Jak oswoić strach czyli książki szpitalne

IMG_7913

DemOlka cierpi na przewlekłą, nieuleczalną chorobę. Pobyty szpitalne są częścią naszego życia. Nie dziwią, rzadko zaskakują, już prawie nie burzą domowego trybu życia. Mimo tego, że przywykłyśmy, to wcale nie znaczy, że przestałyśmy się bać. Czasem bardziej boi się DemOlka – jak czeka Ją zakładanie wenflonu, pobieranie krwi czy nieprzyjemne badania; czasem ja – kiedy DemOlka ma mieć narkozę, inwazyjny zabieg, albo „groźne” badanie.
Każda z nas oswaja strachy po swojemu.

Jedno pomaga nam obu: czytanie. Mnie wciągają „dorosłe” książki i na chwilę zapominam o tym, co nas otacza. DemOlce pomagają książeczki dziecięce o szpitalach, lekarzach, ratownikach medycznych oraz chorych ludziach i zwierzątkach, którym pomaga doktor. I nie chodzi o książeczki w stylu „ja ciebie wyleczę, powiedział Miś” Janoscha, bo tam ujęcie jest zbyt abstrakcyjne. Potrzebne są takie lektury, w których wyraźnie widać kroplówki, pobieranie krwi, aparaturę do prześwietleń oraz personel medyczny: ludzi w maskach, którzy czekają na sali operacyjnej, pielęgniarki w białych uniformach i lekarzy, z dyndającymi stetoskopami na szyjach. IMG_7910Studiujemy rysunki po dwadzieścia razy dziennie każdego dnia hospitalizacji. Każdy dzień zaczynamy od obowiązkowego czytania, a wieczorem czytam póki zmęczone, pięcioletnie oczy nie zamkną się zmorzone snem.

Seria o Zuzi wydawnictwa Media Rodzina idealnie wpisuje się w nasze potrzeby. Rysunki są akurat takie, jakie potrzebujemy: na tyle realistyczne, żeby można było wszystko zobaczyć, na tyle dziecięce, żeby nie przestraszyły.

Poniższy obrazek spowodował spore zaskoczenie u pięcioletniej weteranki szpitalnej, bo przez chwilę myślała, że kroplówka może być czasem podłączana do zdalnie sterowanego auta! Po momencie zastanowienia stwierdziła, że w ręku chłopca jest chyba przycisk do przywoływania personelu medycznego i dopiero wspólnie wytropiłyśmy istnienie dwóch niezależnych przewodów na łóżku. To DemOlkę uspokoiło. Wyraźnie poczuła się dobrze ze świadomością, że jest w stanie odróżnić to, co ma prawo bytu, od połączeń nierealnych. Ot, mała rzecz, a w szpitalu cieszy.

IMG_7909

Szczyt szczęścia spotkał nas przy lekturze „Zuzi w szpitalu”. Okazało się, że na jednej ze stron pojawia się czarnowłosa Ola!! DemOlka poczuła się jak główna bohaterka wydarzeń i tego dnia każdy wchodzący do sali lekarz musiał obowiązkowo spojrzeć na książkę i porównać to z kartą chorobową, wiszącą na łóżku mojej Córki.

IMG_7912

Dorosły człowiek, nawet jeśli jest bardzo, bardzo zaangażowanym rodzicem, chyba nie do końca zdaje sobie sprawę ile strachu szpital budzi w małym człowieku. Niby to wiem, niby nie opuszczam Córki ani na krok – jestem z Nią w trakcie wszystkich badań, testów i zabiegów. Stoję obok, kiedy zasypia i czekam koło łóżka, kiedy budzi się przy narkozie. Niby wszystko widzę, tłumaczę, opowiadam… ale dopiero przy czytaniu nowych książek odkrywam, jak wiele strachów siedzi cały czas ukrytych pod naszym szpitalnym łóżkiem. Pytania padają z szybkością karabinu maszynowego i wydaje mi się, że sama możliwość ich wypowiedzenia na głos jest już pierwszym krokiem do oswojenia sytuacji.

IMG_7907„Franklin idzie do szpitala” jest dobry na początek. Coś pokazuje, trochę wyjaśnia, ale cały czas pozostaje w świecie bajkowym. Co bardzo ważne – są w nim narysowane elektrody i jest wytłumaczenie do czego służą.

