kryształomania i matczyna nauka

Tolek od zawsze lubił kamienie. Widział co mu się podoba, widział co chce z nimi zrobić. Ja mogłam tylko stać z boku i milcząco akceptować Jego wybory. Minęło prawie 10 lat od kiedy pieczołowicie wydłubywał paluszkiem ten jeden, jedyny, wymarzony kawałeczek żwirku spośród milionów innych. Miłość do „kamieni” ewoluowała. Dziś zbieramy skały i minerały, oglądamy kamienie szlachetne… i staramy się hodować kryształy. Wychodzi różnie, a nauki czerpiemy oboje – każde z nas skupia się na czym innym.

TYDZIEŃ PIERWSZY

Opowiedziałam Tolkowi co i jak zrobić. Wziął sól, wodę, Jego pomysłem było dodanie nieco barwnika spożywczego, dla lepszego efektu. Wodę lekko podgrzał, dosypał trochę soli, wlał do słoika, na wierzchu położył patyk z zawiązanym kawałkiem nitki.


Nie chciał przyjąć do wiadomości, że podgrzał nieco za mało, że dosypał niewielką ilość soli, że nitka nie sprzyja tworzeniu się kryształów. Spieszył się, złościł, że matka pakuje się w Jego eksperyment ze swoimi radami, a na hasło „roztwór nienasycony” popatrzył na mnie jak na wariatkę i tylko prychnął.
Czekał jeden dzień, drugi, potem tydzień, sprawdzał codziennie… nie doczekał się. Woda pozostała wodą, a mokra nitka mokrą nitką.

IMG_0122

TYDZIEŃ DRUGI

Tym razem Tolek wybrał moment pełnej nudy domowej. Nigdzie się nie spieszył, nic Go nie goniło. Samo mieszanie było rozrywką, więc podgrzewał, dosypywał i mieszał pieczołowicie, dopóki się nie upewnił, że zrobił już roztwór nasycony (sam w między czasie sprawdził o co chodzi z tym nasyceniem). Tym razem nie doczytał tylko, że czas parowania wpływa na okazałość kryształów, a ja -nauczona wcześniejszym doświadczeniem – niczego nie podpowiadałam. Postawił słoik z wełną na oknie i po dwóch dniach o nim zapomniał.

IMG_0131

 

Kiedy po tygodniu Tolek przypomniał sobie o słoiku i zajrzał na parapet, czekała go solidna niespodzianka. – po pierwsze: wyhodował kryształy
– po drugie: z zielonego barwnika powstały żółte kryształy
– po trzecie: odkrył, że niepilnowane kryształy „hodują się” nieco ponad oczekiwania – urosły nie tylko na wełnie, ale także na wewnętrznych ściankach słoika, zewnętrznych ściankach słoika, na parapecie, ścianie i zasłonie… niestety, winowajca nie był pewny jak matka zareaguje na naścienną hodowlę i starł większość zanim zdążyłam zrobić zdjęcia. Nie wiedział, że matka zaglądała codziennie i z zapartym tchem obserwowała hodowlę, która wyrwała się spod kontroli. I naprawdę BARDZO TRUDNO było mi milczeć i nie zacząć znowu radzić. 😉

Mimo tych drobnych wpadek został osiągnięty zadowalający efekt, tj. dopatrzyliśmy się kryształów na wełnie. Planujemy poczekać na nieco chłodniejsze dni i spróbować po raz trzeci, przy temperaturze gwarantującej wolniejsze parowanie (i po kolejnej dawce lektury o kryształach).

IMG_0710

Odnoszę wrażenie, że ten eksperyment dał więcej mi, niż Tolkowi. Przypomniałam sobie starą, dobrą prawdę, która na żywo okazuje się niesłychanie trudna do zastosowania: naucz się, babo, milczeć i daj dziecku popełniać błędy. Znacznie więcej zapamięta i zrozumie, jeśli zrobi po swojemu i mu się nie uda, niż jeśli dzięki moim cennym radom i wskazówkom przejdzie przez wszystkie trudności bez potknięć.

A co wyniósł Tolek? Spodobały mu się prywatne kryształy, na dobre utkwiło mu w pamięci czym jest roztwór nasycony i nienasycony i twierdzi, że kolejnego długotrwałego eksperymentu będzie bardziej pilnował… czas pokaże.

 

 

Na wszelki wypadek podaję przepis na kryształy, choć pewnie jest wszystkim znany:

  1. podgrzewamy szklankę wody,
  2. dodajemy sól,
  3. robimy roztwór nasycony (tj. dodajemy ją do momentu, kiedy więcej już nie może się rozpuścić),
  4. przelewamy roztwór do słoika
  5. na wierzchu kładziemy patyk z przywiązanym kawałkiem wełny (im bardziej włochata, tym lepsza)
  6. wełnę zanurzamy w roztworze
  7. całość można przykryć gazą dla spowolnienia procesu
  8. czekamy
  9. zachwycamy się

Post powstał w ramach  projektu:piątki z eksperymentami

4 Comments on kryształomania i matczyna nauka

  1. super że bawicie się z nami! Kryształy są super!

  2. Jestem już leciwa, a nie sądziłam że takie cuda można tworzyć! zapisuję sobie i czekam aż młody podrośnie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*