jak powstała nazwa CZYTOCZARY

Pół roku temu wrzuciliśmy naszego siedmioletniego syna na głęboką wodę: poszedł do szkoły, gdzie niemiecki i angielski swobodnie się przeplatają. Tolek umiał spytać po angielsku o wc, powiedzieć, że coś Go boli i że chce zadzwonić do mamy; po niemiecku – ani słowa. Od razu został objęty indywidualnym tokiem nauczania. Zaczął się czas intensywnej nauki rozumienia, czytania, mówienia, potem – pisania i opowiadania. Po trzech miesiącach Tolek w miarę swobodnie mówił po angielsku, po pięciu miesiącach zaczął posługiwać się prostymi zwrotami także w niemieckim. Jakimś cudem nie opuścił się w tym czasie z przedmiotów typu matematyka czy przyroda.

tło FB

W tym czasie język polski leżał odłogiem. Po pierwsze nauka trzech języków jednocześnie byłaby przesadą, po drugie zwyczajnie brakowało na to doby. Nawet rodzinne czytanie książek było skupione na szkolnych lekturach, przy których Tolek potrzebował pomocy. Nagle okazało się, że pojęcia typu „komórka”, „dodawanie w słupkach” czy „dzielnik” Tolek zna tylko po angielsku, że nie chce czytać po polsku, bo po angielsku idzie Mu szybciej, a poza tym ma stały dostęp do nowych książek w szkolnej bibliotece. Klops. Kiedy zdenerwowane dziecko wykrzyczało mi w trakcie zaganiania do polskiej książki, że „nie chce czytać po polsku, bo to trudniejsze, a poza tym i tak ten język do niczego Mu się nie przydaje”, to zrozumiałam, że za moment coś bezpowrotnie przegapimy. Wiedzieliśmy, że nastąpi taki moment, ale spodziewaliśmy się go znacznie później.

Postanowiłam powrócić do wieczornego czytania dzieciom polskich książek do snu. Tu spotkała mnie kolejna ponura niespodzianka: Tolek nie chciał! Zaparł się rękami i nogami, że nie, nie chce, nie potrzebuje. Ze wszystkich sił starał się udowodnić mi, że nie rozumie zbyt wielu słów. Spróbowaliśmy z książką „Klara, proszę tego nie czytać”, ale bagnet, trauma i Opychy (nazwa własna) doprowadziły Tolka na granicę płaczu. Kilka kolejnych prób też spaliło na panewce.

W końcu – powinno mi być wstyd, ale nie jest – pomogło przekupstwo: jedna kostka czekolady za wysłuchanie jednego rozdziału pewnej książki. Z ogromnym oporem Tolek przystał na ten barter. Przez pierwsze strony siedział obrażony, przy następnych nieco przysunął się do mnie, żeby lepiej słyszeć i widzieć (nieliczne) obrazki. Jak zobaczył, że kończy się ostatnia strona rozdziału – zaczął prosić o następny, a ja siedziałam zadziwiona i zastanawiałam się co się właściwie stało… Czy to czary? Czyto-czary? Czytoczary?

CzytoCzarująca Małgosia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*