czarny piątek czyli chromatografia bibułowa

Dziś był czarny piątek. I nie chodzi mi (niestety) o szał zakupów przedświątecznych, tylko nagromadzenie moich obowiązków i powinności. Wymyśliłam sobie podyplomówkę to mam – nadchodzą pierwsze egzaminy, a mój mózg okazuje się być znacznie bardziej powolny niż 10-15 lat temu.
Ponieważ Kot wybył, a ja naprawdę potrzebowałam ciszy i skupienia – wręczyłam dziatwie książki i poleciłam wymyślenie sobie kilkugodzinnych zajęć. Momentami dom się chwiał w posadach, ale było też kilka chwil, kiedy porzucałam naukę i z przyjemnością dołączałam do latorośli, żeby się pobawić.

PhotoCollage Share File3

I tak było w momencie testów nad chromatografią. Cóż to jest pewnie każdy wie, a jeśli jednak ktoś zapomniał, to wikipedia dumnie donosi, że jest to technika analityczna lub preparatywna służąca do rozdzielania lub badania składu mieszanin związków chemicznych.
W każdej technice chromatograficznej najpierw rozdziela się badaną mieszaninę, a następnie przeprowadza się detekcję poszczególnych składników.

Mówiąc prościej chodzi o to, żeby przepuścić mieszaninę przez środek, w którym różne składniki badanej mieszaniny poruszają się z różną prędkością, dzięki czemu możemy zaobserwować ich rozdzielanie. A wersja bibułowa (na papierze) jest najłatwiejsza.

Chromatografia w wydaniu domowo-dziecięcym jest szybka, miła dla oka (mniej – dla węchu) i średnio brudząca.

Bierzemy:

  • kilka pasków papieru (najlepsze są filtry do kawy lub bibuła; u nas z braku laku musiał wystarczyć papierowy ręcznik kuchenny),
  • ciemne zmywalne flamastry (jak sprawdziły dzieci – z markerami nie działa)
  • pojemnik z wodą oraz pojemnik z octem (aceton lub denaturat to wersja de lux)
  • ew. patyczek, jeśli nie chcemy trwać zawieszeni nad pojemnikami z płynami

Wykonanie:

  • ręczniki papierowe zwijamy w paski
  • 1-3cm od dolnej krawędzi paska rysujemy kropkę/pasek/dowolny znaczek, byle wypełniony
  • zanurzamy oznaczony koniec w płynie (znaczek zostaje nad powierzchnią cieczy)
  • jeśli wybraliśmy wersję z patykiem – kładziemy patyk na wierzchu pojemnika z płynem i przewieszamy przez niego papier; można też próbować z wersją kolistą, tęczową, itd.
  • zachwycamy się

Dzieciaki nie miały żadnej pomocy z mojej strony, więc zaliczyły wiele wpadek. Do wszystkiego dochodzili metodą prób. I tak powstały „niespodzianki” czyli miny, na które się można natknąć:

PhotoCollage Share File2

PhotoCollage Share File

IMG_6389

Niespodzianki:

  • po pierwsze flamastry muszą być zmywalne (jeśli moczymy w w wodzie) – marker odpada
  • wybrany papier musi łatwo nasiąkać (im bardziej jest oporny, tym dłużej czekamy co ma znaczenie zwłaszcza przy młodszych dzieciach) – Tolek wkurzył się na papier do pieczenia, który w ogóle nie nasiąkał
  • dobrze nieco wcześniej przygotować wodoszczelne miejsce, w które będziemy odkładać namoczone papiery (które brudzą!) – to raczej ja się zdziwiłam, niż dzieci 😉
  • z octem idzie szybciej (za to bardziej śmierdząco; cóż, nauka nie zawsze pachnie).

Długo oczekiwana, pierwsza udana próba:

IMG_6398

Upamiętnienie wytrwałości Tolka (w tym czasie DemOlka przerzuciła się na rysowanie koron i króliczków, które miały pocieszyć Starszego Brata):

IMG_6395

IMG_6397

I jak już zacznie wychodzić, to zdecydowanie zyskujemy tzw. „efekt łał”:

IMG_6403

IMG_6402

IMG_6406

A co Tolkowi dała ta cała chromatografia? Sprawdził jakich barw użyto do stworzenia naszych odcieni flamastrów. Przy okazji DemOlka przypomniała sobie jakie są barwy podstawowe i jak powstają ich pochodne. 
A co ten eksperyment dał mi? Czas potrzebny na naukę. Bezcenny. :)

 

Post powstał w ramach dwóch projektów:

 

 

4 Comments on czarny piątek czyli chromatografia bibułowa

  1. super! Pełen profesjonalizm!

  2. Samodzielnie, metodą prób i błędów = zapamiętają na całe życie :-)
    I o to cho! :-)

    Gratuluję podjęcia studiów! Mnie już by się nie chciało…

  3. Ja się uwielbiam uczyć i trochę za późno w życiu wybrałam kierunek pracowy, w którym chcę iść. Teraz nadrabiam braki. Brakowało mi rozrywki intelektualnej, to ją sobie zapewniłam. Tylko w trochę zbyt hardcorowej dawce. 😉

  4. Wam to poszło ekstra. U nas był słaby efekt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*