Kalendarze Adwentowe

Ponieważ grudzień się zbliża wielkimi krokami, a przygotowanie kalendarzy adwentowych zajmuje trochę czasu, już dziś na łamach Czytoczarów prezentujemy artykuł z pomysłami kalendarzowymi Kasi Nowackiej z Domu z Kamienia.
Pamiętam z dzieciństwa pudełko czekoladek z 24 okienkami. Zwykle dostawaliśmy je na gwiazdkę. Jestem z pokolenia lat 70-tych, a w tamtych czasach takie rarytasy „rzucano” do sklepu tylko na święta. Kalendarze adwentowe – choć wtedy nawet nie wiedziałam, że tak się nazywają – swojej roli oczywiście nie spełniały, ale radość z otwierania okienek i moment oczekiwania – jakiż to kształt tym razem nam się trafi – były bezcenne.
Kiedy dorosłam, postanowilam sobie, że kiedy już sama będę mamą, postaram się, by czas oczekiwania na Boże Narodzenie był tak barwny, jak same święta. A przecież nic lepiej nie odmierza przedgwiazdkowego mijania dni, jak właśnie adwentowy kalendarz. Oczywiście mogłam iść na łatwiznę i kupić moim dzieciom po pudełku czekoladek, które sama jako mała dziewczynka uwielbiałam albo zdać się na wersję luksusową i zainwestować w lego. Jednak zawsze uważałam, że w byciu mamą nie powinno być miejsca na „łatwiznę”, a poza tym… ja naprawdę lubię wyzwania, dłubanie, malowanie, szycie, kreowanie czegoś z niczego.
Mój pierwszy własnoręcznie wykonany kalendarz adwentowy nie był nadzywczajny, ale był mój. Z arkusza zielonego brystolu wyciełam choinkę i podkleiłam kawałkami kartonu, by go wzmocnić. Choinka była dość duża, miała około metr wysokości. Na niej przykleiłam bombki z kolorowego papieru, podczepiając pod każdą z nich po dwa cukierki. Na bombkach, zaczynając od dołu drzewka wpisałam numery od 1 do 24, przy czym data wigilii była już na gwiazdce, na czubku choinki.
W następnym roku podeszłam do tematu bardziej przygotowana, a projekt nowego kalendarza obmyśliłam już wcześniej. 24 rolki od papieru toaletowego okleiłam ozdobnym papierem, takim w jaki pakujemy gwiazdkowe prezenty. Rolki połączyłam ze sobą sznurkami, w taki sposób, że utworzyły coś na kształt pasa na naboje. Na każdej rolce przykleiłam numerek, a wśrodku upchnęłam niespodziankę zawiniętą w bibułę jak cukierek. Wśród niespodzianek znalazły się słodkości, orzechy, migdały i figurki lego. Kalendarz był bardzo efektowny, mogłam być s siebie dumna!
Następny rok, to był czas wielu zmian i przede wszystki nasza przeprowadzka do Toskanii. I choć rodzina na każdym niemal polu przeżywała prawdziwą rewolucję, to pewne rzeczy musiały być takie jak zawsze. Do nich należało też wykonanie kalendarza adwentowego. Tym razem przyniosłam z lasu suchą gałąź, pomalowalam na biało i zaczepiłam na niej zrobione z papieru bombki i paczuszki z dwudziestoma czterema niespodziankami. Po raz pierwszy pomyślałam też, że dzieci nie muszą każdego dnia znajdować słodkości i innch gadżetów, może rozsądniej byłoby dodać też zadania do wykonania? Pomysł był trafiony! I choć kalendarz z gałęzi do najpiękniejszych nie należał, to jednak stał się nader aktywnym odliczaniem do Bożego Narodzenia.
Jestem chomikiem, lubię wszystko to co zostało wykonane ręcznie. Pamiętam wciąż moją choinkę z dzieciństwa, która udekorowana była pająkami i baletnicami, wykonanymi przez moją babcię i ciocię, które zmarły jeszcze przed moimi narodzinami. Te przedmioty były dla mnie jak relikwie. Pomyślalam więc, że byłoby wspaniale, nie tylko dać dzieciom radość na 24 dni, ale też zostawić coś dla wnuków. Oczami wyobrażni widziałam inne dzieci wyciągające drobiazgi z mojego lnianego kalendarza. Projekt był prosty, tylko wykonanie nieco trudniejsze, bardziej pracochłonne, wymagające czasu i cierpliwości. Uszyłam 24 lniane woreczki. Każdy z nich wyhaftowałam świątecznym motywem i kolejnym numerem. Woreczki przyczepilam do sznurka ozdobionego gałązkami. Łancuch ten rozwiesiłam wzdłuż całej ściany w salonie. W środku poza klasycznymi niespodziankami jak słodycze, orzeczy i figurki lego, znalazły się znów zadania do wykonania. Na przykład: dwa długopisy i polecenie wypisania kartek z życzeniami do rodziny i przyjaciół.
Jak zawsze pod numerem 24 było coś innego. Ukryłam tam liścik, który mój syn wzruszony zachował sobie na wieczną pamiątkę:
„Wigilia. To już ostatni woreczek, który mozolnie haftowalam ostatniego dnia listopada. Dziś bez słodyczy, bo dobroci będziecie jeść wieczorem. Teraz życzę Wam zdrowia i szczęścia,  bo to jest w życiu najważniejsze. Kocham Was bardziej niż możecie to sobie wyobrazić. Wesołych Świąt! Buon Natale!”
pomysłodawca, wykonawca, autor i fotograf:
Kasia Nowacka, Dom z kamienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*