chorość

Jesień przyszła, a razem z nią wirusy.

Niestety, DemOlka się nie rozdrabnia – jak coś złapie, to od razu z przytupem. I tak „zwykły katar” zaprowadził nas do szpitala na ostry dyżur; i do lekarza; i znowu do lekarza. Spowodował nieprzespane noce, paniczny strach i cofnięcie się w procesie leczenia o jakieś pół roku. Ot, codzienność dziecka przewlekle chorego i jego rodziny… żeby ta codzienność miała też odcienie prawdziwego dzieciństwa, dwoję  się i troję, żeby w domu było radośnie, choć samo zamknięcie w czterech ścianach dobija nas obie.

ALE DemOlka, jako dziecko edukowane domowo, nieskażone SYSTEMEM, ma wyobraźnię niesamowitą, niczym nieograniczoną i czasami – kompletnie nie do ogarnięcia umysłami maluczkich systemowców, do których i ja się zaliczam. 😉 Wtedy pozostaje mi tylko nieprzeszkadzanie Jej w zabawie i robienie zdjęć. I tak właśnie jest w ostatnich dniach.

Najpierw powstał autobus. DemOlka wsiadła razem z Mniamem (ukochanym wielbłądem w kropki) i pojechali na wakacje.

Potem pojechała do salonu piękności – miała różne zabiegi pod parasolem i malowanie paznokci:

Następnie zrobiła sobie stolik, który ułatwił rysowanie bez wychodzenia z łóżka:

IMG_4602

Po jakimś czasie zabawy stacjonarne zaczęły się budzić i przyszła pora na ruszenie się z łóżka. Doświadczony, odpowiedzialny chorutek przed powstaniem sprawdza stan zdrowia:

IMG_4654

Po otrzymaniu zadowalającego wyniku osłuchowego DemOlka uznała, że jest… Królową Glutosławą (co nie mijało się z prawdą). Przywdziało odpowiednie odzienie i wyruszyła na obchód królestwa:

IMG_4645

A na końcu przyszła prawdziwa wena, która skłoniła DemOlkę do ubrania się i zabrania do pracy. W w ruch poszły kartony, kolorowy papier, nożyczki… a jutro pokażemy co z tego wynikło.

IMG_4656

Przy okazji: drogi rodzicu dziecka zakatarzonego – katar to nie jest „tylko” katar, tylko „aż” katar. Dla Twojego dziecka to może być pikuś, moment zaziębienia, na które nikt nie zwróci uwagi. Ale dla osoby z przewlekłą chorobą, z obniżoną odpornością, albo z nie do końca sprawnymi narządami wewnętrznymi katar to dramat.

Dawno temu czytałam gdzieś wypowiedź matki dziecka chorego na serce. To dziecko mogłoby normalnie żyć, chodzić do przedszkola, bawić się z dziećmi… ale kluczowe było to „by” – a to dlatego, że każdy katar, kaszel powodował ogromne osłabienie całego organizmu, a tym samym – serca. Mówiąc w skrócie: był ogromnym krokiem przybliżającym dziecko do konieczności przeszczepu. Matka apelowała do innych rodziców, żeby chore/zaziębione dzieci zostawały w domu, zamiast zarażać kolejne w przedszkolu.  Matka została zakrzyczana – że jak ma chore dziecko, to niech siedzi z nim w domu, a nie poucza innych. Nie miała wyjścia. Została z dzieckiem w domu.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ze ten problem dotknie i nas. U DemOlki poranny katar często wieczorem okazywał się zapaleniem płuc i koniecznością pilnej hospitalizacji… Nie może chodzić do przedszkola, nie pójdzie do szkoły… a wystarczyłoby, żeby chore dzieci zostawały w domach. Wtedy mogłaby; wtedy mogłaby żyć jak normalna przeciętna pięcioletnia dziewczynka. To Jej ogromne marzenie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*