figuraki z naszej paki; projekt: matematyka jest πękna

Już wielokrotnie pisałam, że projekt matematyka jest πękna jest dla mnie najtrudniejszy dlatego, że z matematyką zawsze miałam pod górkę. O ile pomysły na naukę czytania, pisania, podejścia do sztuki czy eksperymenty przychodzą mi do głowy stadami, o tyle zabawy z królową nauk w roli głównej rodzą się w bólach i najlepsze, co mogę zrobić, to jak najszybciej przekazać pałeczkę DemOlce, nie przekazując Jej jednocześnie mojej niechęci matematycznej. Tak było o tym razem.

Zadany temat to figuraki z naszej paki czyli geometria figur płaskich.

Zaczęłam od uszycia filcowego tanagramu. Wszystkim figurom naszyłam rzepy z obu stron (każda strona figury jest innego koloru). Po pierwsze chciałam nieco utrudnić DemOlce zadanie, po drugie zależało mi, żeby odkryła, że niektóre kształty może odwracać i przekręcać dowolnie i nic się nie zmieni, inne może poruszać tylko w jednej płaszczyźnie, a przy niektórych „klockach” każde przełożenie natychmiast spowoduje zmianę.

IMG_6876IMG_6878W trakcie szycia nieco nie doceniłam mojej świeżo upieczonej sześciolatki i wyszło zbyt łatwe. Niedługo czeka mnie szycie nowych kształtów.

Ponieważ święty Mikołaj przyniósł DemOlce w prezencie komplet podręczników zerówkowych (tak, ucieszyła się!!) i właśnie zapoznajemy się ze świeżutkim pakietem książek, przy następnej zabawie posiłkowałyśmy się wypychanymi, kartonowymi kółkami, prostokątami i trójkątami. Rozłożyłam na ziemi całe dobro i poprosiłam Małą, żeby ułożyła jakiś obrazek. Spodziewałam się kilkuczęściowych rakiet czy żaglówek, które chwilę wcześniej DemOlka kolorowała i tu po raz pierwszy lekko opadła mi szczęka, bo zawitał do nas… króliczek z marchewką w ręku.

2017.01.01

Kiedy Pan Króliczek zjadł już wszystkie pozostałe kształty, wysypałam obok kolorowe patyczki. Niczego nie mówiłam, o nic nie prosiłam. DemOlka zastanawiała się tylko chwilę.

2017.01.02

Zaczęły powstawać strzały, rakiety, domy, płotki, a żeby było łatwiej i równiej Mała sama wyciągnęła z szafki ramki kształtów.

PhotoCollage Share File

Kiedy wszystkie patyczki zostały zużyte, DemOlka przyniosła kartki i zaczęła odrysowywać kształty, a przy okazji ćwiczyłyśmy język. Okazuje się, że „trójkąt” jest niezwykle trudny do wymówienia.

2017.01.03Po nazwaniu wszystkich kształtów i zapoznaniu z trapezami, poprosiłam DemOlkę o narysowanie dowolnego rysunku przy użyciu ramek kształtów. Dałabym sobie głowę uciąć, że wyrosną kolejne domy, ale niezbadana jest wyobraźnia mojej Córki. Po paru minutach pokazała mi co wymyśliła i dokładnie opowiedziała:

2017.01.04To jest Straszny Pan. Oczy ma z prostokątów, źrenice są okrągłe, brwi narysowała używając ramek kwadratu, owal przydał się przy rzęsach, a trójkąt przy rysowaniu zębów oraz… aparatu na zęby. Straszny Pan z pięknym aparatem zawisł u DemOlki na ścianie i został przyjacielem dnia.

2017.01.05Zabawa trwała prawie dwie godziny. Pokój wyglądał jak pobojowisko, a DemOlka uznała, że „miała dziś szczęśliwy dzień”. Przy okazji solidnie nadgryzła temat figur płaskich i potrenowała motorykę małą, ale zupełnie tego nie zauważyła. Dla Niej była to przede wszystkim zabawa, a dla mnie – ogromna przyjemność. To małe-wielkie radości edukacji domowej.

Mała spędziła w życiu mniej niż miesiąc w przedszkolu i nie zanosi się, żeby z najbliższych latach miała znowu styczność z jakąkolwiek placówką oświatową. Każdego dnia z zapartych tchem obserwujemy jak się rozwija, zapamiętuje nowe słowa, poznaje nowe tematy. Mimo, że spędzamy razem prawie 100% czasu, potrafi mnie zaskoczyć opowieściami o wpływie ruchu Ziemi na rytm dobowy, monologami o różnych gęstościach cieczy czy opowieściami o życiu Vincenta van Gogha. Gdyby chodziła do przedszkola – byłabym pewna, że ktoś Ją tam tego uczy. Ale nie chodzi. Wszystkie te informacje wychwytuje z (nielicznych) bajek telewizyjnych, Tolkowych opowieści o szkole, naszych zabaw i rozmów z Babcią. A ja już milion razy łapałam się na myśli, że André Stern ma rację – dzieci są jak gąbka. Pochłaniają wiedzę w sposób zupełnie niekontrolowany, nieograniczony i najlepsze, co możemy robić, to im w tym nie przeszkadzać i nie rozgraniczać ZABAWY i NAUKI. Zabawa jest najlepszą nauką, jaką możemy zafundować dzieciom i nie chodzi mi tu o fundowanie w znaczeniu materialnym, o kupowanie dziesiątek zabawek, tylko o święty spokój w trakcie ich najważniejszego zajęcia – zabawy. Dzięki temu – być może – wpuszczą nas do niesamowitego świata swojej wyobraźni i pokażą to, co bezpowrotnie gubimy w trakcie dorastania i dopasowywania się do obowiązujących nas norm i reguł. Naprawdę warto nie przeszkadzać.

Post powstał w ramach projektu 

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. Figuraki z naszej paki - zestawienie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*