Alfabet – mała książka o wielkim zaufaniu

A

Czytałam chyba wszystkie książki Arno i André Sternów, jakie zostały wydane po polsku. W związku z tym po „Alfabet” sięgałam w ciemno. Byłam pewna, że czeka mnie uczta intelektualna, relaks i rozrywka w jednym. Zaczęło się świetnie, ale potem spotkała mnie niespodzianka…
Choć prawie całą książkę „połknęłam” w jedno popołudnie,  czegoś mi brakowało. Celowo zatrzymałam się dwa rozdziały przed końcem: postanowiłam ją przetrawić i przemyśleć zanim doczytam do końca. No więc czekałam i myślałam. Ale dni mijały i nic się nie zmieniało – miałam poczucie niedosytu i niespójności.

Wtedy mnie olśniło, że nie da się dobrze zrozumieć książki „Alfabet” bez obejrzenia filmu „Alfabet”. Niby pomyślane są jakie odrębne całości, ale nie da się ukryć, że są nierozerwalnie związane. Wstrzymałam czytanie, obejrzałam film i nagle książka zyskała drugie dno.

I teraz już mogę zacząć moją opowieść od początku (z ogromną prośbą aby nie przerywać czytania po opisie pierwszego odbioru książki przeze mnie)…

IMG_1115

Dawno temu byłam na konferencji ekologii dzieciństwa >>KLIK<<, z André Sternem w roli głównej. Już wtedy rodzina Sternów podbiła moje serce i – szczerze mówiąc – nie wyobrażam sobie kto mógłby nie znaleźć się pod wpływem ich spokoju i szacunku do życia.
Od tamtej pory czytam wszystkie książki Wydawnictwa Element >>KLIK<< i właściwie nie zdarzyło się, żebym była rozczarowana.
To książki, po których lekturze chodzi się i rozmyśla. A ja to lubię…

Po (prawie całym) „Alfabecie” też chodziłam i dumałam, ale chyba moje myśli nie szły w tym kierunku zaplanowanym przez autorów…
Byłam zła. Nawet bardzo zła. I dopiero po filmie zrozumiałam, że po prostu nie zrozumiałam. 😉 Wtedy przeczytałam ją jeszcze raz i już było tak, jak być powinno.

pierwszy odbiór książki:
(wyraźnie podkreślam, że moja złość rosła, więc i odbiór był coraz bardziej wypaczony)

  • książka napisana jest bardzo nierówno: sielanka vs. masakra życia w systemie; na tyle nierówno i jaskrawo jest to zestawione, że mnie irytowało
  • ponieważ André jest piewcą unschoolingu, który w polskich realiach nie ma osadzenia, rodzica walczącego o wolną edukację dziecka mocno uderza krytyka wszystkich innych niż unschooling form edukacji
  • zachwyty André nad małym synem – Antoninem – są standardowymi zachwytami oszołomionego rodzicielstwem rodzica; wzruszające i nieco… naiwne
  • itd., itp.

Im dłużej myślałam, tym bardziej się nakręcałam. W końcu uznałam, że zrobiłabym z tego dwie odrębne książki:
1) opowieść o wchodzeniu w życie małego Antonina (te fragmenty podobały mi się najbardziej)

2) historie edukacyjne z różnych stron świata (te rozdziały wydawały mi się pełne statystyki i momentami nudne).

Zupełnie nie mogłam zrozumieć kto i po co wpadł na pomysł zmiksowania tego w jedną całość…

Przyznaję bez bicia: tu z pomocą przyszło mi zaufanie, jakie mam do Wydawnictwa Element oraz do samego André Sterna. Uznałam, że czegoś musiałam nie zrozumieć. I sięgnęłam po film >>KLIK<<.

IMG_1096

Obejrzeliśmy go rodzinnie. Fajnie było patrzeć jak – początkowo niechętny oglądaniu – zbuntowany nastolatek zostaje pochłonięty przez opowieść o życiu Arno Sterna.
Z radością patrzyłam na DemOlkę, która mimo tego, że niewiele rozumiała (film jest w różnych językach, z polskimi napisami), całą sobą chłonęła to, co widziała…

IMG_1103

A ja? A ja oglądałam, chłonęłam, zachwycałam się coraz mocniej i… coraz lepiej rozumiałam książkę.
Na wszelki wypadek przeczytałam ją drugi raz, żeby sprawdzić czy tym razem nie ulegam urokowi filmu. Ale nie… to po prostu dobra książka, choć upieram się, że wolałabym dwa osobne, odpowiednio dłuższe tomy: jeden o Antoninie, a drugi z historiami edukacyjnymi.

drugi odbiór książki:

