gra Capital od Granny

Są gry łatwiejsze i trudniejsze. Są takie, które zachwycają od razu i takie, które trzeba przetrawić. A są takie, które podobają nam się najbardziej wtedy, kiedy wymyślamy dla nich swoje własne zastosowanie. Tak było z grą Capital.

Miewacie tak, że rzucacie się na jakąś grę z zachwytem, a w miarę grania mina Wam rzednie? Nam się ostatnio zdarzyło.
Wzięliśmy na warsztat przepięknie wydany Capital firmy Granna. Na pierwszy rzut oka bardzo nam się podobało, na drugi też. No i ta wartość edukacyjna….
…żeby zwielokrotnić wrażenia, zaprosiliśmy pół klasy nastoletniego Tolka do domu.

P1000772

Urządziliśmy domowy konwent gier planszowych: rozłożyliśmy gry, przeczytaliśmy wszystkie instrukcje, odbyliśmy gry próbne, żebym w trakcie spotkania mogła wszystko wyjaśniać i służyć pomocą. Nastolatki są niesłychanie krytyczne, więc stresik był spory – musiało być przygotowane na tip-top. W końcu nastała godzina zero.

 

Goście zaczęli się schodzić, ruszyły rozgrywki. Jedna gra, druga, piąta, ósma – atmosfera świetna, dzieciaki szybko wciągnęły się w planszówkową atmosferę i nawet telefony leżały porzucone. Rumieńce pojawiły się na twarzach, udało nam się osiągnąć to, na czym nam najbardziej zależało – to znaczy w różnych częściach pokoju toczyły się różne rozgrywki w różne gry. Okrzyki radości wygrywających mieszały się z wyciem pełnym zawodu tych, którzy okazali się zbyt powolni (speed cups), za mało spostrzegawczy (hexx) zbyt mało domyślni (dixit) czy za słabo kłamali (sałatka z karaluchami). Kiedy pierwsze emocje opadły, przyszła pora na Capital. Zdawaliśmy sobie sprawę, ze to będzie dłuższa rozgrywka, spokojniejsza, wymagająca namysłu, a nie szybkości. Dzieciaki były chętne i bardzo pozytywnie nastawione…

 

I wtedy nastąpiła kompletna porażka! My już znaliśmy zasady gry, ale i tak musieliśmy je odczytać współgraczom, a potem – wielokrotnie wspomagać się doczytywaniem w czasie gry. Żmudne okazało się liczenie punktów czy wyszukiwanie dozwolonych połączeń części miasta. Nasi goście próbowali dzielnie grać w Capital przez półtorej godziny i jak jeden mąż zdecydowali, że nigdy więcej. Nawet przez moment wydawało się, że załapali, że im się spodoba, pojawiły się głosy, że trzeba się skupić nad instrukcją i potem będzie fajnie… Po czym przy trzeciej epoce uznali, że to jest niestrawne. I, niestety, na końcu byłam im już skłonna przyznać rację. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że to była najnudniejsza i najbardziej skomplikowana gra ze wszystkich, które zaproponowaliśmy.

IMG_6788

Pisałam już źle o różnych grach i nie miałam z tym problemu.Tym razem miałam ogromny kłopot.
Kiedy zaczęłam narzekać na Capital ktoś mi powiedział „to nie masz problemu, masz po prostu słabą grę”. Poczułam w sobie mocny sprzeciw: na początku Capital mnie naprawdę zachwycił – jest świetnie wykonany, ma bardzo ciekawe opisy Warszawy, jest niezwykle estetyczny… i tylko grało (nam) się w nią słabo. Dlatego musiały minąć długie tygodnie, zanim zebrałam myśli i wypróbowałam grę na wszystkie możliwe sposoby i – w końcu – wyciągnęłam wnioski.

A o to i one:

  • Capital jest rewelacyjnie zrobiony – choć akurat w naszym pudełku zdarzyła się połamana Syrenka – to naprawdę z przyjemnością można oglądać każdy element gry i się nim zachwycać – od pudełka począwszy, przez znaczniki, tafelki i na instrukcji kończąc.

     

  • Capital to niezły przewodnik po Warszawie. Znacie to uczucie, kiedy odkrywacie, że w książce akcja dzieje się w dzielnicy, w której mieszkacie? Tego samego typu emocje widziałam na twarzach grających dzieciaków. Mimo zniechęcenia wynikającego ze skomplikowanych reguł było widać, że mają sporą przyjemność, kiedy na tafelkach z gry odnaleźli park, w którym się spotykają czy muzeum, które razem zwiedzali. Dla warszawiaków jest to niewątpliwa dodatkowa przyjemność. Ale nawet (nastoletni) warszawiak nieźle znający swoje miasto na 100% dowie się z tej gry nowych faktów o stolicy.

