dzień dziecka i napięcie powierzchniowe

Mam problem. Nie umiem się bawić dla samej zabawy. Żebym nie wiem jak się starała, to zawsze mi się gdzieś nauka wkręca bokiem i nie daje się wypchnąć. I dziś tak było znowu – dzień dziecka, DemOlka oczekująca, występuję ze starannie przygotowanym prezentem w postaci zestawu do baniek mydlanych.

Idziemy do ogródka, zachwycamy się wiatrem, który sam nam tworzy kolorowe kule. Dziecko się cieszy, beztrosko biega po trawie, a u mnie w głowie matka-wariatka zaczyna:
– a wiesz dlaczego powstają bańki mydlane?
– a gdzie jest powietrze?
– a jak dmuchamy?
– a jak działają płuca?
– a co to jest napięcie powierzchniowe?

I tu biedne dziecko wykazuje cień zainteresowania tym napięciem i pyta co to? I już płynę na fali: opowieść o „płaszczu wody” sama się toczy – a co to jest ten płaszcz, a po co, w czym nam pomaga przy tworzeniu baniek, itd., itp… Na szczęście DemOlka przywykła do tego rodzaju szaleństwa swojej matki i tak samo zgrabnie umie te opowieści włączyć, jak i wyłączyć. I tak w pół mojego słowa odbiegła łapać kolejny podmuch wiatru… a napięcie powierzchniowe? Pobiegło razem z nią. Mam nadzieję, że za jakiś czas znowu się spotkają.

IMG_9726

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*