jak powstają kolory

Wszystko zaczęło się w trakcie malarskiego szału, jaki ogarnął DemOlkę kilka dni temu. Zniknęła w swoim pokoju, tam szalała z pędzlem w dłoni, po czym przyszła do mnie nieszczęśliwa, że nie ma różowego, a przecież bez różowego nie ma żadnej zabawy!! Bez żadnych tłumaczeń wycisnęłam czerwoną oraz białą farbę i poprosiłam o pomoc w mieszaniu. Jak 5 sekund później zobaczyłam minę DemOlki, poczułam się połączenie superbohaterki, Copperfielda i najbardziej nieprzewidywalnego naukowca. Stworzyłam RÓŻOWY!

 

Są takie momenty, kiedy z całą siłą uderza mnie fakt, że to, co dla mnie oczywiste i znane „od zawsze”, dla DemOlki jest odkryciem na miarę  nowej planety. I tak nieśmiało zaczął mi kiełkować pomysł na piątek z eksperymentami, a kiedy dziś rano zobaczyłam u Karolowej Mamy na blogu tęczę poczułam, że to właśnie to „brakujące ogniwo”, którego nam wcześniej brakowało. Obejrzałyśmy razem tęczowe zabawy szlauchem, a potem same zabrałyśmy się do roboty.


Przygotowałam wodę, szklanki, farby w trzech kolorach, pipetę i kartkę z odrysowanymi szklankami (to ostatnie było ważne, bo w szale naukowcym DemOlce wszystko zaczęło się mylić i dzięki temu nie pogubiła się do końca). Nauczona doświadczeniem starałam się jak najmniej mówić, żeby nie psuć Małej radości odkrycia.


Pierwszym poważnym zadaniem DemOlki było nalanie mniej więcej tyle samo wody do wszystkich szklanek. Do trzech z nich dodałyśmy żółtą, niebieską i czerwoną farbę; wszystko dokładnie wymieszałyśmy. Drugim zadaniem, które przyniosło nieco trudności, była obsługa pipety.


Za każdym razem mieszała zawartość dwóch szklanek, przelewając pipetami kolorowe wody do środkowej, pustej szklanki. W ten sposób – eureka! – powstał kolor zielony, pomarańczowy i fioletowy (w połowie mieszania zorientowałam się, że szklanki stoją w złej kolejności i wychodzi nam pomieszana tęcza; na zdjęciach widać, kiedy dokonałyśmy poprawek, przyglądając się doświadczeniu Karolowej mamy). W pewnym momencie zza chmury wyszło słońce i zaświeciło nam prosto w szklanki. Oświetliło nowopowstałe kolory i DemOlka wyraźnie zaczęła się zastanawiać CZY TO CZARY?!

 

DemOlka przyniosła sobie tackę i z radością zaczęła mieszać wszystko z wszystkim. I tu wkradł się chaos. Zorientowałam się, że ja zapomniałam podsunąć w odpowiednim momencie kredki, a Ona nie zapamiętała, które kolory były pierwsze i nie wiedziała skąd wzięła poszczególne szklanki. Choć zabawa była przednia, to zależało mi, żebyśmy miały jeszcze dodatkowo punkt wyjścia do rozmów o barwach. 

IMG_3580

Przystopowałam Ją na moment i posiłkowałam się kredkami. Potrzebna nam była „ściągawka” żeby pociągnąć temat w przyszłym tygodniu. Wspólnie wybrałyśmy początkowe kolory (posiłkując się leżącymi obok tubkami farb), jeszcze raz ustawiłyśmy szklanki na kółkach i kredkami DemOlka zaznaczyła co i jak mieszała i co z tego wyszło.

 

A potem szaleństwu mieszalniczemu nie było końca. DemOlka przerzuciła się na łyżeczkę, bo eksperymenty pipetowe szło za wolno. Dodawała, dolewała, odlewała, aż cały stół zaczął tonąć. Kiedy woda była już jednolito bura, zlałyśmy ją do szklanego naczynia.

 

Otrzymana burość bardzo mnie ucieszyła. Bo przecież czeka na nas jeszcze projekt spoza tęczy i szarość czeka na osobną odsłonę. :)

 

Post powstał w ramach  projektu

2 Comments on jak powstają kolory

  1. Fajne kolorki.
    Picasso nawet by nie wybrzydzał.
    Uprzejmie donoszę, ze i u nas kolorki zagościły :-)

  2. Cudowne eksperymentowanie!

4 Trackbacks & Pingbacks

  1. projekty międzyblogowe |
  2. szary vs. kolorowy świat DemOlki |
  3. szary vs. kolorowy świat DemOlki |
  4. czarny piątek czyli chromatografia bibułowa |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*