czarowanie przez czytanie – pies z ulicy Bałamutów i dwuletnia Lili

Kasia Marczak i malutka Lili znowu w akcji, serdecznie zapraszam!

Zanim opowiem o listopadowej książce, chcę podzielić się z Wami takim przemyśleniem: Lilusi bardzo spodobało się naśladowanie bohaterów z książek. W zasadzie zabawy „na podstawie” przeczytanej/opowiedzianej książki to już u nas codzienność. Przoduje w tym seria o Misi – dziewczynce prowadzącej własną klinikę weterynaryjną w domku zbudowanym na lipie przez jej dziadka.

Lili ochoczo naśladuje Misię, leczy pluszowe zwierzątka, buduje klinikę z Lego, robi opatrunki z plastrów całej rodzinie ????. Lili uwielbia się porównywać także do Lotty (Astrid Lindgren), Basi (Nocnik nad nocnikami) i dziewczynki walczącej z samodzielnym ubraniem się (Sweter włóż i już). Listopadowa lektura „Psa z ulicy Bałamutów” najbardziej sprawdziła się podczas zwykłych spacerów, kiedy mówiłam do Lili np. „Pamiętasz jak pies biegał po chodniku i wszystkich przewracał?”, a Lili trzymając pluszowego pieska odpowiadała „Nie wono piesku biegac po choniku” albo „Uwazaj piesku, tu jadą auta”.

Pokusiłam się także o zorganizowanie ulicy w pokoju, przygotowałam prowizoryczne światła (czerwone i zielone). Lili wykazała zainteresowanie, ale przyznam szczerze, że nigdy nie powtórzyła tej zabawy. Chyba wyczuła, że było to mało spontaniczne i bardziej „zorganizowane” przeze mnie, aby coś jej pokazać, czegoś „nauczyć”. I całe szczęście ???? Spodobała jej się za to prosta praca plastyczna – ulica, którą razem wykonywałyśmy: połączenie rysowania, wyklejania i oczywiście używania zabawek.

Podsumowując: bardzo nas projekt wciągnął i zaczął żyć własnym życiem, z niecierpliwością czekamy na grudniowe, świąteczne inspiracje czytankowe ????

Kasia Marczak i Lili

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*