TURLUTUTU, A Kuku, to ja! autor: Herve Tullet

Pierwszy raz o “Naciśnij mnie” usłyszałam w telewizji śniadaniowej kilka lat temu. Książkę prezentowała pani Pieńkowska i – jak na mój gust – kazali jej się zachwycać, więc się zachwycała, ale zupełnie nie widziała ku temu powodu. Bo cóż to takiego jest “książka interaktywna”? Do dziś dostaję wysypki na połączenie tych dwóch terminów, a i prezenterka wyraźnie męczyła się usiłując zrozumieć o co chodzi. Cóż w tym dziwnego, że jest narysowana jedna kropka, naciska się, przewraca kartkę i widzi się dwie narysowane kropki?! No, właśnie nic. I to Jolanta Pieńkowska wyraźnie pokazała.

Moje dziecko podrosło, a ja – mimo licznych wycieczek do księgarni – “Naciśnij mnie” starannie omijałam. Nie skalałam się nawet wzięciem jej do ręki. Minęło parę lat, kolejne dziecko w domu rosło jak na drożdżach i pewnego pięknego dnia zaprzyjaźniona sprzedawczyni w księgarni “wzięła mnie z zaskoczenia”, wciskając do ręki kolejny tom (dlatego nie poznałam okładki i nie obroniłam się w porę). A jak już wcisnęła, to okazało się, że nie umiem tej książki wypuścić i “Turlututu. A kuku, to ja” wróciła z nami do domu.

IMG_3419

O czym jest ta książka? O ufoludku Tulututu, który leci w nieznane, któremu jest za zimno, za ciepło, który chce być większy, mniejszy, który maluje ściany, który się chowa i znajduje…. Ale tak naprawdę nie jest istotne to, jakie ma przygody, tylko to jak to jest narysowane i jak bardzo Turlututu potrzebuje pomocy. Pomagać trzeba mu pukając w okładkę, naciskając narysowane guziczki, kręcąc książką, dmuchając, klaszcząc i robiąc dużo innych ciekawych rzeczy. Moja dwuletnia córka oszalała. Radości pozazdrościł ośmioletni syn i z równą werwą zaczął dmuchać i pukać. Na końcu zakochałam się i ja, bo jak nie zachwycać się zachwytem dwójki rozradowanych dzieciaków.

“Naciśnij mnie” i “Turlututu. A kuku to ja!” nie są w żaden sposób powiązane treściowo i jakbym miała wybierać, to zdecydowałabym się na tę drugą pozycję, która w naszym domu została absolutnym liderem na “liście przebojów” żywiołowej dwulatki.

IMG_3420

To NIE JEST książka interaktywna i będę tego stwierdzenia bronić rękami i nogami. To książka-pomysł, wspólna zabawa, gra i duże pole dla wyobraźni. I jako taką – z całego serca ją polecam. Oby jak najwięcej takich pozycji pojawiało się na polskim rynku wydawniczym.

Małgosia Czytoczarująca

 

Herve Tullet “Turlututu. A kuku, to ja!”
przekład: Marta Tymanowicz
BABARYBA, Waszawa 2012
ISBN: 978-83-62965-01-4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*