krowa i exlibris

Dawno, dawno temu – chyba jeszcze przed narodzinami DemOlki – kupiłam glinę. Jak zwykle, miałam milion pomysłów pt. „czego to my z Tolkiem nie zrobimy” i jak to często bywało, moje wyobrażenia przegrały z rzeczywistością. Glina została starannie spakowana i zapomniana. I na tym opowieść by się skończyła gdyby nie fakt, że Tolek jest moim nieodrodnym synem i cierpi na zbieractwo tzw. przydasiów, tj. uważa, że wszystko może się jeszcze przydać i żal wyrzucać.

exlibris

Ciężko walczyć z cechą dziecka, którą codziennie widzi się u siebie. Tak więc twarda jak kamień glina leżakowała sobie w garderobie i czekała na zmiłowanie. Nieoczekiwanie, zmiłowanie nadeszło w trakcie ferii zimowych. Śniegu nie było (za to deszczu było pod dostatkiem), dzieci nudziły się jak mopsy (wychodzę z założenia, że ponudzić się też czasem trzeba), a mi powoli kończyły się wszystkie przygotowane niespodzianki. I tak dzieci wpadły na zapomnianą, starą glinę. Ku mojemu lekkiemu przerażeniu starsza latorośl postanowiła glinę namoczyć, „żeby chociaż się nią pobrudzić”. A że brudzenie rąk to coś, co DemOlki lubią najbardziej, tandem DemOlki i TOlka szybko przeszedł do czynów. Było kąpanie gliny, smarowanie rak, zeskrobywanie z siebie glinianego błota nożem, a na końcu okazało się, że nawet bardzo wiekowa, kupna glina ożywa pod wpływem wody, ugniatania i chęci dziecięcych.

Ale najbardziej zdziwiona byłam dopiero wtedy, kiedy dzieci zaprezentowały mi swoje dzieła. DemOlka ulepiła krowę (prawy, górny róg na zdjęciu), natomiast Tolek zrobił… exlibris. Okazało się, że zadziałały najprawdziwsze czytoczary i pomysł pochodził z niedawno czytanej książki.

Tak Tolek skutecznie udowodnił matce-niedowiarkowi, że a) dzieci wiedzą lepiej, b) dzieci mają dziką wyobraźnią i najważniejszym zadaniem rodzica jest nietłumienie jej.

 

post powstał na potrzeby serwisu czytoczary.pl

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. gliniane (czyto)czary – projekt: dziecko na warsztat |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*