 

IMG_7911

 

 

„Zuzia w szpitalu” to kolejny stopień wtajemniczenia. Pojawiają się ludzie. Bardzo żałuję, że nie przeczytałyśmy tej książeczki przed jednym z zabiegów. DemOlka okropnie przestraszyła się stada ludzi w maskach, wiszących rurek i kamer. Wcale Jej się nie dziwię, bo i ja poczułam się wtedy nieswojo. Byłoby nam łatwiej, jakbyśmy dokładnie przestudiowały powyższy rysunek i wiedziały co nas czeka.

W naszym domu książka jest dobra na wszytko. Sztuką jest dobranie odpowiednich tytułów, z odpowiednią grafiką i w odpowiednim wydaniu. Choć nikomu nie życzymy zdrowotnych przebojów, proponujemy mieć choć jedną z tych książeczek w domu „na wszelki wypadek”. Kosztuje niewiele, miejsca zajmuje malutko, a darowuje bardzo dużo spokoju ducha, który w szpitalu jest na wagę złota.

IMG_7908

Na koniec przestrzegam przed jedną pozycją, tj. „Fach, że ach!” Wydawnictwa Bajka. Choć książka sama w sobie jest świetna i wciąga każdego poszukiwacza szczegółów, to ja musiałam ją czym prędzej schować. Nie jestem pewna co przeszkodziło: komiksowa forma, rodzaj kreski czy nadmiar informacji. Któryś z tych czynników spowodował, że szpital nagle wydał się straszny i DemOlkowe oczy zaczęły się szklić. Zastanawiam się czy pięciolatek obejmuje swoim umysłem fakt, że w szpitalu te wszystkie rzeczy dzieją się równocześnie? Może DemOlce wydaje się, że w danym momencie dzieje się tylko to, co nas dotyczy i przeraził Ją fakt równoczesnych zabiegów, operacji, przyjmowania do szpitala i wychodzenia zeń? A może dla dzieci szpitalnych ważna jest historia, opowieść o innych chorujących, a nie jedynie suche przedstawienie faktów? Nie mam pojęcia i nie miałam możliwości sprawdzenia tego. Sympatyczna i intrygująca książka leży schowana i czeka na swoją kolej. A my dalej oswajamy nasze szpitalne strachy.

fach, że ach!

Post powstał w ramach projektuPrint

 

7 Comments on Jak oswoić strach czyli książki szpitalne

  1. A znacie Maję z księżyca? Podobna tematyka. Wyjątkowe ujęcie. Niezwykłe ilustracje. Polecamy :) (nie mam w zwyczaju linkowania do swojego bloga u innych ale tym razem sobie pozwolę, bo Maja jest naprawdę niezwykła – http://www.cudowneipozyteczne.pl/2016/01/maja-z-ksiezyca-i-dzien-dziadka.html)

    • Nie znamy. Książka faktycznie przepiękna. Ale przeczytałam link i chyba się boję… nie chciałabym, żeby moja Córka tak odebrała swoją historię. To nie jest Jej historia. Sprawdzę jeszcze. Może i u nas trafi do szafy.

  2. Życzę dużo zdrowia Twojej córeczce. A co do książek, to bardzo fajne pozycję, nie miałyśmy do czynienia z żadną z wymienionych serii. Do nadrobienia w przyszłości :-)

  3. Serię Mądrą Mysz mamy już w większej części i powoli dokupujemy pozostałe tomy. Ostatnio Tusiek zażądał Zuzia idzie do dentysty, bo opowiadałam mu o tym, że się tam wybieramy i to jest jego sposób na oswojenie tematu. Takie książki naprawdę pomagają, chociaż nam dorosłym może się to wydawać oczywiste.

  4. Ważny temat poruszyłaś, jak ktoś potrzebuje, to znajdzie tutaj odpowiednio dobrany zestaw. Stworzony z Waszego doświadczenia i przeżyć. Życzę Córeczce dużo dobrego zdrówka!!
    A Mai z księżyca nie polecam, to jest książka o odchodzeniu i jest bardzo smutna.

2 Trackbacks & Pingbacks

  1. Przygody z książką 4 / Blogi w projekcie | Dzika Jabłoń
  2. projekty międzyblogowe |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*