     

  • Capital można używać jako pomoc naukową – i właśnie to jest zastosowanie, które u nas na razie najbardziej się przydaje. Tym razem nie Tolek, ale DemOlka bawi się tafelkami, porównuje je z dziecięcymi mapami i książkami, wyszukuje wszystkie możliwe rysunki i zdjęcia Kolumny Zygmunta, starych regałów z biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, które stanowią element fasady BUWu (i przede wszystkim – są różowe!!!) i po prostu się bawi. I muszę przyznać, że i mnie taka właśnie zabawa coraz bardziej się podoba – trochę zdjęć, trochę komiksowych rysunków, trochę poważnych szkiców, a miasto samo się poznaje coraz lepiej i lepiej… dla byłych emigrantów to nie lada gratka. Tęskniłam za Warszawą przez kilka lat i chyba już zawsze będę się tu zachwycać każdym budynkiem. Bo to „moje miasto, a w nim….”

     

  • Capital to nie jest gra imprezowa. Tj. myślę, że nią nie jest, bo nigdy nie byłam na dorosłej imprezie z planszówkami. Z całą pewnością nie jest to gra na energiczne spotkanie wielu nastolatków, bo gra „nie nadąża” za ich emocjami: za wolno, zbyt nudno, zbyt mało energicznie. Nie i już. Wyciągnięcie Capitalu na naszym konwencie było jednym z nielicznych momentów, kiedy to elektronika okazała się ciekawsza. 😉
    IMG_6800

 

  • Zrobiliśmy ogromny błąd nie dając wiary zapisowi „Granna expert” – to rzeczywiście JEST gra dla ekspertów planszówkowych. My do nich nie należymy – „za wysokie progi na nasze nogi”.
    IMG_8456

Po tej grze wiemy już na 100%, że długie, skomplikowane instrukcje są nie dla nas. Wolimy zwarte zasady gry, szybką rozgrywkę i gwałtowne emocje. Mam podejrzenie, że Capital może być kapitalną grą dla nieco starszych nastolatków (u nas średnia wieku wynosiła 12 lat) i dorosłych.My na razie pozostajemy przy rozgrywkach w speed cups i karaluchową sałatkę.
Na tyle starcza nam rodzinnej cierpliwości. Jest głośno, śmiesznie i energicznie. I to najbardziej lubimy. A gry typu Capital polecamy ekspertom.

A o co chodzi w grze? O budowanie miasta, oczywiście – tak, żeby zdobyć jak najwięcej punktów, czyli nie budując fabryk koło budynków mieszkalnych, pamiętając o dzielnicach handlowych koło kamienic i planując parki w obrębie miasta (i nie ma mowy o wycinaniu drzew!!). Ale o tym można poczytać tutu a tu jeszcze pooglądać i posłuchać.

Wpis powstał w ramach projektu 

3 Comments on gra Capital od Granny

  1. Bardzo cenię sobie takie recenzje!
    Nie dlatego, że krytyczna (choć mało takich w sieci),
    ale dlatego, że szczera
    oraz dlatego, że widać, że chciałaś dobrze, że się starałaś, ale po prostu „miałaś słabą grę”.
    To znaczy dla Was – nie-ekspertów gra okazała się słaba.
    Ja będę jej bronić – testowałam z córką (byłyśmy zachwycone),
    córka testowała z koleżankami-nastolatkami (grały sobie spokojnie, nie narzekały).
    Dodam, że córka ma 12 lat (tzn. tyle miałam w chwili testowania gry).
    Ale – jak wiadomo – z gustami się nie dyskutuje,
    więc może to nie „gra była słaba”,
    tylko po prostu nie jest w Waszym guście 😉
    Mnie rozczarowało to, że jednak mało tam Warszawy. To może być dowolne miasto, a zabytki warszawskie jeszcze nie czynią z tego Warszawy ;-p
    Pozdrawiam :-)

    • Fakt, my się zachwyciliśmy zdjęciami Wa-wy, ale zupełnie nie pomyślałam, że poza obrazkami brak tego osadzenia.
      Tak czy siak – same tafelki będą w użyciu. Jako gra – raczej nie.
      Dzięki za docenienie recenzji. Starałam się jak najuczciwiej napisać, że to był zły wybór, a nie zła gra. :)

  2. Super, muszę ją wypróbować!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*