czarowanie przez czytanie – Lassie w naszym domu

Kiedy wybieraliśmy tytuły kolejnych książek do projektu „czarowanie przez czytanie”, jeden wybór był wybitnie tendencyjny”, chodziło o „Lassie wróć”. Dlaczego?
Dlatego, że przez ostatnie półtora roku rozważaliśmy powiększenie rodziny o psiego członka. Dumaliśmy nad rasą biorąc pod uwagę wielkość dorosłego spa, charakter, potrzeby dotyczące aktywności, szkolenia, zabiegów pielęgnacyjnych i nakładów finansowych. Poprzedniego lata pojechaliśmy na rekonesans do wybranej hodowli i serce Tolka zostało podbite…
IMG_1839

… a w maju 2017 roku urodziła się Mokka Magiczny Szkot, nowy członek naszej rodziny. Przez pierwsze miesiące odwiedzaliśmy ją w hodowli, aż w końcu nadszedł dzień przeprowadzki.

Zależało mi, żeby dzieci czytały różne książki o psach i żeby jak najpoważniej podejść tematu wszelkich psich zagadnień. Dla niezorientowanych: Mokka jest małym owczarkiem szkockim collie czyli przedstawicielką tej samej rasy co książkowa Lassie.  I bardzo lubi czytanie…

IMG_4333

..oraz wspólne oglądanie filmów…

Miesiące mijały, Mokka rosła, a dzieciaki przekonywały się co NAPRAWDĘ znaczy pies w domu.

Najpierw było ustalanie ludzko-psich domowych zasad. Nasz szczeniak uczył się, że nie wolno włazić na kanapę, wyjadać z lodówki, ani kraść skarpetek. I za każdym razem po parę razy sprawdzał czy aby na pewno „nie” znaczy nie.

W tym czasie dzieci uczyły się jak obchodzić się ze zwierzęciem: pamiętać o porach karmienia, pilnować pór spacerów pod groźbą konieczności sprzątania siuśków z podłogi. Odkrywały, że szczeniak jest psim dzieckiem (które łatwo przemęczyć, uszkodzić lub przytruć, jeśli poda mu się ludzki, a nie psi przysmak).

Nie było tak, jak w filmie i książce. Albo raczej: NIE ZAWSZE było jak w bajce. Czytaliśmy o psim przywiązaniu i wierności, a w między czasie sprawdzaliśmy ile trzeba włożyć pracy i troski żeby sobie na to zasłużyć. I tak:

  • Było sprzątanie kup, siuśków i wymiocin, ratowanie zabawek i butów przed małymi zębami, podgryzane pęciny (zdecydowaliśmy się na psa zaganiającego) oraz spacery w deszczu, zimnie i po ciemku.
  • Było psie przedszkole, które wymuszało wstawanie w każdą sobotę i niedzielę skoro świt i jechanie na drugi koniec miasta, żeby przez następne dwie godziny skupiać się na psim siadaniu, leżeniu, i przywoływaniu na komendę. Było sennie, zimo i czasem bardzo mokro.
  • Były dodatkowe atrakcje weekendowe – uznaliśmy, że dzieciaki muszą być możliwie najbardziej świadomymi właścicielami psa; chodziliśmy na konkursy psiego posłuszeństwa, pływania, nurkowania, latania (za frisbee) i szkolenia pierwszej pomocy

„W nagrodę” była nowa, czarna przyjaciółka, zawsze chętna do szaleństwa i zabawy: wspólnie z DemOlką zbierała liście i kasztany, ćwiczyła, spała, biegała i wspinała się na skałki.

I tak – krok za kroczkiem – zderzało nam się życie z książkami. Okazało się, że pies daje mnóstwo radości, ale wymaga też ogromu czasu, pracy i troskliwości: że trzeba z nim chodzić do weterynarza, sprzątać kupy z ulicy i szkolić po trochu każdego dnia – bo choć szczeniakowi łatwo wchodzi wszystko do głowy, to równie łatwo z niej wychodzi, jeśli przerwie się treningi. Nie zawsze była to dla dzieci miła nauka. Przyznaję, że i ja parę razy stukałam się w głowę dumając na co my się porwaliśmy (nasz ostatni pies był wiekowym schroniskowcem kiedy do nas trafił).

Dziś Mokka ma ponad 7 miesięcy i jest psią młodzieżą. Książka „Lassie wróć” dalej leży niedokończona, bo spacery, szkolenia i zabawa z psem zajmuje sporo czasu. A dzieciaki dobrze wiedzą, że zwierzak to nie tylko przyjemności, ale przede wszystkim – ogromny obowiązek i odpowiedzialność.

 

Wpis powstał w ramach projektu IMG_2127

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*