dzieci i śrubki

Ponieważ w domu trwa wieczny remont, wszędzie poniewierają się śrubki, nakrętki, nakładki, farby, gipsy, gwoździki i niezwykle interesujące narzędzia. Chodzę i zbieram je, odkładam na miejsce, a one same od nowa rozprzestrzeniają się po domu. Syzyfowa praca.

thumb_IMG_8561

Zostawiłam na chwilę dzieci same. Okazuje się, że zostawiłam je ze śrubkami. Najpierw powstał pies – miał kadłubek z rolki po papierze toaletowym, łapy i szyję ze śrub, a głowę ze sklejonego taśmą papieru do rysowania. Nie zdążyłam nawet zrobić zdjęcia, a już pies rozczłonkował się i śrubki zamieniły się w kręgle, starannie ustawione w odmierzonych odstępach (okazało się, że pięcioletnie ręce muszą się naprawdę postarać, żeby niczego przypadkiem nie potrącić). Znalazły się i kulki – w starym domu można znaleźć wszystko, wystarczy tylko odpowiednio długo szukać. Każdy przechodzący (zabawa, oczywiście, wykwitła na środku salonu) był mierzony morderczym wzrokiem, bo ruszające się deski podłogowe niespodziewanie wywracały śrubki i co i raz przechylały na czyjąś korzyść szale zwycięstwa.


Liczba kręgli była starannie wyliczona, ustawione były w równiutki trójkąt. Ot, zwykła zabawa.
Tak właśnie DemOlka uczy się liczyć, tak poznaje kształty, ćwiczy dłoń. Serwuje Jej tę naukę starszy brat. Żadne nie ma świadomości, że ta zabawa uczy. A ja trwam w niemym zachwycie. 

thumb_IMG_8565

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*