  • sielanka vs. masakra życia w systemie to dokładnie to, co autorzy książki obserwowali w trakcie powstawania filmu i stąd taki, a nie inny, rozkład rozdziałów w książce:
    – z jednej strony  obserwowali „ludzi sukcesu” – rekiny biznesu (młodych, gniewnych, bez skrupułów),
    – z drugiej strony widzieli umęczonych uczniów – niedosypiających, bez czasu na zabawę, hobby, odpoczynek, na granicy depresji,
    – z trzeciej strony towarzyszyła im rodzina Sternów i Antonin – malutki ludzik wchodzący w świat z ogromną ufnością i ciekawością
    To, czego mi w książce brakuje, to szerszy obraz historii przedstawianych ludzi. O ile rozumiem potrzebę wybiórczości i skrótowości, o tyle z samej książki nie wszystko zrozumiałam i wielokrotnie w trakcie oglądania łapałam się na okrzykach typu „aaaa! o to chodzi!/ to dlatego!”.
    Film stanowi tło, daje szerszy ogląd i pozwala lepiej zrozumieć. Książka jest dla mnie post scriptum do filmu. Nie jest tożsama, ale silnie związana.
  • pochwała unschoolingu, to rzeczywiście nic więcej niż pochwała tego, co Sternowie znają najlepiej.
    Nie: krytyka czego innego, tylko: pochwała tego, w co wierzą.
    Resztę przy pierwszym czytaniu „dośpiewałam” sobie sama.
    Zdarzały się momenty, które (jednak) odbieram jako nieco naciągane: np. moment, w którym André opisuje wielokrotnie powtarzaną przez Antonina czynność, w której mu milcząco sam towarzyszy (aż do momentu zaspokojenia dziecięcej potrzeby), zestawioną z opisem zabawy obcego dziecka, którą jego ojciec przerywa po trzecim powtórzeniu, krytykując następnie smutek malucha.
    Wiem, że takie sytuacje się zdarzają, ale jakoś razi mnie takie zerojedynkowe zestawienie w książce. Nie lubię oceniania innych rodziców i ich metod wychowawczych na podstawie jednej, wyrwanej z kontekstu z sytuacji. Być może znowu biorą tutaj górę moje nawyki, a nie to, co rzeczywiście wyczytać można z samej książki.
  • zachwyty André nad małym Antoninem faktycznie są standardowym zachwytem rodzica, ale za to z zupełnie niestandardowym, ogromnym zaufaniem do tak małej istoty. Na mnie nie robi to już tak ogromnego wrażenia dlatego, bo od pierwszego spotkania ze Sternami staram się wcielać taką postawę w życie i – jak teraz odkryłam – jest już naturalna. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu rodzin jest absolutnym novum.

IMG_1118

Przyznaję bez bicia: książka „Alfabet” nie była moją miłością od pierwszego wejrzenia, a raczej… sympatią od dziesiątego. Początki tej miłości były trudne i wyboiste. Kiedy już skończyłam pisać na ten temat, z ciekawości sprawdziłam jak inni odebrali tę lekturę. Przeczytałam trzy recenzje: tu >>KLIK<<, tu MoiMili i tu Wielki Zachwyt. Przeczytałam i pomyślałam, że mam już ogromny komfort pisania i oceniania dzięki temu, że nasze dzieci są już (względnie) duże i mają wybrane drogi edukacji. 
Niestety, nastoletni Tolek twardo upiera się, że jest już stracony dla edukacji domowej. Nie zmuszam, nie namawiam: czekam spokojnie. A nuż się kiedyś odważy? 
Siedmioletnia DemOlka nigdy nie chodziła do systemowego przedszkola, ani do szkoły i tego będziemy się trzymać. Chadza na zajęcia edukacyjne, ale jest wolnym ptakiem i nie będziemy podcinać Jej skrzydeł.
Dzięki temu, że jestem pewna naszych wyborów, mogę z niczym niezmąconym zachwytem czytać i słuchać Sternów. Po prostu wiem, że mają rację. Poczułam się trochę jak „rodzic zaawansowany” w ekologii dzieciństwa. O ile Tolek był wychowywany inaczej i dopiero od któregoś momentu Jego życia zmieniliśmy podejście (co nadal pozostaje bardzo widoczne z Jego i naszych postawach), o tyle DemOlka jest tak wychowywana od urodzenia i bardzo nam się z tym dobrze żyje.

I tak docieram do clou: „Alfabet” to mała książka o wielkim zaufaniu do dziecka: o tym, że już maleńki człowiek jest pełen ciekawości, chęci poznawania, ufności do świata i zrozumienia. I że najlepsze, co możemy robić, to nie przeciwstawiać nauki zabawie, nie przerywać procesu poznawania świata przez dzieci, … czyli: towarzyszyć, a nie prowadzić. A to dokładnie to, co mocno wierzę i czym od dawna się kieruję w edukacji DemOlki…

PS. Jeśli chcielibyście poznać rodzinę Sternów, to szykuje się ku temu rewelacyjna okazja >>KLIK<<
Jeśli ktokolwiek zastanawia się nad tym jaką drogę edukacyjną wybrać dla swojego dziecka, albo na ile można zaufać małemu ludzikowi, to według mnie nie ma lepszego „adresu”.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*