FERDYNAND i jego WSPANIAŁY czyli jak wyrobić gust literacki

ferdynand wspaniałyTaką kiedyś przeprowadziłam rozmowę z moją Przyjaciółką. Ponieważ jest dla mnie bardzo ważna (i Przyjaciółka, i rozmowa), to postanowiłam sobie zachować ten zapis na stare lata. 

MW: czytałaś z chłopakami Ferdynanda Wspaniałego?
KN: Tomek czytał, miał jako lekturę i byliśmy w teatrze na sztuce.
MW: no i jak?
KN: bardzo im się podobało! Im – bo mnie mniej. A Tolkowi?
MW: my właśnie skończyliśmy i Tolek zachwycony. Momentami jest śmiesznie dla mnie – jak jest np. fragment o wagach ulicznych, to Tolek nie wiedział o co chodzi. Ale poza tym był zachwycony: uprzejmością, językiem, manierami – zdziwiło mnie, że ośmiolatek zauważył tę różnicę w stosunku do bardziej aktualnych lektur.
KN: Tak, taka pełna galanterii ta książeczka. Pod tym względem ją lubię – ma moc wychowawczą
MW: A ja miałam dziwne uczucie – jako dziecko miałam słuchowisko Ferdynand Wspaniały  i jak czytałam teraz Tolkowi, to nagle w głowie zaczynało mi się odtwarzać to stare, z głosami sprzed prawie 30 lat. Naśladowały mi się same tamte intonacje, dźwięki – jakbym była tubą tylko… a dlaczego Tobie Ferdynand się nie podobał?
KN
: nie jest tak, że mi się nie podobał “bo nie”. Od zawsze, odkąd pamiętam, nie lubiłam książek/filmów ze zwierzętami w roli głównej. Nie lubiłam to mało powiedziane, żadne tam Lassie wróć, Biały kieł – odrzucało mnie. Jedynym, absolutnie jedynym wyjątkiem jest O psie który jeździł koleją. To była pierwsza książka, która wzruszyła mnie do łez! Autentycznie płakałam!
MW: Czyli “jedyne”, co Ci w Ferdynandzie przeszkadza, to to, że jest psem?
KN: Jakkolwiek głupio to zabrzmi – chyba tak!
MW: a język Ci się podobał? te wszystkie “uprzejmie panu dziekuję”, “witam szanownego pana”, itd.?
KN: Bardzo! Urzekający! To jest to czego w obecnej kulturze/literaturze brakuje!
MW: własnie to chciałam napisać, że niezłe zderzenie z językiem “baśnioboru” odkryliśmy (przy czym nam sie Baśniobór podoba i jest tu tylko symbolem pewnego rodzaju języka w literaturze).
KN: Teraz w mowie potocznej mamy: spadaj, głupek, itd. – już mi nawet do głowy nie przychodzi co jeszcze. To nie znaczy, że jestem jakimś ortodoksem, jednak wszystko trzeba odpowiednio wyważyć. Baśniobór z różnych względów wcale mnie do siebie nie przekonał.
MW: a ja się nawet na wyważanie nie zgadzam! Wystarczającą ilość wulgaryzmów i języka potocznego mam na ulicy, w bajkach. Chciałabym, żeby chociaż literatura została “czysta”, żeby dzieciaki skądś miały szansę poznać pojęcie “języka literackiego”.
KN: No niby tak, ale np. język daleki od elegancji mamy np. w Kuba i Buba czy w Klara. Proszę tego nie czytać!  i bardzo nam się podobało, płakaliśmy ze śmiechu. Tam są takie uproszczenia, rodzinne powiedzonka, u nas – są mile widziane.
MW: Jasne, ale czym innym jest rodzinne powiedzonko czy utarty zwrot, czym innym jest “robienie sobie jaj” i odzywanie się “kretynie” czy “idioto” to natrętnego kuzyna.
KN: Nie rozumiem lektur typu Koszmarny Karolek, nie mieści się to w moim pojęciu obcowania z literaturą i nie chciałabym by moi chłopcy się tym zachwycali. Myślę, że złotym środkiem będzie podsuwanie i mądre wybieranie tytułów. Jeśli nawet przeczyta tego znienawidzonego przeze mnie Karolka, to niech potem w ramach równowagi poczyta Małego Księcia, Dzieci z Bullerbyn czy Ferdynanda Wspaniałego. Na początek trzeba zarazić czytaniem – a potem wyrabiać odpowiedni gust literacki!
MW: To też prawda – nie uchronię Tolka przed Koszmarnymi Karolkami i innymi tego typu, może nawet dobrze, że nie uchronię, bo przecież – jak same pisałyśmy – na ulicy czy w szkole łatwiej usłyszeć taki język, niż ten literacki. Niech sie uczy z tym obcować, ale nie zachwycać. Co nie zmienia faktu, że będę próbowała zarazić dzieci piękną polszczyzną i “starą” literaturą. Jak już ją poznają i uznają, że wolą co innego – to trudno. A na razie – póki mam choć trochę szansy wpłynięcia na decyzję dotycząca wyboru książki – podsuwam to, co pamiętam ze swojego dzieciństwa. DemOlce Brzechwa czy Tuwim na razie zupełnie wystarczają, choć powoli sama zaczyna sięgać po trochę co innego (ale o tym napiszę osobno), Tolek dobiera sobie do “mojego” Brzechwy jeszcze proszki pierdzioszki i inne takie.
KN: Proszki Pierdzioszki są super! Ale może o tym porozmawiamy następnym razem…
MW: ok., czyli wniosek na dziś: najpierw zaraźmy czytaniem, potem delikatnie pomóżmy wyrobić gust literacki. I nie możemy zapomnieć, że gust naszego dziecka może się bardzo różnić od naszego, ale pozostaje nam to tylko zaakceptować.

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*