOROWE KULE LODOWE – (do balona nalewamy odrobinę barwnika, następnie zakładamy balon na kran, pod spód podstawiamy miskę, napełniamy balon zimną wodą, na końcu – mocno zaciskając wylot – zawiązujemy balon; wystawiamy balon na mróz i czekamy aż zamarznie; z zamarzniętego balona zrywamy balon i mamy kolorowe kule).


    Do zabawy potrzebne jest minimum -5 st. C (inaczej strasznie długo trzeba czekać na efekty). Im zimniej, tym dla kul lepiej. Ponieważ cierpliwość nie jest naszą mocną stroną, to jeden z balonów zerwaliśmy zbyt szybko. Okazało się, że mamy zamarzniętą powierzchnię, a w środku wodę. Woda się wylała, lodowa otoczka została. I tak powstała prawdziwa lodowa jaskinia.









  8. Na końcu mroźnych zabaw nie mogło zabraknąć… lodów. I tu do pracy można zaprosić dzieci, ale ja wolałam zrobić zupełną niespodziankę: jak już ustaliliśmy kiedy zamarza woda, dlaczego potrafi ona wtedy stłuc słoik i co zrobić, żeby wróciła do postaci cieczy, to po prostu musieliśmy sprawdzić gdzie w domu czai się mróz… A tam czekała moja niespodzianka, tj. zmiksowane bardzo dojrzałe mango, zamrożone w formie lodów na patykach. Aż szkoda, że nie nagrałam okrzyków radości!

Miłej zabawy i smacznego!

 

 

Małgorzata Wojnar – mama Antka i Oli; główna pomysłodawczyni scenariuszy zajęć Szalonych Naukowców; autorka książeczki Przyroda w zagadkach Wydawnictwa Edgard.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*