kierat matki

Wyszłam dziś sama na spacer. Drugi raz w tym roku. Chyba drugi raz w ostatniej pięciolatce. Przypadkiem zawędrowałam do parku. Zachwycałam się starszym panem karmiącym kaczki, biegającymi wiewiórkami, opadającymi liśćmi, kółkami rozchodzącymi się na wodzie. Czułam jak odpoczywają mi oczy i uszy, jak gubię pęd huczącego miasta, jak zielono-złocistość pomaga głowie.

IMG_5253 IMG_5254 IMG_5264 IMG_5271 IMG_5276 IMG_5279

Zaczęłam studia. Raz na 2-3 tygodnie mam zjazdy. Mam wtedy swój, bezrodzinny czas. I po części dzięki temu dociera do mnie, jak bardzo zamknęłam się przez ostatnie lata w domu. Cierpię niemal fizycznie, jeśli w trakcie wykładów nie mam stałego dopływu SMSów od rodziny z informacjami co robią, jak się czują, jak się bawią.

IMG_5292

 

Siedząc dziś w parku czułam to samo: z jednej strony – cisza i spokój, których tak bardzo potrzebowałam; z drugiej co chwila łapałam się na myślach, że kaczki spodobałyby się DemOlce, że Tolek chętnie by pobiegł w chaszcze, że chętnie nakarmiliby wiewiórki. Zachwycałam się przyrodą i jednocześnie żałowałam, że oni tego nie widzą.

Ot, psychiczny kierat matki.

IMG_5291IMG_5290

IMG_5270

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*